Dzisiaj informowaliśmy już, że poseł Marek Opioła (będąc gościem programu "Jeden na jeden") ujawnił, iż oficer zatrzymany kilka miesięcy temu przez Żandarmerię Wojskową, służył przez lata w lotniczym specpułku. Do tej jednostki należał rządowy tupolew, który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010 r.
- Chodzi o to co powiedziało Dowództwo Generalne, dowiedziałem się o tym od dziennikarzy, ów oficer służył 36 pułku specjalnym - mówił Opioła.
- Czyli w pułku, do którego należał tupolew – dociekał Bogdan Rymanowski. - W jakich latach tam służył?
- Od 2001 do 2011, czyli do końca - dodał poseł.
Postanowiliśmy zweryfikować tę informację. Skontaktowaliśmy się z ppłk Arturem Goławskim, rzecznikiem Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Potwierdził.
Nie pamiętam czy się konkretnie zajmował, ale nie pełnił ważnej funkcji - powiedział portalowi niezalezna.pl i od razu zastrzegł, że nie będzie komentował spekulacji. Pomimo to zastrzegł, że podejrzenia o szpiegostwo i służby w pułku, do którego należał tupolew: "nie łączyłby z katastrofą smoleńską".
Dowiedzieliśmy się również, że po likwidacji specpułku porucznik służył w 1. Bazie Lotnictwa Transportowego.
Czy Dowództwo Generalne przekazało informację organom zajmującym się katastrofą smoleńską, że doszło do takiego "zbiegu okoliczności". Ppłk Goławski nie chciał wprost odpowiedzieć odsyłając do odpowiednich instytucji.
Oficer, zatrzymany 20 listopada ubiegłego roku, formalnie nie ma postawionego zarzutu szpiegostwa, a jedynie "niedopełnienia obowiązków służbowych w zakresie postępowania z dokumentami niejawnymi". I na tym polega spór pomiędzy SKW a prokuraturą wojskową.