W chwili gdy piszę ten komentarz, widzę na ekranach telewizorów płonący wrak malezyjskiego samolotu. Na pokładzie było prawie 300 osób. Według ukraińskiego MSW został zestrzelony rakietą ziemia-powietrze. Najprawdopodobniej wszyscy nie żyją. W tym samym regionie Rosjanie strącili w ciągu ostatnich dni dwa samoloty bojowe Ukrainy.
Kreml dał się już kiedyś poznać z takich działań. W latach 80. na rozkaz Moskwy strącono pasażerski samolot należący do linii koreańskich. Nie wiemy, kto wystrzelił rakietę, ale podejrzenie jest bardzo duże. Samolot nadlatywał od strony Ukrainy nad rejon atakowany przez wojska ukraińskie i broniony przez rosyjskich terrorystów. Na pokładzie było na pewno bardzo wielu ludzi mieszkających na terenie UE.
Jeżeli potwierdzi się informacja, że była to rakieta rosyjska, to świat stoi dziś na granicy gigantycznego konfliktu. Może to być katastrofa na miarę Lusitanii, kiedy to niemiecka łódź podwodna zatopiła statek pasażerski z 1200 osobami na pokładzie. Doprowadziło to do przystąpienia USA do wojny i ostatecznie przyczyniło się do klęski państw centralnych. W jednej sprawie Ukraińcy mają odrobinę szczęścia. Nikomu nie przyjdzie tam do głowy, by oddawać śledztwo Rosjanom.