Zawadka został nagrany ze Sławomirem Nowakiem i wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem. W restauracji "Sowa i Przyjaciele" mówił m.in.:
"Wtedy była taka słynna (...) na rynku doradczym Grupa GROM powołana przez Petelickiego. Nawet chciałem z nim jakoś współpracować. (...) A ja tam potem byłem prezesem w tej spółce (...) Tak naprawdę ja byłem figurantem. Jak ja bym wziął w leasing te wszystkie samochody, to do dzisiaj bym tego nie spłacił. Z czego? Ta spółka nigdy nie przynosiła dochodu. (...) To przecież tam, tam Rychu [Ryszard Krauce] dawał kasę na to, a ja praktycznie nie wiedziałem, co to jest weksel, ja podpisywałem weksel na tę kasę. Musiałbym... z którego kraju nie ma ekstradycji?"
Osoba z takimi "kompetencjami" jest dziś wiceprezesem Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych (PERN) "Przyjaźń". Co więcej - już po publikacji "Wprost" pułkownik zaczął kierować pracami rady nadzorczej państwowej firmy Centrum Diagnostyki Rurociągów i Aparatury. To spółka-córka PERN.
Jak człowiek, który jako prezes był "figurantem" i podpisywał dokumenty, nie wiedząc, co one znaczą, może być szefem rady nadzorczej tak poważnej państwowej spółki?
Zawadka tłumaczy w rozmowie TVP Info: Czuję się niezręcznie w komentowaniu wypowiedzi, które zostały w sposób nielegalnie nagrane. Słowo „figurant” to była przenośnia, że mało jeszcze wtedy wiedziałem o biznesie, mało miałem doświadczenia i w tym sensie używałem tego sformułowania, a nie w sensie złego znaczenia i w sensie prawnym.