Rząd wydał 120 mln na przestarzałe rakiety z firmy od remontu tupolewa

Ramoil/CC3.0

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

  

Rząd Donalda Tuska wydał prawie 120 mln zł na bułgarskie rakiety sowieckiej konstrukcji z lat 50. - pisze „Gazeta Polska”. Sprzedawcą jest polsko-bułgarskie konsorcjum, którego członkiem jest Polit Elektronik – firma odpowiadająca za remont rządowego Tu-154.

Drugim członkiem zwycięskiego konsorcjum jest bułgarska spółka Emko EOOD, której założycielem jest Emilian Gebrew. Według bułgarskiej prasy wcześniej pracował on w Kinteksie – koncernie zbrojeniowym kierowanym i kontrolowanym przez komunistyczne służby specjalne.

Radziecka konstrukcja z lat 50.

Zakupione za 114 mln zł rakiety to konstrukcja sowiecka z... 1955 r. W sumie do Polski trafi do 2016 r. ponad 17 tys. wyprodukowanych w Bułgarii pocisków.

Przedmiotem dostawy jest pocisk rakietowy niekierowany z głowicą bojową kumulacyjno-odłamkową S-5KO kaliber 57 mm i zapalnik lotniczy uderzeniowy W-5K, jak również pocisk rakietowy niekierowany z głowicą bojową burząco-odłamkową S-5MO kaliber 57 mm i zapalnik lotniczy uderzeniowy W-5K. Pociski te są użytkowane w systemach uzbrojenia statków powietrznych będących na wyposażeniu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej – mówi „GP” Jacek Sońta, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej. Chodzi głównie o Migi-29 i niektóre starsze śmigłowce.

Niekierowane pociski rakietowe S-5 kaliber 57 mm to archaiczna broń, pierwotnie przewidziana do użytku powietrze–powietrze. Od lat 70. XX w., ze względu na ich dużą niedokładność, stosuje się je wyłącznie do atakowania z powietrza celów naziemnych.

Rok temu branżowa agencja Altair pisała, że tego typu rakiety poszukiwane są głównie w państwach afrykańskich i w Afganistanie. „Większość S-5 z zapasów pochodzących z czasów zimnej wojny została już wyprzedana. Pomimo że pociski te znajdują się w ofercie kilku przedsiębiorstw, m.in. bułgarskiego WMZ, to jednak w praktyce nie są w ogóle produkowane” – można przeczytać na stronie internetowej agencji.

Pociski S-5 były m.in. wykorzystywane przez Rosjan w wojnie w Afganistanie, spisywały się tam jednak bardzo słabo. Szybko zastąpiono je rakietami S-8 o kalibrze 80 mm. Dziś na polu bitwy pociski S-5 wykorzystywane są przede wszystkim przez Palestyńczyków, bojowników w Libii oraz syryjskich rebeliantów.

Bułgarski łącznik

Konsorcjum, które wygrało przetarg na kilkuletnie dostawy pocisków wymyślonych w latach 50. w ZSRS, było jedynym uczestnikiem przetargu. Polski członek konsorcjum – Polit Elektronik – znany jest głównie jako przedstawiciel rosyjskiego Miga na terenie RP i jako firma odpowiedzialna za remont rządowego Tu-154, który 10 kwietnia 2010 r. rozbił się w Smoleńsku. Równie ciekawą spółką jest jednak jej bułgarski partner – koncern Emko EOOD z siedzibą w Sofii.

Założycielem Emko jest Emilian Gebrew, który według bułgarskich mediów pracował przed 1992 r. na kierowniczym stanowisku w Kinteksie. To państwowe przedsiębiorstwo było najbardziej znaną biznesową wypustką komunistycznego wywiadu Bułgarii. – Kinteks i jego spółki-córki: Oltrejd, Sokotrejd i Inar realizowały m.in. sprzedaż kontrabandy – mówi „GP” Jerzy Targalski, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – 70 proc. pracowników central handlu zagranicznego, takich jak Kinteks, stanowili funkcjonariusze Komitetu Bezpieczeństwa Państwa (bułgarska komunistyczna policja polityczna) i wywiadu wojskowego RUMNO – dodaje. Kinteks handlował niemal wszystkim – od papierosów po ciężkie uzbrojenie – a kontrolujący go agenci współpracowali z terrorystami, m.in. tureckimi.

Sam Gebrew prowadził w latach 90. interesy m.in. w Egipcie, Erytrei, Etiopii i Pakistanie. Jego spółka Emko była zaś w tym czasie bohaterem kilku skandali. Pod koniec lat 90. sprzedawała ogromne ilości broni do Etiopii i Angoli, a w 2001 r. statek firmy został zatrzymany przez władze celne USA, gdyż na jego pokładzie znajdowało się 30 mln naboi do AK-47, czyli popularnych kałasznikowów. Okazało się, że miały one trafić do Nikaragui.

Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Kulisy operacji wymierzonej w Antoniego Macierewicza i jego rodzinę

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

W dzisiejszym wydaniu programu „Koniec systemu” Dorota Kania zajęła się tematem inwigilacji prowadzonej przez komunistyczną bezpiekę i publikacji zbieranych przez esbeków wrażliwych danych. „Musimy szukać odpowiedzi na pytanie, jakie intencje kryły się w użyciu tych informacji. Wszystko wskazuje na to, że nie służy to żadnej kwestii poznania PRLu” - mówił w rozmowie z Dorotą Kanią, profesor Jan Żaryn. Rozmowa dotyczyła informacji opublikowanych w książce „Antoni Macierewicz - biografia nieautoryzowana”.

Jak zauważają rozmówcy Doroty Kani, w książce znaleźć można wiele informacji, które są po prostu nieprawdziwe, ale także składa się ona w dużej mierze z notatek prywatnych, często intymnych rozmów pomiędzy małżonkami Antonim i Hanną Macierewicz.

- Książka jest pod wieloma względami skandaliczna. Widać, że autorzy mylą podstawowe pojęcia i na tej podstawie stawiają szereg bardzo poważnych oskarżeń wobec Antoniego Macierewicza – zwraca uwagę historyk IPN Piotr Gontarczyk.

To właśnie zapis prywatnych rozmów czy też listowych korespondencji budzi najwięcej zastrzeżeń wśród historyków, recenzentów i czytelników książki.

- Hania była bardzo zdenerwowana Zdawała sobie sprawę, że nic dobrego dla niej, ani dla męża z tego nie wyniknie. W książce jest rozdział poświęcony rodzinie czyli Hani i Oli, jej córce. Po tylu latach dziennikarze sięgają do metod, które stosowali esbecy. Bardzo jej współczujemy, że musi przeżywać to, co przeżywała w czasie stanu wojennego - mówi Anna Bielańska, przedstawicielka Stowarzyszenia Kobiet Internowanych i Represjonowanych, a prywatnie przyjaciółka Hanny Macierewicz.

  
Z kolei prof. Jan Żaryn przypomina skandaliczne wypowiedzi Adama Michnika w sprawie akt IPN i wykorzystywania zapisów z prywatnych notatek.

- Przede wszystkim należy zastanowić się, jakie są intencje piszących. Jeżeli są zdrowe warsztatowo, tak jak np. Pani Joanny Siedleckiej, która bardzo głęboko wnika w akty IPN, to służy to wyjaśnieniu ówczesnej rzeczywistości [...] Była kiedyś taka publiczna dyskusja wywołana przez Adama Michnika,który stwierdził, że jakikolwiek historyk użyje podsłuchów esbeckich, to sam zmieni się w tego esbeka i wytoczy mu proces – podkreśla prof. Żaryn.


cytaty za telewizjarepublika.pl

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl