Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

32 lata walki nieugiętej Matki o prawdę o śmierci Syna. Parasol chroni morderców

Grożono mi, że jeśli będę próbowała na własną rękę ustalić prawdę o śmierci Piotrusia, zginie mój mąż i drugi syn – mówi „Gazecie Polskiej” Teresa Majchrzak, matka jednej z najmłodszych ofiar

Grożono mi, że jeśli będę próbowała na własną rękę ustalić prawdę o śmierci Piotrusia, zginie mój mąż i drugi syn – mówi „Gazecie Polskiej” Teresa Majchrzak, matka jednej z najmłodszych ofiar stanu wojennego. Najnowsze badania dr Agnieszki Łuczak, historyka z poznańskiego IPN, mają przełomowe znaczenie: dowodzą niezbicie, że wersja zomowców, powielana w mediach III RP, oparta była na fałszywych przesłankach.

Dzisiaj mija rocznica pobicia Piotra Majchrzaka, a w poniedziałek, 12 maja, w Poznaniu odbędą się uroczystości, w których trakcie oddany zostanie hołd ofiarom stanu wojennego (tutaj szczegóły).
 

Przed kościołem przy Fredry
chropowaty kamień
staje Ci na drodze
spieszący przechodniu
 
Horyzont pamięci ucieka
                        dzień po dniu…
 
Po latach
rodzice klęczą
przed Papieżem.
W tle Krzyże Czerwca
tłum faluje, szemrze…
 
Głowa Ojca biała
                        hostia
                        światłość dnia.
 
To Odkupienie spełnia się
                        i trwa…


– pisał Wojciech Gawłowski, znany wielkopolski poeta, w wierszu poświęconym pamięci Piotra Majchrzaka. Ale słowa św. Jana Pawła II, który w czasie jednej z pielgrzymek do Polski powiedział rodzicom Piotra, że ich syn jest w niebie, nie zakończyły ziemskiej batalii o prawdę o jego zamordowaniu. Trwa ona do dziś.

Dziennikarze docierają do świadków, prokuratura bezradna

Artykuł dr Agnieszki Łuczak „Sprawa śmierci Piotra Majchrzaka. Fałszerstwa, fakty i kontrowersje” ukaże się w majowym numerze miesięcznika IPN „Pamięć.pl”, w przeddzień 32. rocznicy tej zbrodni, która przypada 11 maja. Autorka zgodziła się jednak już teraz opowiedzieć „Gazecie Polskiej” o wynikach swoich badań.

Przypomnijmy, że Piotr Majchrzak, 19-letni uczeń, pobity został wieczorem 11 maja 1982 r. Nieprzytomny trafił do szpitala, gdzie 18 maja zmarł.

Dzień po jego śmierci podporucznik Wydziału III SB Waldemar Kazimierczak sporządził notatkę: „Matka Teresa Majchrzak (...) twierdzi, że zmarł on na skutek pobicia przez funkcjonariuszy ZOMO. (...) Dotarła ona do świadków zdarzenia, którzy twierdzą, że patrol MO zatrzymał go w momencie, gdy biegł on na nadjeżdżający tramwaj nr 8. Pomiędzy funkcjonariuszami a P. Majchrzakiem dojść miało do ostrej wymiany zdań. Funkcjonariusze użyć mieli pałek służbowych. Świadkowie twierdzą, że P. Majchrzak bronił się, stosując karate (był członkiem klubu karate „Feniks”). (…) Osoby będące świadkami zdarzenia w rozmowie z matką P. Majchrzaka zastrzegły, że w obawie przed ewentualnymi represjami nie zgodzą się na oficjalne przedstawienie wersji zdarzenia”.

Piotr został pobity na ulicy Fredry, w centrum Poznania. Obok znajduje się kościół i popularna wówczas restauracja „W-Z”. Jak stwierdza dr Agnieszka Łuczak, z akt śledztwa wynika, że pobicie musiało widzieć kilkanaście osób. – Ale nikt nigdy nic nie zeznał. Nikt nie odpowiedział na apele w prasie – mówi.

Do naocznych świadków pobicia udało się za to dotrzeć dziennikarzom. W 2001 r. dziennikarki Maria Blimel i Wanda Wasilewska z Radia Merkury nagrały wypowiedź mieszkańca kamienicy położonej naprzeciwko restauracji, który widział, jak zomowcy pobili Piotra. Zanim jednak doszło do kolejnych rozpraw sądowych w sprawie Majchrzaka w 2009 r., świadek ten już nie żył.

Także Anna Piasek-Bosacka, autorka filmu „Pod opieką operacyjną”, dotarła do naocznych świadków pobicia chłopca przez ZOMO. Dowiedziała się od nich o zastraszaniu przez władze i nakłanianiu do zmiany zeznań. Świadkowie ci to pracownicy restauracji „W-Z”.

Tymczasem organa ścigania III RP do dziś nie potrafiły ustalić, kto zamordował Piotra, mimo trzech opinii biegłych lekarzy, śledztwa i pięciu rozpraw sądowych.

Zomowiec składa fałszywe zeznania

W jakich okolicznościach zginął Piotr Majchrzak? Z akt sprawy wynika, że przed godziną 21.00 pod restauracją doszło do awantury, którą wywołała grupa osób chcąca wejść do lokalu. W jej wyniku przyjechał patrol ZOMO, który legitymował jej uczestników.

Piotr Majchrzak przechodził w tym czasie ulicą Fredry, spiesząc się do domu. Był uczestnikiem działań antykomunistycznej opozycji, rozrzucał ulotki, wcześniej był zatrzymywany przez milicję, raz został przetrzymany na dołku. Często nosił wpięty w ubranie opornik, symbol sprzeciwu młodzieży wobec stanu wojennego.

Rodzice przechowują oporniki syna do dziś, jako bezcenną pamiątkę. Przypuszczają, że to opornik mógł rozwścieczyć zomowców, bo jest prawdopodobne, że miał go także 11 maja.

Pierwsze śledztwo w tej sprawie przeprowadził prokurator Zbigniew Knast. Teresa Majchrzak wspomina, że wielokrotnie zadawał jej te same, niezwiązane ze sprawą pytania, przetrzymując przez wiele godzin, tak by nie mogła iść do szpitala zobaczyć syna.

W śledztwie pojawił się początkowo świadek pobicia – zomowiec Mieczysław M. Sporządził on notatkę, z której wynikało, że widział mężczyznę bijącego Piotra parasolką: „Zauważyłem iż ob. będący pod wpływem alkocholu (zachowujemy pisownię oryginalną – przyp. PL) O. Marian podszedł do przechodzącego koło lokalu ob. Majchrzak Piotr którego uderzył parasolem”.

– Mieczysław M. odwołał później te zeznania, gdyż inaczej musiałby wyjaśnić, dlaczego nie podjął interwencji – mówi dr Agnieszka Łuczak. Z akt osobowych wynika, że Mieczysław M. od 1978 r. należał do PZPR, a wcześniej do ZSMP. Zmiana zeznania nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami prawnymi wobec zomowca.

Jak stwierdza historyk, wątek mężczyzny z parasolką pojawił się od razu. Piotr jeszcze leżał na chodniku, gdy funkcjonariusze ZOMO rozpowiadali wśród gapiów, że to Marian O. pobił go parasolką. Mężczyzna został zaprowadzony do milicyjnej nysy i zawieziony na izbę wytrzeźwień.

Następnego dnia rano został zabrany na Komisariat IV MO w Poznaniu i osadzony w areszcie. – Przez cały czas milicjanci dopytywali się o stan Piotra w szpitalu. Był ciężki. I wtedy rozpoczęło się sporządzanie dokumentacji służbowej, które rzutuje na dalsze losy sprawy – mówi dr Agnieszka Łuczak.

Portier restauracji „W-Z” (emerytowany milicjant dorabiający sobie w restauracji, w młodości funkcjonariusz UB) dzień po pobiciu Piotra dwukrotnie zeznaje na Komisariacie IV MO.

Za pierwszym razem stwierdza, że niczego nie widział. – Ale po kilku godzinach odzyskuje pamięć i z własnej inicjatywy idzie na komisariat, by złożyć zeznania o agresywnym osobniku, który wywołał całą awanturę – mówi dr Agnieszka Łuczak. „Bił on wszystkich przechodzących koło lokalu” – stwierdza. Przypomina sobie, że dwa miesiące wcześniej ów osobnik również się awanturował w holu lokalu.

Portierowi okazany zostaje Marian O. Portier potwierdza, że to właśnie on. Przesłuchanych zostaje jeszcze kilku pracowników „W-Z”. Nikt z nich nie wspomina o agresywnym zachowaniu Mariana O.

Jak podkreśla Łuczak, w aktach milicyjnego dochodzenia brakuje najważniejszego protokołu przesłuchania – zeznania samego O. O tym, że tego dnia był przesłuchiwany, świadczy notatka urzędowa dotycząca „rozpytania” Mariana O., podpisana przez milicjanta, w której rzekomo stwierdza, że uderzył kogoś parasolką. Jednak Marian O. nie potwierdza tych słów własnoręcznym podpisem.

O. jest idealnym kandydatem na podejrzanego, bo kilkanaście lat wcześniej był skazany sądownie. Prokuratura wszczyna śledztwo.

Czterech funkcjonariuszy ZOMO zostaje przesłuchanych. Zeznają, że nic nie widzieli, zajęci legitymowaniem obywateli. Odwrócili się dopiero po usłyszeniu odgłosu uderzenia i zobaczyli mężczyznę z parasolką obok leżącego na ziemi Majchrzaka.

Prokurator daje wiarę ich słowom. W śledztwie rozbudowany zostaje wątek pobicia Piotra parasolką. – Mimo że przeciętnemu człowiekowi może wydać się dość dziwne, że Marian O. odważył się zaatakować Piotra w obecności zomowców – mówi dr Agnieszka Łuczak.

Wersji z parasolką nie potwierdza jednak analiza laboratoryjna kilkunastocentymetrowego metalowego ostrza parasola, która nie wykazuje śladów krwi. Do tego sekcja zwłok ujawnia… trzy rany kłute pod okiem Piotra. Scenariusz, zgodnie z którym Marian O. miał trzy razy wbić parasol pod okiem młodego chłopaka trenującego karate, jest kuriozalna. Biegły z Akademii Medycznej w Poznaniu wyklucza ostrze parasola jako przyczynę rany kłutej, nie wyklucza natomiast pałki milicyjnej jako narzędzia, którym zadano ciosy w głowę.

W sierpniu 1982 r. teza o pobiciu parasolką pojawia się w prasie milicyjnej. W tygodniku MO „W Służbie Narodu” Marcin Borowicz pisze propagandowy tekst pod znamiennym tytułem „Pałką czy parasolką”.

– Stworzenie wątku z parasolką i brak naocznych świadków całkowicie wystarczają do rozmycia śledztwa. Trzeba podkreślić, że „wątek parasolki” jest podnoszony wyłącznie przez osoby związane z resortem MSW – funkcjonariuszy ZOMO, milicjantów, w tym jednego emerytowanego, i resortowego dziennikarza – mówi dr Agnieszka Łuczak.

Dwaj członkowie patrolu trafiają do policji

Według prokuratury na umorzenie śledztwa wpłynęły błędy funkcjonariuszy ZOMO (Mieczysława M., Roberta G., Wojciecha P. i Pawła R.), którzy nie spisali personaliów naocznych świadków i nie zabezpieczyli parasola. – Można by się spodziewać, że wobec zomowców wyciągnięte zostaną konsekwencje służbowe. Tymczasem nie ma śladu, by tak było – mówi dr Agnieszka Łuczak.

Jest wręcz odwrotnie. Robert G. kilka dni po śmierci Piotra Majchrzaka otrzymuje 2000 zł nagrody za „sumienne wykonywanie obowiązków służbowych”. Po zakończeniu odbywania służby wojskowej w szeregach ZOMO trzech członków patrolu ma możliwość pozostania w milicji. Dwaj z nich (Mieczysław M. i Robert G.) z niewielkimi przerwami kontynuują karierę w resorcie, także po roku 1990 (!).

Szczególnie ciekawe wydają się być losy Mieczysława M. Na początku 1989 r. przechodzi on do pracy w Wydziale „T” Służby Bezpieczeństwa WUSW w Poznaniu.

Autorem wniosku o przeniesienie go jest naczelnik Wydziału „T” ppłk. Tadeusz M., noszący to samo nazwisko co zomowiec. Z akt wynika, że obaj podają to samo imię ojca – Jan. Z katalogów IPN dowiadujemy się, że według pisma z 18.01.1990 r. Tadeusz M. „brał udział w działaniach operacyjnych w ramach akcji »Porządek« oraz w okresach niepokojów społecznych”. Natomiast w okresie 4.03.–4.09.1981 delegowany był do ChRLD w charakterze szyfranta.

W lipcu 1990 r., tuż przed rozwiązaniem SB, Mieczysław M. przenosi się z powrotem do policji, gdzie jest młodszym specjalistą techniki operacyjnej. W policji kryminalnej pracuje w III RP.

W katalogach IPN odnajdujemy jeszcze jednego esbeka o tym nazwisku – Jędrzeja M., syna Tadeusza. W III RP był on właścicielem agencji detektywistycznej w Poznaniu.

Także Paweł R. w 1991 r. zostaje przyjęty w szeregi policji.

Fałszywa hipoteza „Głosu Wielkopolskiego”

Autorem tekstów lansujących wersję, zgodnie z którą sprawcą napaści na Piotra Majchrzaka był jednak Marian O., jest dziennikarz Krzysztof Kaźmierczak z „Głosu Wielkopolskiego”. Stawia on hipotezę, że Marian O. uniknął w latach 80. odpowiedzialności karnej, gdyż był przydatny SB.

– Teza ta nie znajduje potwierdzenia w dokumentach IPN – mówi dr Agnieszka Łuczak. Według wspomnianej hipotezy Marian O. był pomocny SB w uzyskiwaniu informacji o swoim zagranicznym lokatorze. Sven W. – szwedzki lektor pracujący na Uniwersytecie Poznańskim – wynajmował bowiem rzekomo pokój u Mariana O. (który mieszkał przy ul. Grunwaldzkiej).

– Tymczasem z zachowanych w całości dokumentów wynika jasno, że szwedzki lektor mieszkał w Poznaniu w lokalu przy ul. Szamotulskiej, który należał do poznańskiego uniwersytetu – mówi Łuczak.

Jak podkreśla, wśród zgromadzonych o Svenie W. informacji nie ma żadnego donosu na jego temat. Według materiałów operacyjnych Szwed opuścił Polskę w 1978 r., na cztery lata przed zamordowaniem Majchrzaka. Również w zapisach ewidencyjnych dotyczących Mariana O. w archiwach IPN nie ma żadnych informacji o jego jakichkolwiek związkach z SB. – Fakt, że ów zagraniczny lektor przekazał formalne zaproszenie Marianowi O. do Szwecji, jest jedynym punktem, w którym losy tych dwóch postaci się stykają – stwierdza dr Agnieszka Łuczak.

W podaniu Mariana O. o paszport znajduje się wpis, że jego przyjaciel Sven W. wynajmuje u niego pokój. Marian O. otrzymał jednorazowo paszport (w rejestrze skazanych recydywistów i przestępców nie figurował) i pojechał do Szwecji na jeden dzień w 1977 r.

– Tak krótki wyjazd przypomina bardziej wypad turystyczno-handlowy niż realizację przedsięwzięć SB. Tym bardziej że Szwed mieszkał w Holmsjö oddalonym od Ystad o ok. 200 km. Nie ma zatem żadnych podstaw źródłowych wskazujących na ochronę Mariana O. przez SB – podkreśla historyk.

Tekst ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane