Słynne "taśmy Wilka" zostały zmontowane! Za fałszerstwem stali ludzie Platformy?

Filip Błażejowski/Gazeta Polska; na zdj. Jerzy Wilk

wg

Kontakt z autorem

Tzw. taśmy Wilka, czyli nagrania wypowiedzi kandydata PiS na prezydenta Elbląga Jerzego Wilka, które ujawniono w internecie przed II turą wyborów, zostały zmontowane z różnych nagrań - wynika z ekspertyzy wykonanej na zlecenie elbląskiego sądu. Jak ustaliła niezalezna.pl - fałszywkę opublikował w internecie były pracownik sztabu Platformy Obywatelskiej.

Nagrania rozmów kandydata PiS - nazywane przez media "taśmami Wilka" lub "taśmami prawdy" - pojawiły się w internecie przed II turą ubiegłorocznych wyborów prezydenckich w Elblągu. Zamieszczono je pod tytułem "Przepraszam za PiS".

Słychać na nich wypowiedzi Wilka o kulisach referendum, w którym odwołano miejskie władze związane z PO, niepochlebne opinie o kilku lokalnych politykach oraz liczne wulgaryzmy. Wilk nie zaprzeczał wówczas, że to jego głos. Twierdził jednak, że były to prywatne "męskie" rozmowy, które "zostały pocięte i wykorzystane po to, żeby mu zaszkodzić".

Biegły stwierdził, że wszystkie wypowiedzi nie są ciągłe, są wyreżyserowane, wspomagane przez nie zawsze wierny dubbing tekstowy. Pliki są poskładane z mniejszych plików, także plik czwarty o nazwie "Wywiad z Jerzym Wilkiem" nie jest ciągły i został zrealizowany po znacznych modyfikacjach reżysera dźwięku i obrazu".

Autor tej ekspertyzy dr hab. Bronisław Młodziejowski ocenił również, że badania komputerowe zapisów audiowizyjnych, dostarczonych mu na płycie CD-R w postaci czterech plików wykazały, iż nie jest to zapis oryginalny. Pliki zostały zapisane z innego nośnika, względnie nośników, i prawdopodobnie nie jest to pierwsza kopia.

Kto stał za tą haniebną prowokacją, którą każdy sąd uznałby za przestępstwo? Jak ustalił już kilka miesięcy temu portal niezalezna.pl - Marcin Pszczółkowski, redaktor naczelny portalu elbląg.net, który jako pierwszy opublikował zmontowane nagranie z wypowiedziami kandydata PiS na prezydenta miasta, pracował w 2011 r. w sztabie Elżbiety Gelert będącej w 2013 r. konkurentką Jerzego Wilka w wyborach prezydenckich.

W rozmowie z portalem niezalezna.pl Pszczółkowski tłumaczył: - Przyznaję się bez bicia, że w momencie, gdy byłem bezrobotny, nie byłem dziennikarzem, otrzymałem propozycję współpracy w trakcie kampanii parlamentarnej pani Gelert. Zajmowałem się przygotowaniem informacji prasowych.

Pszczółkowski przyznał również, że jego żona pracowała w Urzędzie Miasta odwołanego prezydenta Elbląga Grzegorza Nowaczyka z PO.
Źródło: PAP,niezalezna.pl

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Poruszające słowa dowódcy RAF o śp.…

Poruszające słowa dowódcy RAF o śp.…

Narodowe DNA Zygmunta Miłoszewskiego.…

Narodowe DNA Zygmunta Miłoszewskiego.…

Wystartował wyścig po Złotą Batutę

Wystartował wyścig po Złotą Batutę

Szef MSWiA: Verhofstadt to polityk, który…

Szef MSWiA: Verhofstadt to polityk, który…

Nożownik zaatakował w Stalowej Woli. Są…

Nożownik zaatakował w Stalowej Woli. Są…

28 lat temu Warszawiacy potłukli młotkami, zdemontowany uprzednio przez dźwig, pomnik Dzierżyńskiego

Krwawy Feliks zmarł, jak przystało na prawdziwego bolszewika, na… plenum Komitetu Centralnego. Był rok 1926. Jeszcze na kilka chwil przed zgonem Dzierżyński zdążył ostro potępić swych współtowarzyszy – rzekomych „trockistów”, których właśnie wszędzie tropiono. Jeden z nich Gieorgij Piatakow, szef przemysłu ciężkiego, aby udowodnić swą lojalność zaoferował, że osobiście zastrzeli własną żonę, oczywiście „trockistkę”.

Po zakończeniu II wojny światowej, kiedy Polska znalazła się pod „sowieckim butem”, Dzierżyński, twórca Czeka, symbol terroru, sprawca śmierci milionów ludzi, zwany „Żelaznym Feliksem”, „Krwawym Feliksem” i „Czerwonym Katem” – rozpoczął w naszym kraju „tryumfalny marsz chwały”. Na polecenie władz stawiano mu na pomniki, nazywano jego imieniem główne place i reprezentacyjne ulice. W Warszawie pomnik „Czerwonego kata” stanął w 1951 r. na placu Bankowym, który natychmiast przemianowano na plac Dzierżyńskiego. Na odsłonięcie przybyli m.in. towarzysze radzieccy.

Tak mówiła o tym wydarzeniu Kronika Filmowa:

Wśród honorowych gości rodzina wielkiego polskiego rewolucjonisty. Na plac Dzierżyńskiego przybyły delegacje rządowe zaprzyjaźnionych krajów, młodzież, tysiączne tłumy ludności stolicy. Biorąc przykład z życia Dzierżyńskiego zdobyć się musimy na wiele sił i poświęceń, by zbudować potęgę i wielkość Polski Ludowej. Tu, na placu, gdzie przemawiał w pamiętnym roku 1905 do warszawskich robotników, stanął Dzierżyński patrząc na Warszawę o jaką walczył całe życie: stolicę Polski Ludowej.

 

Lektor nawiązywał tu do słynnej „krwawej awantury”, kiedy Dzierżyński przemawiał na warszawskim placu do robotników, a następnie poprowadził ich wprost na… lufy carskich karabinów.

Pomnik zaprojektował Zbigniew Dunajewski, a wykonano go, co okazało się po latach, nie z brązu, ale z betonu pokrytego cienką blachą chemicznie pobrązowioną i brąz udającą. Na cokole znajdował się napis:

Feliks Dzierżyński / to duma polskiego / ruchu rewolucyjnego / Bolesław Bierut.

Warszawska legenda mówi, że tuż po uroczystości ktoś pomalował ręce Feliksa czerwoną farbą. Podobno po tym wydarzeniu pomnik obudowano rusztowaniami, które dość długo stały. 

Natomiast prawdą jest, że 10 lutego 1982 r. uczniowie Liceum im. Mikołaja Reja – Emil Barchański oraz jego koledzy – oblali farbą i podpalili pomnik Dzierżyńskiego. SB zatrzymało Emila 3 marca 1982 r. podczas druku wydawnictw podziemnych, był bity i zmuszany do składania fałszywych zeznań. Jego odważna postawa podczas procesu starszych kolegów przyczyniła się do ich uniewinnienia. 3 czerwca 1982 r. razem ze znajomym pojechał nad Wisłę, gdzie zaginął w tajemniczych okolicznościach. Po dwóch dniach jego ciało wyłowiono z rzeki. Uznaje się, że to najmłodsza ofiara stanu wojennego. 

W 1989 r. Rada Warszawy zdecydowała o rozbiórce pomnika, który był co chwila atakowany przez warszawiaków farbami i sprayem. Zresztą, chyba na wszelki wypadek, jako oficjalny powód podano budowę w tamtym miejscu linii metra. 

16 listopada 1989 r. o 8-ej rano pracownicy Wojewódzkiej Dyrekcji Dróg Miejskich rozpoczęli rozkuwanie pomnika Dzierżyńskiego. Zebrany wokół tłum mieszkańców stolicy uznał jednak, że robią to za wolno i zaczął pomagać, rozbijając cokół przyniesionymi z domów młotkami. Na ramieniu maszyny rozkuwającej pomnik ktoś napisał czarną farbą: „Feluś tak musi być”. Kiedy dźwig szarpnął linę opasującą rzeźbę, ta przełamała się na trzy części, ukazując oszustwo wykonania. 


Głowa i nogi „Krwawego Feliksa” runęły na ziemię. Ludzie wiwatowali, a następnie rzucili się z młotkami na leżące resztki, aby dokończyć dzieła. Tego samego dnia Telewizja Polska po raz ostatni wyemitowała znienawidzony „Dziennik Telewizyjny”.
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl