Kim jest nowy idol mediów? Donatan, wielbiciel słowiańskich biustów i Armii Czerwonej

kadr z teledysku "My, Słowianie"

Samuel Pereira

Kontakt z autorem

Wojciech Mucha

Dziennikarz, reporter i publicysta mediów związanych ze Strefą Wolnego Słowa (od 2011 r.).

Kontakt z autorem

Przez osiem lat mieszkał w Rosji, czuje się w połowie Polakiem, a w połowie Rosjaninem. Mówi, że Armia Czerwona wyzwoliła Polskę, a nasz Kościół katolicki to „ambasadorstwo na rzecz zupełnie obcej kultury”. Lansowany przez niego panslawizm staje się w hip-hopie konkurencją dla utworów pokazujących polski patriotyzm czy tradycję Żołnierzy Wyklętych - czytam w "Gazecie Polskiej".
 
„My, Słowianki, wiemy jak użyć mowy ciała, wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała” – w rytm utworu „My, Słowianie” podryguje już cała Polska. Wydekoltowane dziewczęta na tle swojskiej chaty, prosty tekst o wódce i łatwych kobietach okazał się receptą na sukces.

Profesjonalne, wysokobudżetowe teledyski, dziesiątki wywiadów, miliony wyświetleń kolejnych utworów. Wreszcie diamentowa płyta, niezaprzeczalny zdawałoby się sukces. Donatan, a właściwie Witold Czamara. Autor i producent „Równonocy”, płyty, która – jak pokazują wyniki sprzedaży – stała się płytą diamentową.

Jest jednak i druga strona sukcesu, o której nie ma pojęcia ponad 90 proc. wielbicieli wpadającej w ucho muzyki. Mało kto wie, że autor utworu kreujący się na największego piewcę panslawizmu, przekonuje, że Armia Czerwona wyzwoliła Polskę, Kościół katolicki jest Polakom „kulturowo obcy”, a zbliżenie na linii Polska–Rosja jest koniecznością.

– Zawsze propagowanie Słowiańszczyzny jako rzekomej wartości wspólnej, jedności, miało realizować interesy rosyjskie – komentuje ideologię Donatana dr Jerzy Targalski ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Rosyjskie korzenie piewcy panslawizmu

Czamara ma niemal 30 lat. Urodził się w Krakowie, jednak długi czas mieszkał w Taganrogu (Rosja, region rostowski), skąd pochodzi jego ojciec. Na temat tego okresu i kontaktów z Rosjanami wypowiada się niewiele. Jako producent nie wyróżniał się niczym szczególnym, nagrywając wraz z lokalnymi raperami. Sukces przyszedł, kiedy wydał płytę „Równonoc”, na którą udało mu się zaprosić czołówkę polskiej sceny hip-hop. Płyta w całości poświęcona jest słowiańskim mitom.

– Jestem w połowie Polakiem, a w połowie Rosjaninem, czyli stuprocentowym Słowianinem – przekonywał w jednym z wywiadów. Na każdym kroku podkreśla, że jego zdaniem polska kultura ma korzenie na Wschodzie, w Słowiańszczyźnie, która została „wybita” przez krwiożerczych chrześcijan. O św. Wojciechu mówi np.: „Ten, który paląc ludzi, zmuszał ich do przejścia na wiarę niebędącą naszą wiarą narodową”. Katolicyzm jest dla niego „wiarą przyniesioną”, a sam Kościół w Polsce to „ambasadorstwo na rzecz zupełnie obcej kultury” – przekonywał w rozmowie z tygodnikiem „Wprost”. – Polacy i Rosjanie nie różnią się między sobą. Podobnie zresztą jak Ukraińcy czy Białorusini. Jesteśmy tymi samymi ludźmi, z tej samej grupy etnicznej – jesteśmy Słowianami – zapewnia.

Co ciekawe, uwielbienie Donatana do Słowian splata się z jednoczesną gloryfikacją Armii Czerwonej i Związku Sowieckiego. W internecie łatwo można znaleźć fotografie, na których ubrany jest w odzież z emblematami sierpa i młota.

– Relacje historyczne między Polską i Rosją były i są skomplikowane. Dziś pamięta się to, co złego przyniosły najpierw rozbiory, a potem czasy powojenne, nikt nie wspomina pozytywnego działania Rosji – mówił Czamara w wywiadzie dla serwisu Hiphop.pl. Dopytywany, wskazuje, że chodzi o „chociażby ponad milion żołnierzy rosyjskich, którzy zginęli, wypierając wojska niemieckie z Polski”. O samym okresie powojennym mówi jeszcze ciekawiej. – Komunizmu w Polsce nigdy nie było, komunizm to utopijny ustrój, w którym bez środków pieniężnych możesz nabywać rzeczy. (...) Tak nie było nigdzie oprócz wyobraźni Marksa i Engelsa – przekonuje. I dodaje: – Komunizm proponował ludziom równość i darmowy dostęp do wszystkiego, z założenia nie miało to racji bytu, ludzie zobaczyli, że to fikcja i zrezygnowali z tego.

Słowiańskie manewry

Początki tworzenia projektu „Równonoc. Słowiańska dusza” są niejasne. Najpierw Czamara zwrócił się do Sokoła, rapera z grupy Prosto, który jest znany z zamiłowania do kultury słowiańskiej. Na swoich płytach, produktach, odzieży wypromował hasło „Straight slavic flavour” (prosty słowiański smak). Jedną z ostatnich płyt („Sokół Pono Teraz Pieniądz W Cenie”) nagrał z udziałem raperów z niemal wszystkich krajów słowiańskich: Polski, Rosji, Ukrainy, Białorusi, Bułgarii, Czech, Słowacji, Bośni, Macedonii, Słowenii, Serbii i Chorwacji. Hasło „Straight slavic flavour” jest już dziś niezwykle popularne w Czechach i Serbii.

Właśnie dlatego Donatan na początku skierował swoje kroki do Sokoła, którego kawałek „Z samym sobą” pojawił się na płycie „Równonoc”. Sokół miał nawet ją wydawać, jednak ich drogi szybko się rozeszły. Powodem miała być chęć Donatana, by na „słowiańskości” się wypromować i ostatecznie wejść na olbrzymi rynek rosyjski.

Nie jest jasne, skąd Czamara zdobył pieniądze na opłacenie artystów oraz nakręcenie wysokobudżetowych klipów. Ostatecznie raper Sokół nie odebrał nawet diamentowej płyty, która należała mu się jako artyście występującemu w projekcie. Podobnie postąpił raper Tede, który podczas uroczystości ostentacyjnie oddał płytę jednej ze znajdujących się na sali fanek.

Bo środowisko raperów ma jasne zdanie na temat wielkiego sukcesu sprzedażowego „Równonocy”. – Donatan wziął przykład z tych, którzy diamentowe płyty zdobywają, sprzedając znajomym spółkom setki tysięcy płyt z zapisanym w umowie prawem zwrotu, przedstawiają ZPAV-owi (Związek Producentów Audio-Video) paragon i mają nagrodę – mówi nam jeden z ważniejszych producentów hip-hopu w Polsce. – Teraz pół branży siedzi w jego kieszeni, drugie pół wie, że ściemnia – dodaje. To oczywiście trudne do sprawdzenia, a sam Czamara odmawia komentarza.

Również raper Sokół nie jest zbyt rozmowny. – Nie odebrałem płyty, bo nie uważam jej za swoje osiągnięcie. To nie jest nagroda, którą chciałbym mieć na ścianie. Ta szopka kręci się beze mnie i jak widać, nieźle jej to wychodzi – mówi. Pytany, jak postrzega promocję wartości słowiańskich, Sokół zwraca uwagę, że w swoich kawałkach, szanując inne kraje słowiańskie i zapraszając je do współpracy, podkreśla „polskość” i „warszawskość”.

Czołówka polskich raperów nie chce oficjalnie wypowiadać się na temat Czamary. – Opowiadał wielkie rzeczy o tym, jaką karierę zrobi w Rosji, że tam pieniądze są nieporównywalnie większe i że w Polsce musi szybko nabić sobie popularność, by tam zacząć nagrywać płyty – mówi jeden z raperów, pragnący zachować anonimowość. – Tam nikt nie zna Donatana, dlatego jego plan był prosty: tutaj wylansować jeden kawałek, nabić sobie kliknięcia na YouTubie i po prostu zacząć być w Rosji rozpoznawalny – dodaje nasz rozmówca.

Coś w tym jest. Po trzech miesiącach teledysk „My, Słowianie”, który jest singlem promującym kolejny, na razie najwyraźniej nieokreślony projekt, ma w serwisie YouTube 33 miliony wyświetleń, co wzbudza podejrzenia ludzi z branży.

W pierwszym tygodniu liczba odsłon wyniosła 10 milionów, później tempo wzrostu wyraźnie spadło. Smaczku sprawie dodaje fakt, że obecnie wykupienie 100 tys. odsłon dowolnego wideoklipu w serwisie YouTube kosztuje ok. 150 zł. Jest to usługa w pełni legalna. Pytany, czy tak właśnie zrobił w przypadku wideoklipu „My, Słowianie”, Czamara również nie odpowiedział.

Ulubieniec mainstreamu

Klip podoba się również na Zachodzie, czas antenowy poświęciła mu nawet telewizja BBC News czy francuski serwis Courrier International, wchodzący w skład grupy lewicowego „Le Monde”. Nic dziwnego. Wschodnia Europa od zawsze chętnie pokazywana jest jako połączenie skansenu z domem publicznym. Świadczy o tym choćby popularność „wieczorów kawalerskich”, organizowanych tu przez angielskich robotników.

W polskich mediach głównego nurtu, niezbyt chętnie promujących hip-hop, Donatan jest uwielbiany. Wraz ze zjawiskową wokalistką Cleo występującą w teledysku od kilku tygodni jest ulubieńcem mediów. Zdążył pojawić się już chyba we wszystkich programach śniadaniowych i kolacyjnych. – Ten klip jest taki... jak niepolski! – piała z zachwytu Agata Młynarska.

Co ciekawe, zwulgaryzowana wizja dostępnych od zaraz słowiańskich kobiet, jaką prezentuje w swoim utworze Donatan, nie wzbudziła tym razem oburzenia liderów politycznie poprawnej opinii publicznej. To o tyle zastanawiające, że w przypadku przedmiotowego traktowania choćby pracujących w naszym kraju ukraińskich sprzątaczek te same media zajmowały dość jednoznaczne stanowisko. Tym razem wyzywające kobiety podrygujące w takt słów: „W genach mamy to, czego nie ma nikt inny / Zjeżdżają do nas z wielu świata stron / Tu dobra wódka i dobre dziewczyny / Szukaj u nas idealnych żon” nie oburzają.

Cały tekst w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

„Polska kolacja” we włoskiej restauracji. „Ozdobą”menu jest drut kolczasty. Płużański: To wymyślił jakiś szaleniec albo idiota

/ Krzysztof Sitkowski / Gazeta Polska

– To jakieś nieporozumienie i skandal, żeby z okazji tak tragicznego i tak podniosłego dnia, jakim jest Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu podnosić takie hasła restauracyjne, łącząc to jeszcze z kolczastymi drutami obozowymi. Brak słów, żeby to skomentować. To wymyślił jakiś szaleniec albo idiota, bądź jest w tym zakamuflowany cel polityczny – powiedział portalowi niezalezna.pl Tadeusz Płużański, historyk, szef publicystyki TVP Info, komentując skandal we włoskiej restauracji.

Redakcja polonijnego pisma "Nasz Świat" we Włoszech zaprotestowała przeciwko inicjatywie restauracji w Bolonii, która w związku z Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu 27 stycznia zaprasza na "polską kolację". Na jej menu widnieje drut kolczasty. Protestują także mieszkający we Włoszech Polacy.

"W Dniu Pamięci - polskie menu" - tak lokal bolońskiego stowarzyszenia Centro Natura reklamuje swoją ofertę przygotowaną na sobotę. Na zaproszeniu widnieje zdjęcie z obozu zagłady z drutem kolczastym i różą. Redakcja dwutygodnika dla Polaków "Nasz Świat" postanowiła interweniować u organizatorów kolacji w związku z falą protestów, jakie zamieścili Polacy na portalach społecznościowych. 

Zadzwoniliśmy do restauracji, próbowaliśmy wytłumaczyć, że uważamy tę inicjatywę za niewłaściwą i nie na miejscu, ale organizator nie dał się przekonać i dodał, że nie zmieni planów, bo wszystko jest już gotowe – tłumaczyła PAP redaktor gazety.

O komentarz w tej skandalicznej sprawie portal Niezależna.pl poprosił Tadeusza Płużańskiego, historyka, szefa publicystyki TVP Info. W jego ocenie "to jakieś nieporozumienie i skandal, żeby z okazji tak tragicznego i tak podniosłego dnia podnosić takie hasła restauracyjne, łącząc to jeszcze z kolczastymi drutami obozowymi".

Brak słów, żeby to skomentować. To wymyślił jakiś szaleniec albo idiota, bądź jest w tym zakamuflowany cel polityczny – dodał.

Zdaniem Tadeusza Płużańskiego "każdy Polak powinien pamiętać o tym, że 27 stycznia – z jednej strony – powinniśmy obchodzić Dzień Ofiar Holokaustu, ale z drugiej – rozszerzając – pamiętać też o Polakach, a nie tylko Żydach, bo w Auschwitz dokonał się również Holokaust Polaków".

Pamiętajmy o tym, że był to obóz stworzony dla Polaków, stworzony po to, żeby przede wszystkim wybić polską inteligencję. Musimy pamiętać o rotmistrzu Pileckim, bez którego nie możemy mówić o Auschwitz – podkreślił.

Historyk przypomniał, że "rotmistrz Pilecki chciał wyzwolić ten obóz z rąk niemieckich".

Po to poszedł do Auschwitz, po to był tam 2,5 roku, żeby zorganizować tam świetnie działającą konspirację obozową, która miała wywołać zbrojne powstanie w obozie. Nie było mu to dane, ale nie wolno o nim zapominać, bo nie ma wyzwolenia Auschwitz bez rotmistrza Pileckiego. To, co zrobili sowieci,  to w pewnym sensie wyzwolenie obozu, ale trzeba też pamiętać o tym, że ta akcja byłaby zupełnie inna w momencie, gdyby ten obóz był pełen więźniów. 27 stycznia 1945 roku większości więźniów już w nim nie było, zostali wyprowadzeni przez Niemców, w strasznych "marszach śmierci", zostali tylko nieliczni, a poza tym Niemcy się bronili. Trudno więc mówić o wyzwoleniu, a raczej o wkroczeniu sowietów do – w dużej mierze – pustego obozu – wskazał.

Tadeusz Płużański zaznaczył, że "tak naprawdę tym, kto chciał wyzwolić ten obóz, był rotmistrz Witold Pilecki, a nie sowieci".

To rotmistrz Pilecki poświęcił temu kawał życia i była to jego najbardziej bohaterska misja, o której musi się wreszcie dowiedzieć świat. Przypomnę, że pod rządami Platformy Obywatelskiej nie było to możliwe, bo wtedy władze państwowe, razem z dyrekcją Muzeum w Auschwitz, zupełnie pomięły rotmistrza Pileckiego i nie zaprosiły jego dzieci. Zaprosiły za to wnuka komendanta obozu, Rudolfa Hoessa. To był niewyobrażalny skandal – przypomniał.

Dzisiaj, to jest mój apel do prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego, żeby wygłaszając swoje przemówienia, nie zapomnieli o rotmistrzu Pileckim tylko – korzystając z okazji – bo są tam reprezentanci całego świata, żeby świat wreszcie dowiedział się prawdy o tym obozie – że ginęli w nim Żydzi, Polacy, ale, że był też ktoś taki, jak Witold Pilecki, niezwykły polski bohater, który jest naszą ikoną. Musimy o tym pamiętać i to jest też obowiązek polskich władz – zakończył Tadeusz Płużański.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl