Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Media

Sakiewicz ujawnił kulisy ataku na Republikę. „Zaczęło się dużo wcześniej” [SZCZEGÓŁY]

Seria fałszywych alarmów, interwencje służb i rosnące napięcie wokół Telewizji Republika. Tomasz Sakiewicz podczas spotkania online z Klubami „Gazety Polskiej” opowiadał o wydarzeniach, które w ostatnich tygodniach dotknęły stację i jej pracowników. Prezes Republiki przekonywał, że fala incydentów nie jest przypadkowa, lecz stanowi element szerszych działań wymierzonych w medium oraz środowiska opozycyjne.

Autor:

W ostatnich tygodniach TV Republika oraz politycy opozycji padli ofiarą co najmniej kilkunastu incydentów związanych z fałszywymi zgłoszeniami alarmowymi. O szczegółach - i genezie całej fali ataków - opowiadał wczoraj podczas spotkania online z Klubowiczami "Gazety Polskiej" i innymi użytkownikami platformy X, Tomasz Sakiewicz, prezes stacji. W spotkaniu wzięło udział ponad 1100 osób. 

Na początku, Tomasz Sakiewicz zwrócił się do uczestników słowami:

"Wszystkim bardzo dziękuję za to całe wsparcie, za to, że jesteście, bo rzeczywiście, gdyby nie te tysiące ludzi, które mnie wspierały na różne sposoby, przyszli 20 maja pod prokuraturę, bo to mogło się to skończyć bardzo różnie... Myślę, że takie absolutne minimum to było aresztowanie mnie i to było wręcz opracowane, a wy widzieliście pewien scenariusz, który się rozsypał. Z różnych powodów się rozsypał, ale jego głównym powodem było nieprawdopodobne poparcie dla mnie, dla Telewizji Republika i to się im nie udało".

Dalej - przytoczył genezę wydarzeń z ostatnich tygodni. W ocenie szefa TV Republika, wszystkie te działania miały swój początek lata wcześniej. 

To, że oni chcą wykończyć Republikę, wiem od początku. Republika im się wymknęła spod kontroli i ją zlekceważyli w momencie, kiedy wchodzili do mediów publicznych. Po prostu w złej kolejności to zrobili. Teraz już tego nie odwrócą. Oni nie powinni ruszać mediów publicznych i pozwolić, żeby i Republika i media publiczne po prostu umarły z głodu, bo gdyby równolegle funkcjonowały odcięte od pieniędzy media publiczne i ściągały na siebie uwagę i pomoc ludzi, to Republika nie mając żadnego wsparcia, bo by wszystko skoncentrowały media publiczne, pewnie by nie przeżyła tych pierwszych miesięcy Tuska

– ocenił Tomasz Sakiewicz.

W jego ocenie, rządzący: "popełnili dramatyczny błąd, nie docenili naszego potencjału, nie docenili tego, że byliśmy przygotowani na tą sytuację i że dokładnie przewidzieliśmy ich ruchy - to znaczy, że oni po prostu napadną na media publiczne".

To spowodowało, że oczywiście cała uwaga i chęć pomocy przesunęła się do Republiki. Ja przygotowując się na to od lat, zresztą mimo, że tak powiem sceptycyzmu albo wręcz przeszkadzania czasem niektórych osób z prawej strony, to zapewniłem Republice dwie rzeczy, które są w takich rzeczach krytycznie kluczowe. Po pierwsze, powszechna znajomość brandu, to znaczy, w zasadzie w momencie, kiedy zajęto media publiczne, to i tak każdy już wiedział, co to jest Telewizja Republika. Część osób oczywiście dowiedziała się dopiero wtedy. Osobiście - kilkadziesiąt godzin przed atakiem na media publiczne, jeżeli państwo pamiętają, zacząłem apelować, że jeśli coś złego się stanie, to proszę się przełączyć na Republikę i apelowałem w mediach publicznych, w związku z tym każdy widz mediów publicznych natychmiast się dowiedział, gdzie ma się przełączyć. Ale druga rzecz była jeszcze ważniejsza - zdolność techniczna. Bo tworzono nieprawdopodobne legendy, co my robimy z pieniędzmi. Po pierwsze, pieniędzy było bardzo mało. Również z reklam

– relacjonował.

I dodał - "udało się, dzięki państwa wsparciu, ale trzeba pamiętać, że jednocześnie musieliśmy od początku zbudować telewizję, bo zburzono ten lokal, w którym byliśmy. Musieliśmy od początku budować stację, czyli były to dodatkowe kilkadziesiąt milionów. My po prostu ich nie mieliśmy. Trzeba było jakoś to zaoszczędzić, przełożyć, pożyczyć, żeby zbudować stację od początku i zbudować najnowocześniejszą stację w ogóle w Europie już pod względu technologicznym. No ale żeby to było możliwe, to musieliśmy być gotowi, chociaż jeżeli chodzi o tak zwany zasięg techniczny, wtedy gdy rozmontowywali media publiczne".

Dalej, Tomasz Sakiewicz mówił, że "kiedy okazało się, że Republika nie tylko przejęła część widowni dawnych mediów publicznych, zwłaszcza TVP Info, lecz także zaczęła odbierać widzów TVN24, presja wokół stacji znacząco wzrosła. Według mnie rozpoczęły się wówczas działania mające na celu osłabienie lub wyeliminowanie Republiki z rynku. Pierwszym z takich działań miał być bojkot reklamowy. Przy obecnym poziomie oglądalności stacja — w mojej ocenie — powinna generować od 100 do 200 mln zł rocznych przychodów z reklam".

"Ziobro im uciekł, wyżyli się na nas"

Zdaniem Sakiewicza, "sytuacja zaostrzyła się po wyjeździe byłego ministra sprawiedliwości Zbigniew Ziobro do Stanów Zjednoczonych. W przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że będzie współpracował z Republiką jako komentator. Według mojej interpretacji wywołało to niezadowolenie części obozu rządzącego".

Twierdzę, że po tych wydarzeniach rozpoczęły się działania wymierzone bezpośrednio w Republikę. Jako przykład podaję wezwanie, które otrzymałem drogą mailową do prokuratury. Zostałem wezwany w charakterze świadka w sprawie dotyczącej przestępstw urzędniczych związanych ze Zbigniewem Ziobrą. W mojej ocenie wezwanie było niezrozumiałe, ponieważ nigdy nie pełniłem funkcji urzędniczej ani nie współpracowałem z ministrem Ziobrą w sposób, który dawałby mi wiedzę na temat ewentualnych przestępstw urzędniczych.

– podkreślił.

Przypomniał, że został wezwany do prokuratury jako świadek. Jednocześnie, jak dodał - przedstawiciele prokuratury oraz minister sprawiedliwości publicznie sugerowali, że przesłuchanie dziennikarza może dotyczyć "pomocy w rzekomej ucieczce byłego ministra sprawiedliwości - Zbigniewa Ziobry". 

To, co działo się później, to już fala fałszywych zgłoszeń dot. głównie pracowników TV Republika, ale nie tylko. 

"Tu już widać, że coś się zaczyna dziać. I dosłownie w tym samym momencie, czy od następnego dnia, nagle zaczyna być zalew wezwań do domów dziennikarzy. Dotyczy to kilku osób. Nawet mojej księgowej, ale nie tej, która pracuje w Republice, tylko mojej osobistej księgowej. Nawet ja nie znam jej adresu. Okazuje się, że zgłasza się do niej policja twierdząc, że w jej mieszkaniu coś się dzieje, że 13-letnie dziecko chce popełnić samobójstwo. Ona ma dziecko w tym wieku. Rozumiecie, co czuje matka w takiej sytuacji?" 

- opowiadał Sakiewicz.

Jak relacjonował, funkcjonariusze początkowo podchodzili do takich zgłoszeń z ostrożnością. Po przybyciu na miejsce mieli weryfikować sytuację, legitymować się i po przeprowadzeniu kontroli odstępować od dalszych działań, jeśli nie znajdowali potwierdzenia zagrożenia.

Według jego relacji sytuacja zmieniła się jednak w kolejnych dniach. Twierdził, że od piątku sposób reagowania służb oraz charakter wydarzeń uległy wyraźnej zmianie, co — w jego ocenie — oznaczało wejście całej sprawy w nową fazę.

"Piątek zmienił reguły gry"

"No niestety piątek zupełnie zmienia warunki gry. Piątek jest poprzedzony kilkoma wydarzeniami. Do jednej z naszych dziennikarek wchodzi już policja, jej nie ma w domu, jest tylko jej mąż. Przeszukuje mieszkanie, ale zachowuje się kulturalnie, szukając kogoś, kto się chce wysadzić, czy nieżywego. W piątek rano budzi mnie jedna z dziennikarek, mówiąc, że stało się coś nieprawdopodobnego, to znaczy rządowe Centrum Bezpieczeństwa zaczyna rozsyłać maile do instytucji państwowych, że wobec Republiki jest prowadzona akcja fejkowych maili, czyli bardzo niskiej wiarygodności, i żeby to lekceważyć. I jeden z tych maili, który dotyczy nas, czyli ataku na trzynaste piętro, jest dołączony" - powiedział.

Jednak dodał, że "myśmy takiego maila nie dostali, nas nikt nie ostrzegał, nie pokazywał tego maila, ale na przykład ja dostałem to z ZUSu w Nowym Sączu, od jednego z pracowników. Ponieważ rozesłano w ZUSu w Nowym Sączu maila, w którym ktoś pisze, że zamierza cię wysadzić i osobiście mnie zabić. Ale do mnie nikt tej sprawy nie dzwoni. Jest to mail szkoleniowy, gdzie pada moje nazwisko, groźba zabicia mnie, natomiast władze jakby mnie nie są w stanie o tym poinformować, pokazać mi tego maila, ale każdy pracownik ZUSu w Nowym Sączu, a myślę, że w wielu innych miejscach, dostaje tego maila".

Co ciekawe, nie dostaje tych maili policja w Warszawie. I to jest bardzo niepokojące, bo to ta policja właśnie podnosi interwencję i przyjeżdża, nie dostaje straż pożarna, nie dostaje pogotowie, ale jacyś przypadkowi ludzie to dostają. Prawdopodobnie albo RCD, mimo paraliżu ze strony ministra Kierwińskiego, próbuje coś robić.

– relacjonował.

Prezes TV Republika oceniał, że wraz z kolejnymi fałszywymi zgłoszeniami narastał chaos organizacyjny. Jego zdaniem część instytucji próbowała reagować na sytuację, jednak działania nie były odpowiednio koordynowane. Ocenił również, że władze co najmniej wykorzystywały powstałą sytuację przeciwko Telewizji Republika.

Według jego relacji od czwartku i piątku zmienił się sposób działania policji. Funkcjonariusze mieli otrzymać polecenia nakazujące bardziej zdecydowane interwencje, w tym wchodzenie do mieszkań w związku z otrzymywanymi zgłoszeniami, czego przykładem była sytuacja w jego mieszkaniu, gdzie skuto asystentkę i odmówiono wylegitymowania się. 

Cała rozmowa od odsłuchania na stronie Tomasz Sakiewicza:

SŁUCHAJ TUTAJ

 

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Media