Przypomnijmy: poseł PO Norbert Wojnarowski, stronnik Jacka Protasiewicza w regionalnych wyborach na Dolnym Śląsku, obiecywał jednemu z delegatów, Edwardowi Klimce, załatwienie stanowiska w KGHM. W zamian chciał oddania przez niego głosu na Protasiewicza. Rozmowa została nagrana i upubliczniona. Wybory wygrał Protasiewicz, pokonując dotychczasowego przewodniczącego struktur PO w regionie, Grzegorza Schetynę, 11 głosami.
Jak stwierdził Biernat w programie "Tak jest" w TVN24 - upublicznienie nagranej rozmowy to "skandaliczne, sprowokowane, z premedytacją zaplanowane działanie".
Według Biernata, łódzkiego "barona" PO, za nagraniami stoją ludzie Grzegorza Schetyny. "Jeszcze wczoraj mówiłem, że Grzegorz Schetyna zachował się z klasą, pogratulował zwycięzcy i powiedział, że na końcu i tak najważniejsza jest PO. Okazuje się, że dla jego zwolenników nie do końca najważniejsza jest PO, tylko ważniejszy jest ich lider. Potrafią z premedytacją podpalić dom tylko dlatego, że demokracja zajęła dla kogoś innego ten najlepszy fotel. Jest to działanie bardzo brutalne i skandaliczne" - powiedział Biernat.
"Tylko dlatego, że się ponosi porażkę i nie potrafi się jej znieść, próbuje się odwetu. Jest to niedopuszczalne" - dodał.
Tymczasem "Gazeta Wrocławska" ujawniła dziś kolejne szczegóły korupcji politycznej przed sobotnim zjazdem Platformy Obywatelskiej. Paweł Chomiczewski, szef PO w powiecie złotoryjskim, twierdzi, że był świadkiem rozmów, z których wynikało, że większa liczba delegatów dogadała się z Jackiem Protasiewiczem. W zamian za głosy mieli dostać miejsca na listach wyborczych i pracę.
Zobacz jak komentują aferę w PO politycy
