Adam Michnik poucza: mówienie "prezydent Komoruski" to ogromny grzech

Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

wg

Kontakt z autorem

Adam Michnik, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", przeszedł sam siebie. Na debacie o rzekomym zagrożeniu faszystowskim stwierdził, że szczególnie niepokoi go, iż 36 proc. Polaków wierzy, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Ogłosił też, że publicznie nazywanie Bronisława Komorowskiego "prezydentem Komoruskim" jest... ogromnym grzechem.

Debatę o faszyzmie, zorganizowaną przez "Gazetę Wyborczą", transmituje telewizja TVN24. W rozmowie biorą udział Adam Michnik, prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, historyk prof. Włodzimierz Borodziej, prof. Magdalena Środa i prof. Antoni Dudek.

Oś dyskusji - jak można było się spodziewać - wyznaczona została według słów z dzisiejszego felietonu Adama Michnika. Naczelny "GW", pisząc w nim o faszyzmie, zapytał: Czy słowa nienawiści wobec demokratycznych władz dobiegające od polityków i publicystów prawicy, z Radia Maryja, z ust lidera "Solidarności" Dudy nie zwiastują Polski autorytarnej i nietolerancyjnej?

Podczas debaty Adam Michnik poszedł jednak jeszcze dalej. Powiedział, że szczególnie niepokoi go, iż 36 proc. Polaków wierzy, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Zdaniem Michnika poziom tego "irracjonalizmu" jest zagrożeniem dla demokracji.

I kolejne kuriozum: Michnik stwierdził, że Kościół katolicki powinien walczyć z grzechami w sferze duchowej, po czym dodał, że "ogromnym grzechem" jest publiczne nazywanie Bronisława Komorowskiego "prezydentem Komoruskim".

"PiS jest masą, która daje przyzwolenie na język skrajnie radykalny" - powiedział też Michnik, zaznaczając, że to PiS zaprosił do koalicji Ligę Polskich Rodzin i Samoobronę. Wówczas prof. Dudek przerwał słowotok naczelnego "GW", przytomnie zauważając, że właśnie dzięki PiS partie te całkowicie straciły na znaczeniu. 

"Demokrata" Adam Michnik - przypomnijmy - nazwał jakiś czas temu "człowiekiem honoru" gen. Czesława Kiszczaka, jednego z liderów komunistycznej dyktatury w Polsce. Znany jest też z masowego pozywania do sądu osób, naruszających - według niego - dobra osobiste Michnika.
Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Poruszające słowa dowódcy RAF o śp.…

Poruszające słowa dowódcy RAF o śp.…

Narodowe DNA Zygmunta Miłoszewskiego.…

Narodowe DNA Zygmunta Miłoszewskiego.…

Wystartował wyścig po Złotą Batutę

Wystartował wyścig po Złotą Batutę

Szef MSWiA: Verhofstadt to polityk, który…

Szef MSWiA: Verhofstadt to polityk, który…

Nożownik zaatakował w Stalowej Woli. Są…

Nożownik zaatakował w Stalowej Woli. Są…

„Gazeta Polska”: Goebbelsowskie kłamstwa niemieckich mediów

/ Wikipedia

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

„To już zmierza w kierunku dyktatury. Jestem Niemcem. W latach 30. XX wieku doświadczyliśmy tego. Uważam, że nie wolno dopuścić, aby powtórzyło się to gdziekolwiek na świecie, a na pewno nie w takiej wspólnocie wartości, jaką jest Unia Europejska” – powiedział o wolności słowa w Polsce Frank Überall, szef niemieckiego stowarzyszenia dziennikarzy.

Wywiad dla „Deutsche Welle” jest ważny, bo nikt wcześniej nie pokazał aż tak otwarcie, czarno na białym, jak Niemcy za pomocą wulgarnych kłamstw prowadzą swoją szowinistyczną politykę.

Z wywiadu jasno wynika, że nie chodzi tylko o kłamliwe wyzwiska, ale też o to, by spowodowały one naciski polityczne i ekonomiczne, utrudniające Polsce prowadzenie niepodległościowej polityki.

Na czym polega wyjątkowość wywiadu Franka Überalla na tle innych antypolskich wystąpień? Na tym, że jest on mniej mądry od niemieckich polityków i pewne rzeczy powiedział wprost. Tak że każdy leming może przeczytać: w Polsce nie ma „wymiany krytycznych poglądów”. Żeby w to uwierzyć, leming musiałby potwierdzić, że w Polsce nie ma TVN, Polsatu, Onetu czy Wirtualnej Polski. W rzeczywistości media antyrządowe nadal mają przewagę praktycznie w każdym sektorze medialnego rynku, z wyjątkiem mediów społecznościowych, a więc tworzonych oddolnie.

Po co więc to kłamstwo? A może raczej do kogo jest ono skierowane, skoro każdy Polak, choćby po cichu, potwierdzi, że powyższe wypowiedzi są nieprawdziwe, bo na rynku mediów nie zmieniło się nic istotnego, poza zmianą w mediach publicznych, która dokonywała się już u nas, cyklicznie, wiele razy.

„Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” ‒ to jeden z najpopularniejszych cytatów z Goebbelsa. Ale nie był on pojedynczym bon-motem, tylko częścią konkretnego, także antypolskiego planu.

Gdy po podbiciu przez Niemców Polski we wrześniu 1939 r. wielu niemieckich oficerów nie ukrywało podziwu dla waleczności polski żołnierzy (jak wspomina Andrzej Bobkowski w „Szkicach piórkiem”, podobne opinie słyszało się na każdym kroku), Goebbels ganił takie wypowiedzi surowo:

„Zajmuję raz jeszcze stanowisko, aby nie heroizować narodu polskiego i pozbyć się sentymentalnego do niego stosunku. (…) Historia tego narodu musi dobiec kresu”.

Odwiedzając Belweder, Goebbels jasno wskazał, jakie jest zagrożenie dla niemieckiej polityki, do którego powtórzenia nie można już nigdy dopuścić:

„Wizyta w Belwederze. Tutaj polski marszałek żył i pracował. Oto łoże, na którym umarł. Tutaj człowiek może się nauczyć, jakich błędów należy unikać – nie można dopuścić, aby polska inteligencja miała szanse rozwoju”.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”

 

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl