Zaczęło się łagodnie. - Odpowiedzialność nakazuje mi przeprosić wszystkie rodziny smoleńskie za udrękę i cierpienie związane także z identyfikacją ciał ofiar - powiedział Tusk. Ale zaraz po tym przeszedł do agresywnego ataku.
Jeszcze raz powtórzę: mogę wyrazić uznanie dla tych, którzy wykraczając poza swoje urzędowe obowiązki, poświęcili cały swój czas, pracowali po kilkanaście godzin na dobę, wyłącznie w celu pomocy rodzinom i być może zrobili w związku z tym błędy. Pomyłki nie obciążają tych, którzy pracowali w Moskwie i Smoleńsku - stwierdził Donald Tusk w Sejmie przed wystąpieniem Jarosława Gowina.
"Najbardziej dziś atakowani - marszałek Sejmu Ewa Kopacz, szef KPRM Tomasz Arabski, byli w Moskwie nie dlatego, że wynikało to z ich rządowych obowiązków, tylko dlatego, że zgodnie z moją sugestią pojawili się tam wyłącznie w jednym celu - żeby pomóc rodzinom w tych tragicznych okolicznościach" - powiedział Tusk.
Tusk zaatakował też polityków PiS, którzy - jak stwierdził - mają "wątpliwie moralne prawo" do krytyki jego urzędników. Zarzucił też opozycji prawicowej, że wcale nie działa w interesie rodzin ofiar, lecz traktuje katastrofę jako element rozgrywki politycznej. Według sugestii premiera, za katastrofę odpowiedzialni są ci, którzy zapraszali członków delegacji do samolotu, czyli - w domyśle - kancelaria śp. Lecha Kaczyńskiego ("Nigdy na tej sali nie usłyszeliście pytań, kto zapraszał ludzi na samolot, kto organizował wyprawę"). Problem w tym, że prośby do tejże kancelarii o miejsca w samolocie słało wiele różnych osób, m.in. Bronisław Komorowski („Kluby parlamentarne zgłosiły zainteresowanie udziałem w uroczystościach (…). Proszę o umożliwienie posłom skorzystania z wolnych miejsc w samolocie” – pisał Komorowski do Kancelarii Prezydenta w marcu 2010 r.) czy szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski, który zginął w katastrofie ("Pragnąc w szczególny sposób upamiętnić tę tragiczną kartę historii polskiego sportu [w Katyniu zginęło kilku polskich olimpijczyków - przyp. Niezalezna.pl] bylibyśmy zaszczyceni, mogąc dołączyć do uroczystości rocznicowej organizowanej przez Kancelarię Prezydenta w Katyniu" - pisał).
Z ust Tuska padały dziś takie słowa i określenia jak "podwyższanie temperatury nienawiści", "byłem atakowany brutalnie", "tezy o zamachu dewastujące Polskę", "nagonka", "szczucie".
Premier powiedział m.in., że założenie tezy o zamachu, zabójstwie czy spisku pod Smoleńskiem jest... "rzeczą groźną" dla osób w tę tragedię zaangażowanych oraz dla państwa polskiego. Czy chodziło mu o to, że mówienie o zamachu może być groźne dla potencjalnych zamachowców?
Tusk skłamał też, że jego współpracownicy po katastrofie nie lansowali żadnej tezy dotyczącej odpowiedzialności za katastrofę smoleńską. Zapomniał chyba o obciążających pilotach SMS-ach, które jego urzędnicy - według nieżyjącego już gen. Sławomira Petelickiego - rozsyłali tuż po katastrofie. Zapomniał też o słowach Radosława Sikorskiego i Bronisława Komorowskiego, którzy obciążali pilotów.
