Mimo rządowej propagandy sukcesu emigranci widzą coraz mniej szans dla siebie w ojczyźnie. Siemiatycze opuściło już ok. 20 proc. mieszkańców. Polacy nie chcą wracać do kraju, bo nie widzą szans na znalezienie dobrej pracy. Ci, którzy próbowali zakładać firmy, napotkali bariery. Łatwiej im założyć firmę za granicą i tam osiągać przychody – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Leokadia Żarnaczuk, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Siemiatyczach. Co roku kolejni młodzi wyjeżdżają za granicę do pracy – jak deklarują – tylko na wakacje. Ale potem większe szanse na ułożenie sobie życia powodują, że decydują się tam zostać. Wielu udaje się dostać za granicą na studia. Jeśli nawet ktoś powróci, to wybiera duże miasta: Warszawę lub Białystok. W latach 90. wyjeżdżający przywozili do Polski pieniądze, kwitło budownictwo, zakładane były firmy. Teraz Siemiatycze się wyludniają.
Pustoszeją także inne miasta. Mimo że na rynku pracy także w Niemczech jest coraz trudniej, mieszkańcy Ostrołęki nadal masowo tam wyjeżdżają. W Berlinie, Hanowerze, Stuttgarcie czy Monachium mogą zarobić cztery razy więcej niż w swoim mieście. Zdobywają – jak twierdzą – nie tylko pieniądze, lecz także nowe doświadczenia. Uczą się też szybko języka niemieckiego, co zwiększa zasadniczo ich szanse na rynku pracy. Niemcy coraz częściej szukają bowiem specjalistów i inżynierów.
Ale nie tylko Podlasie się wyludnia. Do Wielkiej Brytanii wyjeżdżają opolskie pielęgniarki, bo zarabiają tam o wiele więcej niż w Polsce, a mają mniejszy zakres obowiązków.
Żory odnotowują jeden z najwyższych w kraju wskaźników wyjazdów za granicę. Do 2035 r. liczba mieszkańców miasta może spaść o 16 tys., czyli o prawie 27 proc. Oprócz Żor najbardziej wyludniają się Kielce – przewidywany spadek ludności o ponad 22 proc. – i Łódź – o ponad 21 proc. W niechlubnej czołówce miast są też Włocławek i Konin. Do spadku liczby ludności przyczynia się też niż demograficzny.
Niepokojące jest to, że coraz więcej wyjeżdżających za pracą wiąże swoją przyszłość z życiem na obczyźnie. Do Polski trafia coraz mniej pieniędzy od emigrantów. Dawniej przywozili oni oszczędności, które przeznaczali na dokształcanie, studia, zakładanie firm, kupno mieszkań lub samochodów. W samym tylko 2010 r. – według wyliczeń Centrum im. Adama Smitha – przywieźli 19 mld zł, czyli prawie dwa razy tyle, ile wyniosła wartość inwestycji zagranicznych w Polsce. Obecnie kwota transferów się zmniejsza.
Zdaniem specjalistów czas poważnie zająć się tym problemem. Rząd powinien zmienić politykę i zacząć zachęcać Polaków do powrotów oraz do inwestowania zarobionych pieniędzy w ojczyźnie. Ale żeby tak się stało, trzeba uprościć system podatkowy, zwiększyć wolność gospodarczą i ograniczyć biurokrację.
