Niezależnie bowiem od tego, kiedy pójdziemy na tę emeryturę (i czy w ogóle), nie ma mowy, że będzie to emerytura godziwa, to znaczy pozwalająca nie tylko przeżyć – co przy galopadzie kosztów czynszów, podatków, światła, ogrzewania wcale nie jest pewne – ale móc jeszcze wypoczywać, podróżować, oddawać się kulturze... Nic nie wskazuje, że zbliżymy się w owym 2040 r. do poziomu życia Greków czy Portugalczyków, których wydawało się, już, już przeganiamy. Chyba że ich poziom, o czym wie Jan Vincent, tak drastycznie spadnie, że nie będzie kogo dopędzać.
Moja generacja myśląc o starości, wiedziała, że ma przechlapane, teraz dowiedziała się, że jej dzieci i wnuki też!
Patrząc na dzisiejszą Polskę, dostrzec można jedynie jakąś z góry płynącą gnuśność, niemożność na każdym kroku, w której oczywiście dają sobie radę tylko ci, którzy albo nie mają skrupułów, albo mają władzę. Nie ma żadnej porywającej idei, ba – programu! Zrealizowało się, i owszem, hasło: samochód dla każdego, tyle że nie bardzo jest gdzie i na czym jeździć. Wielkie programy mieszkaniowe odeszły do lamusa. Najlepszą ofertą dla młodych jest emigracja albo zasiłek. I to niepewny.
Wydawało się, że jakąś namiastką ożywienia – bo nie powiem: zrywu – będzie Euro. Że się ludzie poderwą, będą pracować dzień i noc... I co? Autostrady w polu, stadiony z niedoróbkami, tylko paru cwaniaków nabiło sobie kabzy.
Szambiarz z Lublina jako program (obok marychy i sztucznego penisa dla każdego) sugeruje rezygnację z polskości. Gdybyż jeszcze status Europejczyka bez korzeni gwarantował emeryturę na poziomie 3 tys. euro, a nie głodomora w suterenie wspólnego domu, skazanego na odpadki z pańskiego stołu. I to w dodatku gdy sąsiedzi z tożsamości nie rezygnują – Niemcy nie kwapią się zmienić w Europejczyków bezpaństwowców (w ich wizji to raczej Europejczycy powinni stać się Niemcami), a Rosjanie też nie marzą o przeistoczeniu się w Euro-Azjatów.
Brakuje nam pomysłu i władzy, która by go zrealizowała. Brakuje perspektywy, która pozwoliłaby zacisnąć zęby i pasa i zrobić coś na miarę własnych ambicji, przeskoczyć parę schodków... Tylko ku czemu? Ku wegetacji bez przyjemności, we wspomnianej europejskiej suterenie? Niektórym oczywiście może wystarczyć rozpamiętywanie minionej sławy i celebrowanie kolejnych ofiar i nieszczęść, które na nas spadły. Ale jak długo da się tak żyć?
Polska jest dziś jak zepsuty telewizor. Dużo fonii, ale brak wizji!
Artykuł pochodzi z "Gazety Polskiej". W najnowszym numerze dodatek specjalny poświęcony Żołnierzom Wyklętym. Zachęcamy także do kupienia "Gazety Polskiej Codziennie" w nowej szacie graficznej