Wielkie słowo

  

Zdrada to wielkie słowo. Jak się wydaje, za wielkie na nasze czasy. Zakłada, że istnieją niepodważalny obowiązek, rola jasno zdefiniowana, więzi nierozerwalne, powszechnie obowiązujące zasady.

Dziś, gdy chodzi tylko o ciepłą wodę w kranie, grillowanie, orliki, autostrady i fajne życie, gdy mamy demokrację, wolną Polskę, jak nas przekonują, czy w ogóle można mówić o zdradzie? Jakie są nasze obowiązki, jakie lojalności, jakie wzory działania? Wszak panuje ideologia sukcesu. Liczy się rezultat, a nie sposób, jakim go osiągamy. Nawet prostytuowanie się, intelektualne i fizyczne, cieszy się społecznym przyzwoleniem. Nasz sukces składa się na sumę sukcesów, a ta suma sukcesów to tak potrzebna Polsce „modernizacja”. Najwyższym ideałem jest samorealizacja. Mamy prawo się realizować, nie oglądając się na innych, na słabszych, na tych, którzy od nas zależą. Uprawiamy „politykę życia” i mamy być w niej skuteczni.

Tym bardziej ma to dotyczyć polityki w ścisłym sensie. Tu obowiązuje pragmatyzm, etyka odpowiedzialności, a nie dogmatyczne trzymanie się zasad. Trzeba walczyć o władzę, a nie się roztkliwiać. Czyż nie chwalimy polityków za to, że pozbywają się konkurentów, że wykańczają przyjaciół, że sprawnie zmieniają poglądy, że budują efektywne koalicje. Mają być skuteczni, a nas mogą bajerować. To taki biznes.

Bywały jednak w historii sytuacje, w których wszystko nagle stawało na ostrzu noża. Wtedy zbyt subtelne geopolityczne i historiozoficzne refleksje, nadmierne przywiązanie do własnych korzyści oraz pragmatyzm prowadziły na manowce. Niestety polska historia pełna jest przykładów zdrady. To nie dlatego, że Polacy mieli gorsze charaktery, tylko że Polska wystawiała Polaków na cięższe próby, niż było to w wypadku innych, szczęśliwszych narodów. Z taką jasną sytuacją mieliśmy do czynienia wtedy, gdy Wojciech Jaruzelski ogłosił stan wojenny. To dopiero później wszystko stało się znowu niejasne, gdy zaczęliśmy się pogrążać w bagnistej rzeczywistości III RP. 

Właściwie od 10 kwietnia 2010 r. sprawy też powinny być oczywiste. W podejrzanych okolicznościach zginął prezydent RP i wielu przedstawicieli polskiej elity na terenie kraju nam nieprzyjaznego, w którym dokonywane są polityczne zbrodnie, w którym nie szanuje się prawa, które dopuściło się ludobójstwa w Czeczenii i którego premierem jest były oficer KGB, następcy NKWD, sprawcy wielu zbrodni na Polakach. Jasne było, co należało zrobić  – uczynić wszystko, aby przyczyny katastrofy zostały wyjaśnione, poruszyć opinię światową, zmobilizować sojuszników, użyć środków, jakie ma Polska jako członek UE i NATO. Osoby, które nie zadbały o bezpieczeństwo wizyty, powinny zostać natychmiast dymisjonowane itd. I powinno to się stać niezależnie od tego, kim był prezydent, jaką reprezentował opcję polityczną. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby w czasie pomarańczowej rewolucji, lecąc na negocjacje, zginął w podobnych okolicznościach prezydent Kwaśniewski. Jak zachowaliby się ci Polacy, którzy teraz domagają się uczciwego śledztwa i widzą w tragedii smoleńskiej sprawę fundamentalną, z którą muszą uporać się Polacy? Myślę, że podobnie jak teraz, choć nie mieliby powodu, by żywić ciepłe uczucia akurat dla tego prezydenta. Jak zachowałby się Lech Kaczyński, gdyby samolot rozbił się 7 kwietnia? Jestem pewien, że godnie spełniłby swoje obowiązki, jak na prezydenta suwerennej RP przystało.

Jeśli zatem słowo „zdrada” jeszcze cokolwiek oznacza, to trzeba stwierdzić, że wszystko wskazuje na to, iż rządzący Polską dopuścili się zdrady – zdrady podstawowych interesów Rzeczypospolitej i podstawowych wartości. Razem z nimi zdrady dopuścili się ci Polacy, którzy ich w tej postawie wspierali i wspierają – od Andrzeja Wajdy i Władysława Bartoszewskiego do różnych pomniejszych artystów, „autorytetów”, intelektualistów i dziennikarzy. Niektórzy zdradzili także swoich przyjaciół – to, że w SLD tak szybko zapomniano o Jerzym Szmajdzińskim, niedoszłym kandydacie na prezydenta, świadczy raz jeszcze, kim są postkomuniści. Gorzej, gdy nie dotyczy to tylko postkomunistów. Dzisiaj władza PO zaczyna się chwiać, bo zabrakło mamony czerpanej z zagranicy, którą można było zagłuszać sumienia. Neogierkizm zbliża się do swojego Radomia i Ursusa. Być może do władzy dojdzie jakaś ekipa rezerwowa, która zadba, by wszystko pozostało jak dotąd. Ale ta zdrada nie zostanie zapomniana.


Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Bankierzy zarejestrowani jako TW, minister od Buzka, laurka w "GW"... Cała prawda o GetBack

/ piviso

  

"Gazeta Wyborcza" próbuje dziś połączyć aferę upadającej firmy windykacyjnej GetBack z prawicą: przede wszystkim z Kornelem Morawieckim, premierem i konserwatywnymi mediami. Tymczasem były prezes GetBack rozwijał swą karierę u bankierów zarejestrowanych jako tajni współpracownicy, a jego firmę chwaliły takie "prawicowe" pisma jak "Puls Biznesu", "Forbes' czy... "Gazeta Wyborcza".

O prezesie (do niedawna) GetBack Konradzie Kąkolewskim można przeczytać (portal strefainwestora.pl):

W wieku 19 lat, jako jeden z najmłodszych pracowników trafia do firmy consultingowej KPMG. Tutaj przechodzi twardą szkołę życia korporacyjnego. Pracuje po 16 godzin dziennie. Miesięcznie wyrabia nawet 90 godzin nadliczbowych. [...] Po tych doświadczeniach znajduje pracę w banku Citi Handlowy, gdzie odpowiada za wprowadzanie MSR-ów (Międzynarodowych Standardów Rachunkowości). Tutaj poznaje Cezarego Stypułkowskiego, aktualnego Prezesa mBanku, od którego bardzo wiele się uczy.

W innym miejscu ("Forbes") czytamy:

W 1999 roku do przejścia do banku nakłonił go prezes Handlowego Cezary Stypułkowski. W wieku 24 lat Kąkolewski zaczął kierować 400-osobowym zespołem. – Pamiętam go jako bardzo energetycznego, szybkiego człowieka, który ciągle coś chciał zmieniać, czegoś szukał i parł do przodu – opowiada Cezary Stypułkowski, dziś prezes mBanku. Ówczesny prezes Handlowego stał się jego mentorem. Kąkolewski przeszedł za nim do PZU. 

Szczególnie ciekawy jest ten fragment:

[Kąkolewski] poczuł, że nadszedł czas, by wreszcie zrealizować swoje prawdziwe marzenie i ruszyć w podróż dookoła świata. [...]Żeby to osiągnąć, razem z żoną Małgosią kupili motory. Chiny przemierzali na rowerze, Mongolię konno,a w dżunglę na Borneo zapuścili się samodzielnie, tylko z plecakami i latarką. Nie obyło się też bez trudnych momentów, tak jak wtedy, gdy w tajdze doszło do bijatyki, bo ich przewodnik Mongoł upił się i zaatakował ich w nocy. Albo kiedy zostali uwięzieni przez maoistów w Nepalu. Z więzienia wyszedł dopiero dzięki pomocy Cezarego Stypułkowskiego. Do Polski przyjechał po dwóch latach. Ale nie wrócił do banku, z bratem i ojcem założył firmę transportową. – Rzadko się zdarza, by ktoś, kto zasmakował już kariery w korporacji, miał chęci, żeby zaczynać od zera jako przedsiębiorca – ocenia Cezary Stypułkowski.

Kim jest Stypułkowski? Od 1981 r. był doradcą Ministra ds. Reform Gospodarczych w Urzędzie Rady Ministrów. W 1985 r. został doradcą prezesa Konsultacyjnej Rady Gospodarczej. W latach 1987–1988 doradca premiera oraz sekretarz Komitetu Rady Ministrów ds. Reformy Gospodarczej. Z dokumentów IPN wynika że w 1988 r. Stypułkowski został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa pseudonim „Michał”.

Stypułkowski to niejedyny bankier, z jakim związany był Kąkolewski. Zacytujmy "Forbesa":

W krótkich przerwach od rozwijania firmy [Kąkolewski] udzielał się jako doradca na rynku finansowym. W ten sposób trafił do grupy Leszka Czarneckiego. Najpierw pracował przy przejęciu Alianz Banku (dziś Idea Bank), potem wylądował w założonym w 2012 roku GetBacku. Wciągnęło go.

To właśnie z grupy kapitałowej Czarneckiego wywodzi się GetBack. W 2016 r. Czarnecki sprzedał spółkę, ale rok później "Gazeta Prawna" donosiła:

GetBack w dalszym ciągu łączą jednak biznesowe powiązania z firmami ze stajni Czarneckiego. Ma kredyty w Getin Noble i Idea Banku. W Noble Funds TFI (w tym roku połączył się z Open Finance, innym TFI kontrolowanym przez Czarneckiego) „zaparkowano” fundusze inwestycyjne. W niektórych z nich GetBack zainwestował własne pieniądze i ma całość lub część certyfikatów, w innych – tak jak w OFWD – odgrywa jedynie rolę firmy zarządzającej portfelem inwestycyjnym danego funduszu obejmującym wierzytelności.

Czarneckiego trudno kojarzyć z prawicą. Z materiałów IPN wynika, że w wieku 18 lat podpisał on zobowiązanie do współpracy z SB jako TW „Ernest”, a dwa lata później - w 1982 r. - do współpracy z wywiadem PRL. W 1983 założono mu teczkę jako kontakt operacyjny o pseudonimie Ternes. Bankier przyznał się do podpisania zobowiązania, nie potwierdził jednak przekazywania SB informacji.

Dodajmy, że w radzie nadzorczej GetBack zasiadała jeszcze kilka tygodni temu Alicja Kornasiewicz (ZSL, Unia Demokratyczna, Unia Wolności), wiceminister skarbu w rządzie Jerzego Buzka. W 2015 r. Kornasiewicz została odznaczona przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski - "za wybitne zasługi w działalności na rzecz rozwoju gospodarki wolnorynkowej, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju działalności państwowej i publicznej".

GetBack chwalony był przez mainstreamowe pisma. Jak pisał w kwietniu 2016 r. "Puls Biznesu":

W 2016 r. spółka zdobyła wyróżnienia we wszystkich konkursach organizowanych przez Instytut Europejskiego Biznesu zajmujący się analizą sytuacji finansowej firm i banków na kontynencie europejskim. GetBack został wyróżniony tytułami: Gepard Biznesu 2015, Potęga Biznesu 2015, Efektywna Firma 2016 oraz Mocna Firma Godna Zaufania — Strong Company 2016. [...] Dotychczasowe sukcesy i dynamiczny rozwój GetBacku stwarzają bardzo dobrą perspektywę dalszego umacniania pozycji spółki na rynku oraz uzyskania przez nią kolejnych znakomitych wyników.

"Forbes" w 2017 r. zachwycał się:

Od dwóch miesięcy stworzona przez niego [Kąkolewskiego] firma windykacyjna jest prawdziwą gwiazdą.

W tym samym roku "Gazeta Wyborcza" informowała:

GetBack jest zyskownym przedsięwzięciem – w zeszłym roku miał 200 mln zł czystego zysku (w 2015 r. było 120 mln zł, zaś w 2014 r. – tylko 45 mln zł). To oznacza, że firma odzyskuje więcej pieniędzy, niż wydaje na zakupy pakietów długów. [...] warunki oprocentowania i terminu spłaty obligacji są zachęcające. Trzy lata to termin krótszy niż np. emisje Kruka. A oprocentowanie jest wyższe – Kruk ostatnio emitował obligacje przy oprocentowaniu WIBOR plus 3,15-3,3 proc., Best przy oprocentowaniu 3,3 proc. powyżej WIBOR-u, a GetBack płaci aż 4,4 proc. powyżej WIBOR-u, który dziś wynosi 1,7 proc.

No więc jak to jest z tą "aferą" prawicy, o której pisze dziś dziennik Adama Michnika? 
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl