Czy zdrada jest słowem tabu?

Dlaczego zarzucanie komuś zdrady – aluzyjnie albo wprost – ma być złamaniem dobrego obyczaju? Dlaczego ma być, to brzmi jeszcze poważniej, złamaniem „norm demokratycznej debaty”?

W naszej publicystyce istnieje niedobry obyczaj spierania się z wydumanymi przeciwnikami, wciągania inaczej myślących do swojego monologu wewnętrznego zamiast wychodzenia im naprzeciw. Mamy krytykę nie tyle czyichś zapatrywań, ile naszych wyobrażeń o nich. Sposobem na uniknięcie takiego lipnego dyskutowania jest zacytowanie poglądu, który wydaje się nam niewłaściwy. Wtedy jest szansa na rzeczowy spór. Oto cytat, od którego zaczynamy wywód.

„Nazywanie w mediach o. Tadeusza Rydzyka własnego państwa okupantem, insynuowanie przeciwnikom politycznym inspiracji szatana, zdrady narodowej albo ukrytej przynależności do mniejszości etnicznych – jest złamaniem dobrego obyczaju, a nawet podstawowych norm demokratycznej debaty” („Newsweek”, 23–29 stycznia 2012 r.).

Autorem tych słów jest Cezary Michalski, publicysta tyleż utalentowany, co pogubiony. Zostawmy wszakże tę postać na uboczu, chodzi o sposób myślenia. I tu najpierw rzecz drobna, ale ilustrująca ów niedobry obyczaj, o którym wspomnieliśmy. Dziennikarz „Newsweeka” nie przywołuje żadnych przykładów owych, jak pisze, „insynuacji”. Dalej ograniczymy się do problemu zarzucania zdrady narodowej.

Nielegalny zarzut

Dlaczego zarzucanie komuś zdrady – aluzyjnie albo wprost – ma być złamaniem dobrego obyczaju? Dlaczego ma być (i to brzmi jeszcze poważniej) złamaniem „norm demokratycznej debaty”? Jakie jest uzasadnienie takiego poglądu? Cezary Michalski zapewne jakąś odpowiedź wymyśli. Zanim to uczyni, przedstawię powody, dla których posługiwanie się takim zarzutem jest w demokratycznej debacie dopuszczalne.

Ale tu znów komentarz. Zakładam (to elementarne), że zarzuty wszelkie – i małej, i wielkiej rangi – powinny być solidnie podbudowane. W Polsce ze strony wszelkich obozów politycznych i ideologicznych często padają zarzuty gołosłowne.

W ustroju noszącym etykietkę „demokracja” polityk, który wygrał wybory, idzie na utrzymanie obywateli, nas, podatników. Dostaje pensję za pracę na rzecz interesu publicznego. Kłopot w tym, że w świecie tak dynamicznym, ba płynnym jak współczesny, można się spierać, jakie są granice tego interesu. Ale nie można rozsądnie zaprzeczać, że niekiedy elity polityczne działają na szkodę swoich wyborców.

Profesorowie o zdradzie elit

W III RP co najmniej dwóch profesorów socjologii (i nie mam na myśli Zdzisława Krasnodębskiego ani siebie) publicznie mówiło o zdradzie elit.

Socjolog z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk prof. Włodzimierz Pańków pisze: „W 1963 r. zacząłem studiować na UW, więc znam te nasze elity, wywodzące się często z rodzin »nomenklaturowych«, KOR-owskie i inne, od początku. Ci ludzie jeszcze na studiach mieli w sobie dużo fajnych rzeczy, byli nosicielami ważnych wartości i głosili piękne idee. Ale równocześnie mieli w sobie poczucie wyższości. Do dzisiaj pamiętam, jak traktowali takich spoza Warszawy, a już nie daj Boże ze wsi. Ten typ postawy trwa. (...) Część polskich elit, także te wywodzące się z dawnej opozycji KOR-owskiej, solidarnościowej, ma nieczyste sumienie. Oni pobudowali sobie kariery, a robotników zostawiono na ulicy. Jak potem można im spojrzeć w oczy? Lepiej to maskować pogardą lub wrzaskiem” (wypowiedź na blogu z 2006 r.).

Prof. Piotr Gliński z tego samego instytutu tak komentuje obecną sytuację: „To skutek zmęczenia społeczeństwa, wycięcia elit, odcięcia społeczeństwa od standardów moralnych i kulturowych, od tego, co wydaje się niezbędne dla suwerennej i mądrej wspólnoty politycznej. Dlatego jesteśmy tak strasznie zagubionym społeczeństwem. Ale jest to także wina obecnych elit. W jakimś sensie zmarnowaliśmy dwadzieścia lat wolności. Zwłaszcza w sferze budowy demokracji partycypacyjnej i edukacji oraz wychowania młodego pokolenia. Może nie wszyscy chcieli, żebyśmy byli wolni i zdolni do rozwiązywania swoich kwestii społecznych, ale nawet ci, którzy chcieli, zrobili bardzo dużo nierozsądnych rzeczy. Patrząc z tej perspektywy, można powiedzieć, że nasze elity opozycyjne z lat 70. w jakimś sensie zdradziły polskie społeczeństwo” („Nasz Dziennik”, 11–12 lutego 2012 r.).

Zarzut zdrady jako mechanizm obrony wspólnoty

To właśnie te środowiska elit, na których zdradę wskazują dwaj profesorowie, próbują nas przekonać, że na zarzut zdrady nie ma miejsca w demokratycznej debacie. Ale rezygnacja z posługiwania się zarzutem zdrady wobec osób, których postępowanie się do tego kwalifikuje, to niezły sposób na pozbawienie danej zbiorowości zdolności do bycia wspólnotą. To także próba wmówienia nam, że zdrada nie istnieje tak samo, jak – rzekomo – mają nie istnieć spiski i manipulacje tajnych służb. A skoro czegoś nie ma, to rozsądna opinia społeczna nie może na to reagować. A jak wyborcy na coś krytycznie nie reagują, to można ćwiczyć to bezkarnie. Proste.

Równie proste jest jednak i to, że skoro demokracja stanowi pewną formę umowy społecznej, to umowy można nie dotrzymać, zatem czasem zdradza się „kontrahentów”. Zdrada to opuszczenie wspólnie budowanego świata, danie do zrozumienia, że ten świat nie jest tak ważny, jak obie strony deklarowały. W polityce to odejście od przestrzegania wspólnie ustalonych zasad gry, wspólnie deklarowanych planów.

Zdrada – tabu przeciwników wszelkich tabu

Jeśli ktoś nie ma wyraźnej tożsamości wspólnotowej, nie może czuć się zdradzony; podobnie nie będzie się czuł zdradzony obywatel, który nie potrafi określić swoich interesów.

Cezary Michalski występuje (czy w pełni świadomie?) w drużynie policjantów myśli, którzy mówią, jakimi słowami posługiwać się nam nie wolno. Akurat tymi, które są potrzebne do obrony naszych interesów. Jak możemy naszym elitom zarzucać zdradę, skoro w czasach postpolityki, skoro w Tuskokraju one faktycznie nie rządzą Polską, te elity przecież są jedynie grupami celebrytów od pogaduszek przy „Kawie na ławę”.

Wyrzucić z debaty publicznej pojęcie „zdrada” w narodzie, który doświadczył zaborów, okupacji niemieckiej, sowieckiego komunizmu, państwa policyjnego i zdrad setek działaczy "Solidarności", którzy byli tajnymi współpracownikami SB, to odebrać Polakom instrumenty obrony naszej tożsamości. Bo przecież kłamstwo smoleńskie – o rzekomych naciskach i doskonałej współpracy z Rosjanami przy śledztwie – nie ma w sobie ani cienia zdrady. Ani, ani.

Autor jest profesorem socjologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu



Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Ukraina: ponad 2,7 tys. cywilnych ofiar

Poszkodowani w nawałnicach będą zwolnieni…

Finlandia: nie podniesiono poziomu alertu

Para królewska spotkała się z rannymi w…

RPO: wyrok ws. słów o "polskich…

O tych słowach polskiej premier będzie głośno. Pora kończyć z polityczną poprawnością

Premier Beata Szydło / P. Tracz/KPRM

– My się z tym nigdy nie pogodzimy, nie ma takiej ceny, za którą bezpieczeństwo Polaków byśmy mogli sprzedać, więc dla mnie najważniejsze jest to, by dzisiaj mieć partnerów w Europie, w elitach europejskich, do rozmawiania o tym, co zrobić, żeby walczyć z terroryzmem – podkreśliła premier Beata Szydło. – Niech poprawność polityczna wreszcie zostanie zastąpiona rozsądkiem politycznym – dodała.

Szefowa rządu była pytana w TVP Info, co Europa może i powinna zrobić, żeby nie dochodziło więcej do zamachów terrorystycznych, takich jak te w Hiszpanii.

Premier przypomniała swoją wypowiedź z obrad sejmu, że „Europa musi się obudzić z letargu”. 

I musi wreszcie zacząć myśleć o swoim bezpieczeństwie, o bezpieczeństwie swoich obywateli (...). Trzeba się obudzić z letargu, trzeba powstać z kolan i wreszcie nie bać się prawdzie spojrzeć w oczy 
– podkreśliła Beata Szydło.

Dodała, że często ma wrażenie, że elity europejskie, ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo obywateli Europy, politycy „albo nie dostrzegają rzeczywiście tego problemu, albo to ich przerasta, albo już doszli do wniosku, że po prostu taka będzie właśnie Europa”.

My się z tym nigdy nie pogodzimy, nie ma takiej ceny, za którą bezpieczeństwo Polaków byśmy mogli sprzedać, więc dla mnie najważniejsze jest to, by dzisiaj mieć partnerów w Europie, w elitach europejskich, do rozmawiania o tym, co zrobić, żeby walczyć z terroryzmem 
– powiedziała premier.

Oceniła, że z polityki migracyjnej, szczególnie kanclerz Niemiec Angeli Merkel, niestety skorzystali ci, którzy dzisiaj „sieją śmierć wśród ludzi”. Zaznaczyła też, że zapewne nie ma jednej recepty na zwalczenie terroryzmu i musi być wprowadzony cały szereg skutecznych działań.

Ale one muszą być wreszcie przyjęte, wreszcie musimy zacząć o tym mówić – o bezpieczeństwie, o przywróceniu bezpieczeństwa Europie, co zrobić, a nie rozmawiać tylko i wyłącznie o relokacjach, które już nie będą przez nikogo chciane (...), to są mrzonki 
– mówiła szefowa polskiego rządu.

Jak stwierdziła, trzeba, by politycy w Europie zaczęli po prostu stosować mądrą politykę bezpieczeństwa. 

Tak, jak my to robimy w Polsce, tak jak robią to Węgrzy, tak jak robią to Słowacy. Europa Środkowo-Wschodnia ma rozwiązania, pokazaliśmy jak to można zrobić i teraz trzeba, żeby pozostali chcieli również to zrozumieć 
– dodała Beata Szydło.

Premier Szydło powiedziała również , żeby nie bać się rozmawiać o terroryzmie. 

Nie bać się o tym mówić, nie bać się rozmawiać, niech ta poprawność polityczna wreszcie zostanie zastąpiona rozsądkiem politycznym 
– oświadczyła szefowa rządu.

Źródło: PAP, niezalezna.pl, TVP Info

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Indie: katastrofa kolejowa. 10 osób…

Dodatkowe środki bezpieczeństwa w Rzymie i…

Japonia będzie miała własny, ulepszony…

Włochy: wydalono dwóch Marokańczyków i…

Rumunia gotowa przyjąć 2 tys. uchodźców

Uroczystości ku czci Matki Bożej Brasławskiej Królowej Jezior

zedlik/creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en

Uroczystą mszą zakończyły się w sobotę dwudniowe obchody ku czci Matki Bożej Królowej Jezior w sanktuarium diecezjalnym w Brasławiu w obwodzie witebskim na Białorusi.

Nuncjusz apostolski na Białorusi Gabor Pinter wzywał w homilii wiernych do zawierzenia Bogu tak, jak uczyniła to Matka Boska. „Gdy to zrobimy, zobaczymy, że niemożliwe staje się możliwe” – mówił nuncjusz. Jak podkreślił, dotyczy to także narodu białoruskiego, który „wydał wiele wybitnych osób obdarzonych tyloma charyzmatami”.

Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Powtarzajmy to sobie, gdy wydaje nam się, że sytuacja jest bez wyjścia

 – mówił nuncjusz.

Doroczne uroczystości w Brasławiu związane są z kultem Matki Bożej Królowej Jezior, patronki tamtejszego sanktuarium. „Szczególnie uroczyste obchody odbywają się od 2009 r., gdy odbyła się koronacja obrazu Matki Bożej” - powiedział brasławski diakon Jauhien Żukouski.

22 sierpnia 2009 r. na obraz nałożone zostały korony papieskie, poświęcone w Rzymie przez papieża Benedykta XVI. Ceremonii koronacji przewodniczył arcybiskup Kolonii kardynał Joachim Meisner – poinformował.

Portal Catholic.by przypomina historię miejscowej parafii. Pierwsze dokładne informacje dotyczące kościoła w Brasławiu pochodzą z XV w. Obecny budynek świątyni u podnóża Góry Zamkowej został zbudowany w 1897 r., choć pierwszy murowany kościół powstał w 1824 r. „W 1950 r. władze zamknęły kościół i przeznaczyły go na spichlerz. Po dwóch latach budynek został zwrócony parafianom. W 1967 r. ten zabytek architektury w stylu neoromańskim został odremontowany - pisze katolicki portal.

Parafianie z dumą mówią o swojej świątyni, cieszą się również z rosnącej z roku na rok liczby pielgrzymów przybywających do Brasławia. W uroczystościach uczestniczy także wiele młodych ludzi i rodzin z dziećmi.

„W piątek skończyły się trzydniowe Brasławskie Dni Młodzieży, przyjechało na nie dużo młodych ludzi, którzy byli rozmieszczani w rodzinach. Dzięki temu mieliśmy okazję bliżej się poznać, rozmawiać, modlić się razem” – powiedziała nastoletnia Ksenia. „Dusza tutaj odpoczywa” – dodała.

„Brasław i jego okolice to region, w którym mieszka wielu katolików, dlatego nasza parafia działa bardzo aktywnie. To że jest wielu wiernych cieszy nas i pomaga nam, księżom, w naszej posłudze” – powiedział Żukouski.

W uroczystościach w Brasławiu wziął udział ambasador RP na Białorusi Konrad Pawlik.

Brasławszczyzna przed 1939 r. wchodziła w skład II RP – była to północna część dawnego województwa wileńskiego. Region słynie ze swojej niezwykłej przyrody – licznych jezior i lasów.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Marsz solidarności przejdzie przez…

„Komisja Europejska przeciwnikiem…

Janusz Głowacki nie żyje

Premier odwiedziła poszkodowaną rodzinę w…

Barcelona bezradna na rynku transferowym

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl