"Raport to krok milowy w wyjaśnianiu Smoleńska". Ewa Stankiewicz odpowiada Markowi Pyzie

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Początek zniszczenia samolotu i przyczyna destrukcji. Kluczowe dowody zostały ustalone ponad wszelką wątpliwość. Zbadano i potwierdzono istotne fakty, które przeczą wersji forsowanej przez raporty MAK i Millera. To nie jest przełom? - pyta Marka Pyzę z wpolityce.pl dziennikarka i reżyserka Ewa Stankiewicz.

Zrobiliśmy krok milowy w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej. Konieczne są badania w niektórych dziedzinach jednak kluczowe dowody dotyczące przyczyny zniszczenia samolotu zostały ustalone, wielokrotnie zweryfikowane, potwierdzone i opublikowane. Ich intencjonalne pominięcie było bazą do fałszywych hipotez raportów MAK/Millera.

Dlatego niewyobrażalne byłoby pozostawienie raportu Millera jako obowiązującego w świetle wiedzy, którą przynosi obecny raport techniczny.

CO ZOSTAŁO USTALONE?

Nieprawdą jest, że nie za wiele wiemy, a żeby się czegoś dowiedzieć, potrzebujemy wyliczonych przez Marka Pyzę trzech konkretnych rodzajów badań. Wiele kluczowych faktów zostało ustalonych. W tym fakty podstawowe. Przyczyną utraty sterowności była eksplozja w lewym skrzydle w rejonie przed tzw. brzozą Bodina, a główną przyczyną zniszczeń samolotu była eksplozja centropłatu, który znajdował się jeszcze w powietrzu. Odsyłam po dowody do raportu, który w większości składa się z ustaleń faktów – i właśnie dlatego tak trudno go zaatakować. To potężna porcja wiedzy co do ustaleń stanu faktycznego i... bardzo niewiele konkluzji. Jednak fakty mówią za siebie, więc próbuje się je przemilczeć lub przeinaczyć. Pozostałe do zrobienia badania mają potwierdzić już te przeprowadzone albo przynieść wiedzę w niektórych tylko dziedzinach. Fakt zlecenia części z tych badań na zewnątrz był podyktowany atakami na autorytet komisji. I oczywiście te ataki z komisji przenoszą się na ciała podwykonawcze, stale kreując niespokojną atmosferę pracy. 

Generalnie w kontekście badania katastrofy smoleńskiej od lat próbuje się tworzyć w Polsce taki obraz, że skoro Rosjanie trzymają wrak i zafałszowali dowody, to nigdy nie dowiemy się prawdy. Wiele katastrof lotniczych było z powodzeniem całkowicie wyjaśnionych, choć badający je eksperci byli w posiadaniu materiału znacznie uboższego niż ten, którym dysponuje podkomisja smoleńska. Codziennie wiele procesów sądowych prowadzi się na podstawie poszlak. Większości udaje się z powodzeniem przeprowadzić przewód dowodowy. W przypadku procesów poszlakowych najistotniejsza jest spójność – by nie odrzucać dowodów, które nie pasują do hipotezy (tak jak to zrobił MAK/Miller) ale odwrotnie: odrzucać hipotezy, które nie wyjaśniają ustalonych dowodów. W tym wypadku mieliśmy do czynienia z fałszowaniem dowodów, jednak są dowody niepodważalne: dziesiątki tysięcy zdjęć pod różnym kątem, z różnych niezależnych niewiedzących o sobie źródeł, z różnego i tego samego czasu, zdjęć tych samych obiektów pod różnym kątem – weryfikujących się wzajemnie. Niepodważalnymi dowodami są prawa natury. Niezwykle istotna jest również spójność obrazu zdarzeń, na który wskazują wielokrotnie potwierdzone, weryfikujące się wzajemnie ustalenia, obliczenia, eksperymenty.

Mamy bardzo szczegółową wiedzę, w których miejscach upadły poszczególne odłamki. Co zostało przeniesione, a co ponownie zabrane i podmienione. Wiemy też w jakim przedziale czasowym to się działo. Model rekonstrukcji miejsca oddzielenia lewego skrzydła został zrobiony tak dokładnie, że specjaliści zagranicznego instytutu współpracującego przy badaniu katastrofy nie mogli nadziwić się, że zrobiła to ręka ludzka. Po wprowadzeniu do komputera skanu tego modelu, podniesieniu do skali 1:1 i porównaniu ze skanem realnego skrzydła bliźniaczego Tupolewa wszystko zgadzało się co milimetra, co do jednego nitu!

Jeśli ten raport techniczny nie jest przełomem, to co nim jest? Wspomniana już precyzyjna rekonstrukcja lewego skrzydła, zwłaszcza miejsca oddzielenia końcówki, którą według raportów MAK/Millera miała odciąć brzoza, pokazuje wyraźnie, że żadne drzewo nie przeszło przez to skrzydło. Nie ma po nim śladu. Wyraźnie pokazuje za to epicentra wybuchów w skrzydle, czyli odkształcenia materiału promieniście z poszczególnych punktów. Na linii odcięcia końcówki lewego skrzydła zostały znalezione i pokazane dowody na eksplozje – loki powybuchowe - co widać na opublikowanym przez komisję bogatym materiale zdjęciowym. Literatura fachowa mówi o tym, że taka postać zniszczenia materiału, czyli zagięcia ponad 360 st. wokół osi równoległej do toru lotu – może w tych okolicznościach być spowodowana wyłącznie przez eksplozje. Jednym z wielu dowodów jest liczba i rozrzut szczątków kilkumetrowej kuchni samolotowej, która rozprysnęła się na przestrzeni 1300 m kw. na boki (nie w linii toru lotu). To tylko kilka dowodów na eksplozje, wyliczonych na końcowej stronie raportu, których nie ma potrzeby tutaj powielać, jeśli założyć, że raport czyta się ze zrozumieniem.
 
Nie odniosę się tu do zarzutu o braku nowości – w przypadku takiego raportu nie o newsy chodzi. 
    
To nieprawda, że na wyjaśnienie katastrofy musimy długo jeszcze poczekać (a może nigdy się nie dowiemy?). Komisja w raporcie technicznym celowo nie formułuje w dużej mierze wniosków. Właśnie na tym polega siła raportu: zebranie i wyliczenie dowodów, które aż krzyczą. To nie jest rezultat ostatnich kilku nocy, ale lat pracy. Każdy, kto stawia hipotezę, musi zmierzyć się z tymi ustaleniami. Marek Pyza pisze, że stawiane przez komisję hipotezy o wybuchach są oczywiście prawdopodobne, a poszlakami są tu m.in. obrażenia i rozmieszczenie ciał ofiar, sposób rozczłonkowania samolotu czy wcześniejsze badania na okoliczność występowania śladów materiałów wybuchowych. Chyba nie czytaliśmy tego samego dokumentu. Twarde dowody w tym omówieniu Marek Pyza pomija, skupiając się na rzeczywiście najsłabiej udokumentowanej sferze badań ciał ofiar. Nieprawdą jest, że żadna z opisanych w raporcie sfer nie została ostatecznie zbadana. W stopniu wyczerpującym i pozwalającym wysunąć końcową hipotezę zostało zbadane m.in. zniszczenie lewego skrzydła (długa lista cech charakterystycznych dla eksplozji oraz „podpisy”, czyli ślady rozstrzygające - nie mylić z poszlakami) oraz lewe drzwi pasażerskie. Dowodem nie do obalenia jest ponad stukrotny wzrost energii tych drzwi w ułamku sekundy. Badania te zostały już zakończone. W badaniach uczestniczył National Institute for Aviation Research. To dzięki temu instytutowi m.in. wiemy, że aby wyjaśnić pozycję drzwi w której zostały znalezione (wbite na metr w głąb ziemi) musiały one w momencie oddzielenia od kadłuba nagle zwiększyć 10-krotnie swą prędkość pionową (100-krotnie zwiększyć swoją energię) a stało się to, kiedy kadłub wciąż jeszcze znajdował się w powietrzu – na minimum 6 m. 

Są to elementy mające istotne znaczenie dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy, nie do podważania – choć komisja formułuje w tej sprawie nieustanne zaproszenie. Wszak dla naukowców to wielkie wyzwanie i podstawową metodą pracy jest próba zbicia własnej hipotezy. Tyle że to musi uwzględniać ustalenia i dowody. A te – niezależnie jaką metodą i w ramach jakiej dziedziny badane – prowadzą do jednego wniosku. W raporcie w ogóle mamy bardzo niewiele hipotez. Stawiane są one tylko wtedy, gdy zostały wielokrotnie potwierdzone przy użyciu niezależnych metod i bardzo dokładnie wyczerpująco zbadane. Raport głównie jest zbiorem ustaleń faktów, z których wiele silnie wskazuje na eksplozje, a część mogła być spowodowana wyłącznie eksplozjami.

PRZYSZŁE PRACE

Marek Pyza wymienia w tekście to, czego jego zdaniem brakuje do ostatecznego zbadania: opinii sądowo-medycznych po sekcjach zwłok zarządzonych przez prokuraturę, analiz wytrzymałości foteli TU-154M, symulacji, efektów prac trwających w trzech europejskich laboratoriach kryminalistycznych.
    
Pytając, co jest do zrobienia, trzeba sobie uświadomić, co zostało wyjaśnione w sposób wyczerpujący, a co jeszcze potrzebujemy wyjaśnić. Identyfikacja „podpisów” eksplozji (dowody rozstrzygające) w lewym skrzydle wraz jego rekonstrukcją, ustalenie „podpisów” eksplozji w kesonie baku balastowego, kilkadziesiąt badań z różnych dziedzin i eksperymentów – wszystkie prowadzące do tego samego wniosku. Lista najważniejszych ustaleń w tej sprawie została zamieszczona w raporcie technicznym - i według profesjonalnych śledczych, takich jak Frank Taylor czy specjaliści badający katastrofę samolotu MH17, ustalenia te jednoznacznie wyczerpują ową kwestię. Omawiane eksplozje zostały udowodnione, co nie oznacza, że nie było innych eksplozji. Komisja posiada szeroką wiedzę w tej kwestii, jednak jeszcze nie wystarczająco udokumentowaną i potwierdzoną eksperymentami, by ją publikować w raporcie technicznym.

Jednoznacznie została wykluczona eksplozja paliwa. Wskazuje na to wiele dowodów, m.in.  wysoka liczba odłamków.

Eksplozja paliwa jest eksplozją niskiej prędkości. W jej efekcie skrzydło rozerwałoby się na bardzo niewielką liczbę odłamków, co potwierdzają eksperymenty porównawcze z eksplozji paliwa i materiałów wybuchowych przeprowadzone przez komisję. Wyniki tych prac wraz z dokumentacją zdjęciową zostały zamieszczone w raporcie technicznym. W tym wypadku mamy do czynienia z eksplozją w wyniku użycia profesjonalnych materiałów wybuchowych, czyli z eksplozją wysokiej prędkości. Co do określenia konkretnego typu materiałów – komisja nie wypowiada się. Tu potrzebne są dalsze badania.
    
Badanie foteli jest potrzebne do zbadania problemów związanych z przyżyciowością. Zagadnienia przyżyciowości mają wysoki priorytet nadany przez organ dochodzeniowy jakim jest komisja, wprost przeciwnie do całkowitego zaniedbania tej kwestii zarówno przez zespół MAKu, jak i Millera. Charakterystyka krzeseł jest w tym przypadku określana przez podkomisję jako coś, co należy zrobić, aby zrozumieć siły które działały na poszczególnych pasażerów.  Ważnym jest, by specjaliści badający wyniki prac z ekshumacji i prac patologów byli gotowi studiować zdjęcia z miejsca zdarzenia oraz dokumentację z sekcji zwłok z podejściem holistycznym, nie ograniczając się wyłącznie do wąskiej perspektywy.

Tylko poprzez pełny obraz można uzyskać odpowiedź na pytanie, co stało się z pojedynczym pasażerem. Np. doświadczenia mówią, że poważne rozdrobnienie ciała jest związane z działaniem sił o wartości 350 G lub więcej, a takie uderzenia są dziesięciokrotnie większe niż te, które powinny były wystąpić w Smoleńsku  przy stosunkowo niewielkiej prędkości i małym kącie uderzenia samolotu w ziemię.

Komisja nie polega na jednym partnerze lub źródle. W przypadku badań foteli i innych wybranych obszarów praca jest stosunkowo prosta i jest prowadzona równolegle przez kilka niezależnych stron. Bardziej skomplikowane jest zbudowanie modelu samolotu i symulacje na tym modelu. Jak wiemy, samolot w Smoleńsku rozpadł się na kilkadziesiąt tysięcy części. Według zasad prawdopodobieństwa samolot w warunkach uderzenia w ziemię opisanych w raporcie MAK i Millera rozpadłby się na 2-5 części (Mówimy tu o samolocie, który ma małą prędkość pionową i niewielki kąt uderzenia w ziemię oraz jest przechylony na lewą stronę o ok 150 st.). Symulacja prof. Grzegorza Szuladzińskiego pokazała, że samolot w sytuacji zderzenia z ziemią opisanego w  raportach MAK i Millera przełamuje się na 2 części, które nawet nie oddzielają się od siebie zupełnie. Przód jest zgnieciony, ale druga część jest zachowana, nie powodując śmierci pasażerów. A przecież prof. Szuladziński w symulacji zderza samolot z betonem, czyli znacznie twardszym gruntem, niż występował w Smoleńsku. W tym wypadku partner zewnętrzny (NIAR lub inny) ma jedynie potwierdzić badanie przeprowadzone przez prof. Szuladzińskiego. Badanie to udowadnia, że wersja MAK oraz Millera jest fałszywa i sprzeczna z prawami fizyki.

Nieustanne ataki na komisję i próba dyskredytacji najbardziej wyspecjalizowanych jej członków powoduje konieczność weryfikacji prac za granicą, co generuje koszty i jest powodem kolejnej krytyki. Jednocześnie partnerzy są poddani podobnym atakom, co stanowi dla nich dyskomfort i konieczność zmierzenia się z wywieraną presją.

Oczywiście zawsze można prowadzić dalsze prace nad lewym skrzydłem celem kolejnego potwierdzenia natury zniszczenia, w sytuacji kiedy mamy dobrze udokumentowane klasyczne objawy eksplozji, w tym tzw. „podpisy”/signatures/ uwierzytelniające eksplozję. To samo dotyczy kwestii lewych drzwi wystrzelonych w głąb ziemi.

Dowód na to, że kadłub znajdował się w tym momencie ponad 6 m nad ziemią został potwierdzony za pomocą 5 różnych metod. Przyszłe prace mogą dodać szósty lub siódmy poziom potwierdzenia, ale mało prawdopodobne jest usunięcie pierwszych pięciu.

Podkomisja wyraźnie stwierdza, że ważne kwestie wymagają zbadania. Są to np. badania lekarskie przeprowadzane przez patologów lotniczych w oparciu o raporty z sekcji zwłok, dużą ilość materiału fotograficznego z miejsca katastrofy i oczywiście nadchodzące wyniki ekshumacji. 

Marek Pyza pisze o niedosycie, niewielkim rozmiarze (56 stron) i sprawozdaniu tylko z części prac komisji. Zapewne opisanie wszystkich jej prac, badań, eksperymentów mogłoby zająć kilka tysięcy stron, ale głowę daję, że wtedy mielibyśmy oskarżenia, dlaczego tak dużo. Nikt nie byłby w stanie tego przeczytać, wszystko utonęłoby w szumie informacyjnym. 

Raport techniczny dokumentuje ustalenia więcej niż wystarczająco, by zażądać anulowania raportów MAK i Millera.

Wobec krytycznej wagi ustaleń obalających hipotezy raportu Millera, wtórującego raportowi MAK, poraża stwierdzenie dziennikarza o „publicystycznej formie” uwagi o ”anulowaniu” raportu komisji Millera”. Na gruncie prawnym jest to mocno wątpliwe? Byłoby to niezwykle kompromitujące dla „gruntu prawnego”, który wymagałby pilnej korekty. To tak, jakby powiedzieć, że wprawdzie mamy dowody niewinności człowieka, który od 20 lat siedzi w więzieniu, ale na gruncie prawnym nie możemy go wypuścić z więzienia.  

W tym miejscu chciałabym się odwołać do wywiadu Ewy Błasik udzielonego Markowi Pyzie w skądinąd bardzo dobrej książce „Pogrzebana prawda”. Pani generałowa mówi w nim o wątpliwościach, jakie miał Andrzej Błasik, co do trafności ustaleń komisji badającej wypadek Casy, w którym zginęli polscy generałowie. Gen. Andrzej Błasik nie mógł znieść nieuczciwego, nierzetelnego postępowania i postanowił wycofać się z komisji. Czy to przypadkiem nie są ci sami ludzie, którzy wyjaśniali później jego śmierć, zatajając kluczowe dowody? Jerzy Miller oczekiwał od swoich podwładnych niestandardowego śledztwa i jednolitego przekazu z rosyjskimi śledczymi. Dysponując nagraniem, w którym Miller domaga się na spotkaniu z komisją tendencyjnego postępowania i fałszerstwa, nie rozumiem zupełnie braku niepokojenia Millera przez prokuraturę ani podważania potrzeby natychmiastowego wycofania sfałszowanego raportu.

Wprawdzie Marek Pyza zaznacza że ogrom pracy został wykonany, ale generalnie mamy takie wrażenie, że niewiele się posunęliśmy do przodu, nic nie możemy powiedzieć na pewno, a w ogóle to wszystko jest nie tak: brakuje opisów badań, dokument powstawał w pośpiechu, nie w tej formie, co trzeba. Przy okazji narzekań na okrojenie wątku nawigacyjnego w stosunku do prezentacji podczas 7. rocznicy katastrofy –  zdumiewa również ocena ważności prezentowanych ustaleń. Z punktu widzenia bezsprzecznych faktów, ustaleń, które nie są uzależnione od potencjalnych fałszerstw Rosjan, a mają istotny wpływ na ustalenie przebiegu wydarzeń, najmocniejszym dowodem ujawniającym naturę zniszczenia samolotu zaprezentowanym podczas 7. rocznicy były badania lewych drzwi pasażerskich. Być może ten dowód jest bardziej zrozumiały dla inżyniera.

Forma raportu technicznego jest bardzo zbliżona do standardów ICAO. Prezentuje się fakty i ustalenia poprzedzające konkluzje. Opisy większej części prac znajdą się w załączniku do raportu końcowego. 

Najważniejszej kwestii, najlepiej udokumentowanej w raporcie, Marek Pyza poświęca śladową uwagę.  Stwierdza jedynie, że komisja poświęciła jej najwięcej miejsca, zamieściła wiele zdjęć odłamków znalezionych na dużej przestrzeni. Jednak wytyka brak informacji o siłach, jakie musiały zadziałać, by doszło do takiego rozrzutu. Komisja jest tu bardzo precyzyjna. Zaawansowany stan badań, ilość potwierdzeń, wyniki wielu eksperymentów pozwalają w tym wypadku wysunąć wnioski końcowe. Wyraźnie jest mowa o eksplozji w lewym skrzydle, więc chodzi tu o siły występujące w przypadku eksplozji. Jest to kluczowa rzecz, która w każdym poważnym śledztwie miałaby wysoki priorytet jako kwestia dotycząca zniszczenia samolotu, ponieważ to wyjaśnia początek jego destrukcji. Drugi wniosek – równie silnie udokumentowany - dotyczy eksplozji w kadłubie, kiedy ten znajdował się jeszcze w powietrzu.

Co do badania ciał, komisja musi poczekać na zakończenie prac zespołów prokuratorskich. Trudno się dziwić, że ten rozdział w raporcie technicznym jest dość lakoniczny.      

Z literatury fachowej dotyczącej badań kryminalistycznych materiałów wybuchowych w samolocie wiadomo, że wysoka fragmentacja ciał może być silną oznaką wybuchu. W Smoleńsku, według scenariusza MAK/Millera, należałoby spodziewać się siły znacznie niższej niż wymagana 350 G. Niemniej obrażenia powstałe w wyniku eksplozji mogą być trudne do odróżnienia od obrażeń powstałych w wypadkach komunikacyjnych. Ważnym aspektem, który należy zbadać w odniesieniu do czasu śmierci, zarówno przed, jak i po uderzeniu w ziemię, jest poziom krwawienia. W przypadku Smoleńska charakterystyczna jest stosunkowo niewielka ilość krwi. Należałoby także odpowiedzieć miarodajnie na pytanie, dlaczego ubrania były kompletnie lub prawie kompletnie zdarte z 35 osób. Jest to bardzo niezwykłe dla tej prędkości i rodzaju wypadku, któremu według MAK i Millera miał ulec TU154M. Faktem jest, że wspomniane już lewe drzwi pasażerskie zostały wbite w ziemię razem z częściami ciała. Faktem jest, że wewnątrz drzwi, za wewnętrzną metalową osłoną, znajdowały się ludzkie szczątki. 

Czytamy w opisie Marka Pyzy: Na stronie 42 napisano: „Wszystkie fotele były całkowicie zniszczone, tzn. osobno leżały siedzenia, oparcia, zagłówki i stelaż”, ale nie napisano, co z tego wynika i jak tego typu zniszczenia wyglądały w innych katastrofach. Podobnych nieścisłości jest dużo więcej”. Opisanie faktu bez wyciągnięcia wniosków – czyli główny zamysł raportu technicznego - Marek Pyza nazywa nieścisłością i wytyka, że w raporcie tych nieścisłości jest więcej. Są wnioski – źle. Nie ma – też źle. Waga ustaleń raportu technicznego polega na tym, że nie da się ich pominąć przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy. Raport techniczny komisji Macierewicza opisuje konkretny fakt i popiera go dowodami. Dalsze badania będą prowadzone w tej sprawie. Raporty MAK i Millera całkowicie pomijają ten fakt, w żaden sposób go nie wyjaśniają i budują swoje hipotezy przy eliminacji m.in. tego ważnego dowodu.

Wymienienie faktu nie jest nieścisłością – zwłaszcza w kontekście standardów pracy śledczych katastrof lotniczych. To podstawa. W tym wypadku komisja nie może postawić kolejnych wniosków końcowych. Potrzebne są dalsze badania i informacje medyczne. Mam nieodparte wrażenie że określenie „nieścisłości” miało na siłę przykleić łatkę nieprofesjonalizmu komisji, choć chciałabym się mylić. Podobnie jak podsumowanie, że „autorom chodziło raczej o zaznaczenie pewnych wątków, niż ich dogłębne wyjaśnienie” - pomija bezsprzeczne ustalenia w niektórych kluczowych kwestiach – znów chciałabym wierzyć, że nieintencjonalnie. 

Rzeczywiście część ekspertów wykonała tytaniczną pracę w warunkach trudnych do opisania. Ostatnie miesiące były bardzo owocne, zarówno jeśli chodzi o wkład pracy, jak i sprawdzenie się w praktyce, poznanie postaw, zdolności, potencjału badawczego, misji i podejścia do pracy.

Rzeczywiście komisja potrzebuje spokoju, godnych warunków do pracy, w tym konkretnego budżetu na badania i pomocy w organizacji pracy, zespołu ekspertów o otwartych umysłach dopasowujących hipotezy do faktów – a nie odwrotnie. 

Tymczasem spotyka się z obstrukcją na każdym etapie – aż po blokowanie MON-owskich maili włącznie. Zmaga się z zaskakującym działaniem niektórych jej członków, którzy naukową dyskusję i przeprowadzenie profesjonalnych badań zastępują innymi metodami działania spowalniającymi, utrudniającymi, a czasem wręcz uniemożliwiającymi pracę. Nie czas i miejsce, by o tym pisać, aby nie stało się to tematem zastępczym, gubiąc z pola widzenia istotę: przełomowe ustalenia i fakty zawarte w raporcie technicznym, precyzję i wielokrotność ich weryfikacji w określeniu natury zniszczeń samolotu i wytyczeniu dalszych ścieżek badań.

Pod presją komisja decyduje się opublikować właśnie przede wszystkim te fakty i ustalenia. Każdy, kto będzie formułował konkluzje, będzie musiał zmierzyć się z tymi faktami wydobytymi na światło dzienne i popartymi dowodami przez obecną komisję a przemilczanymi i masowo pominiętymi przez poprzednie komisje.

O ROZŁAMIE W KOMISJI

Marek Pyza pisze:

„Nie ma już co ukrywać faktu, że wewnątrz podkomisji istnieje spór co do niektórych hipotez – m.in. trajektorii (a zwłaszcza wysokości) w ostatnich sekundach lotu czy sposobu, w jaki doszło do zniszczenia lewego skrzydła. To właśnie było powodem sprzeciwu części członków przed podpisaniem całości raportu technicznego”. 

Istnieje szeroki konsensus, przynajmniej tak wynika z nagranych sesji komisji, co do pionowej trajektorii od ulicy Kutuzova do miejsca katastrofy, czyli co do ostatnich 2 sekund lotu. To jest najważniejsza część trajektorii, ponieważ pomaga wyjaśnić, co się stało tuż nad ziemią. Przyszłe prace będą obejmować badanie pionowej trajektorii przed ulicą Kutuzova. 

Dlaczego bardzo trudno na bazie dowodów kwestionować przebieg 2 ostatnich sekund lotu? Z powodu dowodu uszkodzenia drzew po obu stronach ulicy Kutuzova, a także z powodu zachowania się w całości ok 6-7 metrowego drzewa niemal pośrodku toru lotu, tuż przed pierwszym kontaktem skrzydła i ogona z ziemią przechylonego samolotu.

O ile mi wiadomo, nie było to kwestią rozbieżności w komisji podczas dyskusji na zebraniach. Komisja nie ma ponadto wątpliwości, że eksplozja zaszła w lewym skrzydle, zanim samolot minął rejon, w którym na ziemi rośnie tzw. brzoza Bodina. Jednak niektórzy członkowie komisji usiłowali wbrew faktom forsować wersję, że po eksplozjach w lewym skrzydle (tego nikt nie kwestionuje), skrzydło uderzyło w brzozę dokładnie tym miejscem, w którym akurat był wybuch. 

Teza ta jest sprzeczna z dużą ilością dowodów przedstawionych w raporcie technicznym i nie jest akceptowana przez utytułowanych badaczy wypadków. Dodatkowo opinia Franka Taylora, jednego z najpoważniejszych w świecie autorytetów w gronie śledczych katastrof lotniczych, który zapoznał się z ustaleniami oraz hipotezami każdej ze stron, przy czym prezentacje te zostały nagrane, nie pozostawia żadnych wątpliwości i jednoznacznie wskazuje na hipotezę, za którą przemawiają dowody. Wśród nich są m.in. miejsca znalezienia części slotów i skrzydła oraz rekonstrukcja skrzydła.

Co do wymogu podpisów członków komisji pod raportem. W każdym dochodzeniu przyczyn katastrofy obowiązuje zasada, że ekspert potwierdza podpisem prawdziwe przedstawienie obszaru badań, co do którego posiada kompetencje. Trudno, żeby np. akustyk oceniał obliczenia trajektorii lotu czy prace w dziedzinie aerodynamiki. 

DLACZEGO RAPORT JEST WAŻNY

Komisja była wcześniej oskarżana o stawianie wniosków, bez przedstawiania dowodów potwierdzających wnioski. Siła tego raportu technicznego polega na zebraniu dowodów, a te bardzo wyraźnie wskazują wnioski. Raport zawiera długą i ważną listę ustalonych faktów, wiele z nich można wyjaśnić jedynie poprzez fakt zaistnienia eksplozji. Zostały przytoczone dowody, które w żaden sposób nie mogą być wyjaśnione hipotezą komisji MAK i Millera, a powinny znaleźć się w końcowych raportach tych komisji. Raport techniczny dokumentuje fakty rosyjskich manipulacji i wymienia ważne dowody pominięte przez śledczych MAK i Millera. Dowody, które nie pasowały do hipotez dotyczących błędu pilota i kontrolowanego lotu do ziemi (CFIT), to m.in. :

  • drzwi pozbawione framugi i wbite na metr w głąb w ziemię
  • niewielkie szczątki ciał na początku miejsca katastrofy (przed uderzeniem kadłuba o ziemię)
  • loki powybuchowe poszycia zewnętrznego i lewych podłużnic 
  • dowód wybuchu w lewym skrzydle.
  • dowód wybuchu w kadłubie, gdy znajdował się ponad 6 m nad ziemią.
  • dowód przeniesionych i zmanipulowanych części samolotu.
  • dowód niszczenia dowodów.

Komisja potrzebuje nie tylko spokoju, ale miarodajnej relacji ze swojej pracy, zrozumienia jej najważniejszych rezultatów, przytoczenia jej najważniejszych ustaleń. Nie można rzetelnie opisywać przypadku wybuchu samochodu, skupiając się głównie na tym, że w trakcie wybuchu mógł on przejeżdżać na żółtym świetle, a nie na zielonym. 
Komisja nie ukrywa że publikuje raport techniczny. Stąd oczywiste jest, że część końcowych ustaleń jeszcze przed nią.

Ustaliła istotne dla wyjaśnienia przyczyn rozpadu samolotu bezsprzeczne fakty. Ma za sobą gigantyczną mrówczą pracę na bardzo wysokim poziomie, wbrew wszelkim urągającym przyzwoitości warunkom pracy. Przeprowadziła bardzo wiele eksperymentów, badań, obliczeń, przesłuchań świadków. Bardzo istotną część rzeczy ustaliła bezspornie – jak eksplozje w skrzydle i kadłubie oraz co zapoczątkowało katastrofę. Część badań jeszcze przed nią, w tym badania potwierdzające te już przeprowadzone. 

W sprawie badania katastrofy smoleńskiej od samego początku bardzo dużo jest dezinformacji i przemilczeń. Liczy się wszystko: kto w co wierzy, np. ojciec premiera publicznie mówi, że nie WIERZY żeby to był zamach, bo to mu się nie mieści w głowie. Liczą się uczucia, sympatie i stosunki – zwłaszcza do szefa podkomisji. Wreszcie rolę gra grunt prawny, który rzekomo utrudnia wycofanie sfałszowanego raportu. Najbardziej szykanowane są fakty. 


RAPORT TECHNICZNY PODKOMISJI SMOLEŃSKIEJ MOŻNA POBRAĆ TUTAJ

ZACHĘCAMY TEŻ DO UDZIAŁU W NASZEJ AKCJI PROPAGOWANIA ANGLOJĘZYCZNEJ WERSJI RAPORTU

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Znamy kulisy wysłuchań kandydatów do Sądu Najwyższego! „Iustitia” nabierze wody w usta?

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Jak już informowaliśmy dziś rozpoczęły posiedzenia dwa z czterech zespołów członków Krajowej Rady Sądownictwa, których zadaniem jest przygotowanie do rozpatrzenia przez KRS ok. 200 zgłoszeń kandydatów na 44 stanowiska sędziów SN. Kolejne dwa zespoły mają zacząć prace w środę. Jako pierwsze zaczęły działać zespoły wysłuchujące kandydatów do Izby Dyscyplinarnej i Kontroli Nadzwyczajnej, do których nadeszło najwięcej zgłoszeń. Kulisy przebiegu wysłuchań kandydatów ujawnił jeden z nich, adwokat Sławomir Zdunek. „Pytania do kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego miały charakter merytoryczny, bez podtekstów politycznych” - oznajmił. Co na to przedstawiciele stowarzyszenia „Iustitia”, którzy tak straszyli opinię publiczną przebiegiem całej procedury?

- Rozmowa ma charakter merytoryczny, nie ma żadnych pytań, kto jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego, co moim zdaniem jest bardzo eleganckie i na miejscu - powiedział Sławomir Zdunek, kandydat do izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Adwokat poinformował o przebiegu całej procedury:

- Pytania dotyczyły tylko i wyłącznie meritum - skarg nadzwyczajnych i pozostałego zakresu działania izby, do której kandyduję. Rozmawialiśmy na temat mojej kandydatury, dlaczego chcę kandydować, dlaczego do tej, a nie do innej izby. Cała rozmowa miała charakter merytoryczny, nie było żadnych pytań o podtekście politycznym, o konstytucyjności tych zmian, które chyba dla nas wszystkich na tej sali okazały się - przynajmniej na chwilę obecną, dopóki nie zostaną wzruszone – konstytucyjne. Żadnych pytań natury politycznej nie było – wyjaśnił.

Zgodnie z jego relacją rozmowa trwała około 15 minut.

- Pomimo krótkiej rozmowy, ona naprawdę była bardzo rzeczowa, konkretna i treściwa. Jestem bardzo pozytywnie i mile zaskoczony przebiegiem rozmowy w składzie któremu przewodniczył sędzia TK w stanie spoczynku Wiesław Johann – relacjonował kandydat do izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.

Pytany przez dziennikarzy o legalność procedury naboru do SN stanowczo podkreślił, że w jego opinii nie ma co do tego wątpliwości.

- My jako kandydaci podjęliśmy taką decyzję i widocznie uznaliśmy, że to jest legalna procedura. Zarzucono mi w Okręgowej Radzie Adwokackiej, że próbuję destabilizująco wpływać na porządek konstytucyjny, legalizując swoją kandydaturą to, co się dzieje podczas zmian w wymiarze sprawiedliwości. Ja tak wcale nie uważam. Uważam, że dopóki ten porządek nie został wzruszony w trybie krajowym lub ewentualnie unijnym, on nadal obowiązuje i wszyscy powinni to uznać. Oczywiście wszyscy możemy mieć prywatne opinie jako adwokaci, radcy prawni, nawet sędziowie, chociaż w przypadku tych ostatnich uważam, że nie powinni się do polityki mieszać, szczególnie w takich chwilach - mówił.

Przypomnijmy, że do Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie wpłynął na początku sierpnia wniosek o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych wobec ośmiu adwokatów, którzy ubiegają się o stanowisko sędziego SN. Wniosek został złożony przez adwokata Marcina Smoczyńskiego. W uzasadnieniu wniosku napisano, że zgodnie z przepisami każdy adwokat jest zobowiązany przyczyniać się do umacniania porządku prawnego w Polsce.

„Porządek ten został drastycznie naruszony sprzecznymi z konstytucją ustawami dot. Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego. Osoby zgłaszające swoje kandydatury do SN na podstawie tych ustaw czynnie uczestniczą w demontażu państwa prawa w Polsce. Powinny być wydalone z adwokatury” - czytamy w uzasadnieniu wniosku.

Odnosząc się do takiego stanowiska mec. Zdunek wyraźnie podkreślił, że jakiś kierunek zmian trzeba „wytyczyć, rozpocząć i potem dopiero ewentualne błędy naprawiać”.

- To, że to się dzieje tak szybko, w takiej atmosferze, to nie jest moim zdaniem tylko wina rządu, ale również tych, którzy wpływają w jakiś sposób na to, że te zmiany się dokonują w takiej, a nie w innej formie. Najbardziej mnie niepokoi stanowisko środowiska sędziowskiego, które nie powinno mieszać się do polityki występując w obronie własnych spraw - powiedział.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl