Wstrząsająca książka dr. Piotra Łuczuka o zagrożeniach XXI w. „Cyberwojna. Wojna bez amunicji?”

/ Biały Kruk; mat. pras.

Antoni Macierewicz przyznał, że Polska odparła cybernetyczny atak Rosji. Doktor Piotr Łuczuk w swojej książce „Cyberwojna. Wojna bez amunicji?” udowadnia, że takich ataków były już setki! Internet niemal od samego początku swego istnienia został poddany próbom wykorzystania go do celów militarnych i politycznych. Przywódcy szybko zauważyli, że panowanie nad siecią daje realną władzę. Stąd pierwszą operacją cybernetyczną o podłożu politycznym była bomba logiczna, którą CIA posłużyło się już w 1982 roku.

Dziś przestrzeń cybernetyczną można wykorzystać w dużo szerszy, niemal nieograniczony sposób. Wystarczy do tego zdolny programista i podłączony do sieci komputer.

O realnych zagrożeniach, których jako masowi użytkownicy sieci najczęściej nie jesteśmy świadomi, opowiada znawca tematu i ekspert w zakresie cyberbezpieczeństwa, dr Piotr Łuczuk, w książce „Cyberwojna – Wojna bez amunicji?”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Biały Kruk. Jest to pierwsza tego typu książka na polskim rynku.

Opisane przez autora wydarzenia, analizy i prognozy nie są bynajmniej dziełem fikcji literackiej. Nie są wyssaną z palca czarną wizją przyszłości. Są jak najbardziej realne. Są groźne. Dla nas wszystkich.

Konflikty wojenne w cyberprzestrzeni, wykorzystywanie potencjału tkwiącego w komputerach, inwigilacja każdego z nas przez globalne sieci – jeszcze do niedawna przeczytać o tym było można jedynie na kartach powieści science fiction.

Obecnie tymczasem nikt nie ma już wątpliwości, że te zagrożenia przeniknęły całkowicie do świata rzeczywistego, choć cyberwojna stanowi niebezpieczeństwo, którego nie widać. Na cyberatak jesteśmy narażeni wszyscy, aczkolwiek osoby korzystające z internetu, bardzo często nie są świadome, że padają ofiarą zamaskowanych i doskonale kamuflowanych ataków propagandowych.

„Cyberwojna – Wojna bez amunicji” odpowiada na kluczowe pytania:
Czym były tajemnicze operacje „Tytanowy deszcz” oraz „Księżycowy labirynt”?
Dlaczego powstała tajna jednostka „8200” izraelskiego wywiadu?
Na ile obnażamy siebie korzystając z portali społecznościowych?
Gdzie i kiedy Rosja zaatakowała inne państwa w cyberprzestrzeni?
Jak CIA po raz pierwszy dokonała sabotażu informacyjnego na Syberii?
Ile razy Polska stała się już ofiarą cyberataków?
Kiedy Rosja zaczęła wojnę hybrydową przeciwko Polsce?

O tych mało znanych, aczkolwiek kluczowych faktach opowiada Piotr Łuczuk w „Cyberwojnie”. Co ciekawe, autor pokusił się również na snucie opartych na nauczaniu Kościoła katolickiego rozważań o charakterze moralnym i zastanawia się, jakim rodzajem wojny jest cyberwojna i na jakich zasadach wolno się w nią angażować.

Książka „Cyberwojna – Wojna bez amunicji?” ukazała się w wydawnictwie Biały Kruk w twardej oprawie, w formacie 16,8x23,8 cm oraz objętości 192 stron. Głębsze potraktowanie tematu oraz lepsze jego zrozumienie umożliwia dodatkowo ponad 70 ilustracji oraz infografik. Książka już w sprzedaży.

Więcej informacji o książce TUTAJ:

Źródło: niezalezna.pl, wydawnictwo Biały Kruk

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Paryż: 40 tys. osób na "Narodowym Marszu dla Życia". Nie zabrakło Klubów Gazety Polskiej

twitter.com/(screenshoot)

40 tys. osób wzięlo udział w manifestacji, która przeszła ulicami Paryża pod hasłem „Zjednoczeni, by bronić życia”. Oprócz uznania praw człowieka w stanie embrionalnym, uczestnicy domagali się także wsparcia dla matek oraz rozwijania ośrodków służących pomocą dla kobiet ciężarnych.

Wśród manifestantów pojawili się przedstawiciele Klubu Gazety Polskiej Paryż wraz z przewodniczącym Klubu, Andrzejem Wodą. 

Specjalnie dla czytelnikow portalu niezalezna.pl publikujmy relację z tego wydarzenia przygotowaną przez Anitę Zapładkę z KGP w Paryżu.  


"Marsz odbył się dzisiaj, tj. 21 stycznia. Spotkaliśmy się o godz. 14.30 przy Porte Dauphine i maszerowaliśmy aż do Trocadero. Trudno jest nam, jako uczestnikom marszu ocenić, ile tysięcy ludzi brało w nim udział, ale marsz był naprawdę liczny.

Trudno jest nam powiedzieć, czy wspieramy Francuzów, to pewnie przy okazji, ale głównie manifestowaliśmy własne poglądy w obronie życia, które trzeba chronić na każdym etapie jego istnienia.

Już przy wejściu (po obowiązkowym sprawdzeniu toreb i plecaków ze względów bezpieczeństwa) otrzymaliśmy od organizatora plakaty, które - mimo zimna i deszczu - niosło bardzo wiele osób. Głównie była to grafika przedstawiająca dziecko w łonie matki, czemu towarzyszyły różne napisy, takie jak: "To jest moje ciało a nie twój wybór", "Chroń mnie a nie zabijaj"...

#MarchePourLaVie na TT, dosłownie: Marsz dla Życia.

Dzięki flagom i jednolitym pelerynom byliśmy, my Polacy, członkowie Klubu GP Paryż, bardzo rozpoznawalni. Francuzi zaczepiali nas, jako Polaków, niemal non stop. Bili nam brawo, wyznawali, że bardzo im w dzisiejszych czasach brakuje naszego papieża, Jana Pawła II, przy jednej z trybun zostaliśmy na głos wyróżnieni i podziękowano nam, Polakom, za uczestnictwo.

Jednym z największych zaskoczeń był dla nas fakt, jak wielu Francuzów potrafi powiedzieć po polsku (!!!) "Dzień dobry".

Jedna z pań, Francuzek, powiedziała, że niewiele już potrafi powiedzieć po polsku, ale pamięta jeszcze "szczęść Boże". Odpowiedziałam jej, że to nie jest niewiele, to jest bardzo dużo!

Imponującym był udział całych rodzin w tym marszu: matki i ojcowie z dziećmi w wózkach, z dziećmi "na barana" z kilkuletnimi prowadzonymi za rękę. 

Mnie samą zaś wzruszył najbardziej chłopak, bodaj 20-letni, z zespołem Downa. Był sam, spotkałam go zaraz na początku, mókł, więc doradziłam, by założył na głowę kaptur, skoro go ma... Przyszedł wziąć udział w marszu za życiem, za swoim życiem...

Zapadał już zmrok gdy doszliśmy na Trocadero. Marszowi i jego zakończeniu towarzyszyła radość i próby rozgrzewania się tańcem, by się rozgrzać.

Cudowne przeżycie, cudowne i wzmacniające i kolejny raz nie wiem, czy to my wsparliśmy Francuzów czy oni nas. 

Faktem jest, że patrzenie na nich przez pryzmat wypowiedzi francuskich polityków czy mediów jest wielce niesprawiedliwe!"



Widać było ogromne zaangażowanie ludzi, Francuzi jakby się budzili. To optymistyczne

- mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Woda, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Paryżu.

Co równie ważne, pojawiło się niesamowicie dużo młodych ludzi

- dodaje.

Francuzi nie ukrywali wdzięczności Polakom za wsparcie.

Rozpoznawali nas, mieliśmy na sobie biało-czerwone pelerynki i nieśliśmy klubowe banery, wiele osób podchodziło, aby podziękować za pomoc. Mówili, że "gdyby nie Polska, nie byłoby już Europy". Dziękowaliśmy za tak miłe słowa, ale od razu podkreślaliśmy, że oni także muszą mocniej działać. Przyznawali nam rację

- opowiada nam Andrzej Woda.

Źródło: www.enmarchepourlavie.fr, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl