Były szef FSB w Sopocie. Z kim się spotka?

  

Na meczu siatkówki Brazylia-Rosja, rozegranym dziś w Sopocie, pojawił się Nikołaj Patruszew, były szef FSB (następczyni KGB), obecnie sekretarz rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa i szef Rosyjskiego Związku Piłki Siatkowej - dowiedział się portal Niezależna.pl.

Patruszew to jeden z najbardziej zaufanych ludzi Władimira Putina. Od 1999 do 2008 r. był dyrektorem FSB. To za jego rządów w rosyjskich służbach specjalnych doszło do zamordowania Anny Politkowskiej i Aleksandra Litwinienki oraz zamachów na bloki mieszkalne - dokonanych, jak twierdził Litwienko, przez władzę i specsłużby. W czasach ZSRR Patruszew służył w KGB (od 1975 r.).

Co Patruszew robi w Polsce?

Według naszych informacji sekretarz rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa przybył pod pretekstem meczu siatkówki Brazylia-Rosja, lecz w rzeczywistości jego wizyta związana jest z weekendowym przyjazdem do Polski Angeli Merkel. Kanclerz Niemiec dziwnym zbiegiem okoliczności akurat w ten weekend postanowiła bowiem odwiedzić z "prywatną wizytą" Trójmiasto (Gdańsk) i spotkać się "prywatnie" w leżącej 50 km od Sopotu Juracie z prezydentem Bronisławem Komorowskim. Ten ostatni jeszcze dwa dni temu przypłynął do Sopotu z Juraty - oficjalnie po to, by otworzyć z prezydentem tego miasta przystań jachtową. Następnie zjadł w Sopocie obiad, po czym wrócił łodzią Straży Granicznej do Juraty.

Przypomnijmy, że obsadzone ludźmi Bronisława Komorowskiego Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zaprosiło Patruszewa w styczniu 2011 r. na obchody swojego 20-lecia. Byłego dyrektora FSB, który nie ukrywał nigdy swojego wrogiego stosunku do NATO, Polski czy Gruzji, podejmował z uśmiechem gen. Stanisław Koziej - szef BBN.

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

„Samozaoranie” Durczoka. Tak się zagalopował w krytyce PiS, że dołożył... rządowi PO-PSL

/ Marcin Pegaz/Gazeta Polska

  

"I niech ktoś jeszcze zacznie bredzić, że mamy w Polsce wolność słowa" – napisał na Twitterze redaktor Kamil Durczok. Dziennikarz myślał, że skrytykuje PiS, ale... coś poszło nie tak – nie doczytał daty i dopiekł rządowi PO-PSL, bo link, który udostępnił ze wspomnianym komentarzem pochodzi z lutego 2014 roku, a wtedy władzy w Polsce na pewno nie sprawował PiS.

Prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Szczepanowi Twardochowi za wpis na Facebooku "pier... się Polsko" - poinformował "Tygodnik Powszechny". Pisarz umieścił taki wpis tuż po decyzji Sądu Najwyższego, który ocenił, że Ślązaków nie można uznać za odrębny naród

– brzmi nagłówek tekstu, który na Twitterze zamieścił Durczok.

Redaktor artykuł skomentował słowami:

I niech ktoś jeszcze zacznie bredzić, że mamy w Polsce wolność słowa. 

Dziennikarz tak zagalopował się w krytykowaniu obecnej władzy, że z rozpędu aż nie doczytał daty tekstu, który udostępnia. Artykuł ten pochodzi z 25 lutego 2014 r., a jak łatwo się domyślić, nie rządził wówczas PiS, tylko koalicja PO-PSL...

Na szczęście internauci okazali się bystrzejsi od pana redaktora i szybko wyłapali jego wpadkę:

 

Źródło: twitter.com, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl