Rzecz w tym, tak myślę, że gdzieś kiedyś kiełkowała taka mentalność moskiewsko- urzędnicza. To nie bolszewicy ją odkryli. Oni jedynie odkryli „system”, który zburzyli, po czym przejęli jego zasadnicze zręby. Już za cara stosowano takie ścieżki łamani obywateli i przyuczania do posłuszeństwa. Po ulicach krążyły patrole, a jak ktoś wyglądał podejrzanie to cap za kołnierz i na cyrkuł. I żadne tam reguły się nie liczyły (adwokaci, czy inne takie „faramuszki”). Delikwenta można było wsadzić do celi, na Pawiak, czy Cytadelę i tam, jeszcze przed procesem, zmiękczyć i zmusić do gadania.
Żeby sobie rzecz ułatwić Moskale mieli wszystko pod ręką na Cytadeli – i więzienie, i areszt, i komisje śledcze, i sądy wojskowe, i kuźnię, w której skazańca można było zakuć w kajdany. No, może nie takie nowoczesne, zespolone, jak te zakładane przez służby Donalda Tuska choćby kobietom, urzędniczkom Ministerstwa Finansów, ale też skuteczne, na nogi jedne, a na ręce drugie. Jak skazańcy szli ulicą, czy traktem na Sybir, to kajdany dzwoniły drażniąc uszy i powodując dźwiękową dolegliwość, o której często potem wspominali. A żeby było jeszcze trudniej to wszystkich prowadzonych na Sybir zesłańców łączono prętem. I jak ktoś chciał załatwić potrzebę fizjologiczną, to inni musieli kucać z nim przy drodze. Upodlić, zniszczyć godność, wsadzić do więzienia, do tiurmy, do klatki – taki to był pomysł ujarzmiania niepokornych Polaków. Stosowany w wieku XIX, a potem podjęty na nowo przez bolszewików, Sowietów, służalców Moskwy w Warszawie.
Nie wiem, jak Państwo, ale nie widzę specjalnych różnic w „standardach” – między tym, co było wtedy, a tym, co jest teraz. Może szkoda, że te nazwy sklepów warszawskich pisane cyrylicą, które w zeszłym roku zawisły na fasadach domów w stolicy, jako scenografia do „Lalki” według Bolesława Prusa, zostały zdjęte? Przecież dość dobrze oddawałby wszelkiej maści turystom ze świata atmosferę, jaka panuje w Polsce obecnie. Nieprawdaż?