Dwie tury wyborów „przyczyniły się do modyfikacji pejzażu politycznego na nieco ponad rok przed wyborami prezydenckimi” - ocenił „Le Figaro”. Prawicowy dziennik krytykuje partie lewicowe za to, że w niektórych miastach zawarły porozumienia ze skrajnie lewicową Francją Nieujarzmioną (LFI). Ocenia, że te sojusze „pozostaną znaczącym faktem politycznym”, a w Partii Socjalistycznej utrzyma się po wyborach wyraźny podział, jeśli chodzi o postawę, jaką należy przyjąć wobec LFI.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google. Zaznacz krzyżyk
„Le Figaro” przekonuje także, że LFI w skali ogólnokrajowej nie osiągnęła przełomu, a jedynie wzmocniła swoje pozycje w miejscach, gdzie jest silna.
Po prawej stronie sceny politycznej, według „Le Figaro”, utrzymano regułę, „z wyjątkiem kilku izolowanych przypadków”, by nie zawierać sojuszy ze Zjednoczeniem Narodowym (RN). Dziennik przekonuje, że prawica w wyborach praktycznie wszędzie zwracała się ku partiom centrowym. Niemniej, w obozie centrowo-prawicowym pojawiły się „tarcia” - przyznaje dziennik. Jego zdaniem porozumienia zawarte pomiędzy pierwszą i drugą turą wyborów samorządowych nie mogą być zapowiedzią sojuszu wokół wspólnego kandydata na prezydenta.
Według „Le Figaro” Zjednoczenie Narodowe umocniło w wyborach samorządowych swoje pozycje, ale - co sugerują sondaże - nie zdołało wygrać w Tulonie. W przypadku tej partii „jest jeszcze trudniej wyciągać wnioski dotyczące 2027 roku, ponieważ rdzeń jej elektoratu stanowi Francja wiejska i prowincjonalna”, tymczasem „mecze polityczne koncentrują się w wielkich miastach” - zaznacza gazeta.
Na razie „główną lekcją, jaką należy wyciągnąć” jest według dziennika niska frekwencja, która według sondaży wynosiła około 57 procent w drugiej turze. Potwierdza to „zniechęcenie do demokracji” - uznaje „Le Figaro”.
Jak podsumowuje, ogółem „gra sojuszy we wszystkich kierunkach i linie podziału w każdym obozie sprawiają, że wszelka prognoza dotycząca przyszłości politycznej kraju pozostaje niepewna”. Dla wszystkich pretendentów do Pałacu Elizejskiego „wyzwanie polegać będzie na tym, by wyróżnić się w pejzażu politycznym”, w którym panuje mgła - ocenia „Le Figaro”.