Podziel się swoim 1,5% podatku na wsparcie mediów Strefy Wolnego Słowa. Dziękujemy za solidarność! Dowiedz się więcej »

Wigilia na Ukrainie. Pasterka w dzień, brak poczucia bezpieczeństwa. "Każdy dzień traktuję jak dar od Boga"

Ludzie na Ukrainie żyją tam w takich okolicznościach, że święta Bożego Narodzenia mogą być ostatnimi. Nie oznacza to, że nie będzie wigilijnej kolacji. Pochodząca z Charkowa Anna przyznaje, że jej rodzina nie ma świątecznego nastroju, ale zasiądzie do wieczerzy.

Zdjęcie ilustracyjne
Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

Ania z Charkowa. Tak teraz wygląda jej życie

- Moja rodzina jest teraz w Berdyczowie. Tam jest spokojniej niż tutaj. Mama oraz siostra pracują, a bracia mają możliwość kontynuowania studiów. Ja nadal jestem w Charkowie. Tu został mój ojciec z dziećmi i narzeczony Paweł z rodzicami. Jego matka jest niepełnosprawna i chora. Kiedy było pytanie, czy wyjechać, czy też nie, postanowili zostać. Ja zostałam z nimi

 - podkreśliła Ania. Z jej relacji wynika, że sytuacja w Charkowie nieco się uspokoiła — w porównaniu do listopada, ale cały czas są ogromne problemy z energią.

"Najdłuższa awaria była przez ostrzał ponad miesiąc temu. Wtedy przez tydzień nie było prądu. Przez kilka dni było cicho, ale niedawno znów wieczorem ostrzelali przedmieścia Charkowa. Oszczędzamy prąd. Staramy się nie wychodzić nigdzie niepotrzebnie i większość czasu spędzamy w domu".

Przyznaje, że z pracą jest ciężko. Szczególnie gdy mieszka się na skraju miasta, a droga do centrum zajmuje sporo czasu.

- Jako dziewczyna nie czuję się komfortowo nocą w mieście. Studiuję projektowanie graficzne i próbuję pracować zdalnie jako ilustrator. Gdy gaśnie światło, ta praca też się jednak kończy. Na ogół trzymamy się jednak i staramy się wspierać się nawzajem

 - powiedziała Anna.

Święta w czasach wojny. Pasterka o 15.00

 

Teraz Anna i jej bliscy przygotowują się do świąt Bożego Narodzenia, bo obchodzą je w katolickim obrządku.

- Szykujemy się do świąt, ale nie wiemy, jak to będzie. Może siądziemy do kolacji, a Rosjanie zrobią prowokację i obok będą latały rakiety. Ksiądz z pobliskiego kościoła już zaplanował pasterkę w dzień o godzinie trzeciej po południu. Tak, aby jeszcze nie było ciemno

- podkreśliła.

Na razie w mieście pracują sklepy, ale jedzenie jest bardzo drogie.

"Mamy trochę zapasów z lata — jakieś mrożone warzywa. Mamy też swoje kury tutaj na przedmieściach, więc są i jaja. Coś wymyślimy. Na stole wigilijnym na pewno pojawi się kutia. Będą też pierogi z kapustą i grzybami, sałatki" - powiedziała.

Przyznała, że wielkich wymysłów nie będzie, bo ona i jej rodzina nie mają za bardzo pieniędzy na to wszystko. Na co dzień pomaga w opiece nad chorą mamą swojego narzeczonego.

"Jakoś tak ostatnio myślałam, że nie za bardzo mamy świąteczny nastrój. Żyjemy jednak w takiej sytuacji, że być może są to nasze ostatnie święta. I nie mówię tego, żeby się żalić, tylko tak po prostu jest. Każdy moment mojego życia traktuję jako dar od Boga. Jestem wdzięczna za każdy dzień"

Dodała, że ona i jej najbliżsi są w o tyle dobrej sytuacji, że będą świętować razem. "My nie mamy na co narzekać. Wielu ludzi nie ma mieszkania, nie ma jedzenia. My nie mamy poczucia bezpieczeństwa, ale to inni ludzie cierpią znacznie bardziej" - dodała.

"Jestem bardzo wdzięczna Polsce i wszystkim Polakom za wsparcie i solidarność. Wielu moich znajomych z Polski stale pisze, współczuje, oferuje swoją pomoc. To wielkie wsparcie. Mam nadzieję, że po tym wszystkim będziemy mogli wam podziękować i zaprosić do odwiedzenia, aby pokazać, jak piękna jest Ukraina" - powiedziała na koniec. Życzyła wszystkim rodzinnych, spokojnych i pełnych pana Boga świąt.

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

 

#Ukraina

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
mk
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo