Tomasz Duklanowski poinformował w serwisie X, że wraz z ks. Kancelarczykiem dotarł z pomocą do Charkowa. Wyjaśnił, że cztery polskie siostry orionistki, które wspierają najuboższych w Charkowie, witały ich z radością i łzami w oczach. Mają one już przygotowaną listę osób, którym rozdane zostaną agregaty.
"Biednych nie stać na utrzymanie agregatu"
Ludzie w domach mają minus dwa, minus trzy stopnie. Śpią w kurtkach, przykryci wszystkim, co mają. Bo prąd włączany jest na trzy godziny w ciągu doby, a czasami nie ma go przez dwa dni. Dlatego tak ważne są agregaty. Ale wielu ludzi jest tak biednych, zwłaszcza emeryci, że nie stać ich na utrzymanie agregatu. Bo benzyna kosztuje tyle co w Polsce, a emerytura to 300 zł. Im damy śpiwory, które przywieźliście. No i termosy – też są nam bardzo potrzebne. Można w nich trzymać gorącą wodę, nagrzaną wtedy, gdy jest prąd
– mówiła Tomaszowi Duklanowskiemu siostra Renata.
"Oni świadomie atakują budynki cywilne"
Dodaje, że Rosjanie zrzucają rakiety i drony niemal codziennie. Po czterech latach wojny można do tego przywyknąć – i do tego, że giną w niej cywile.
„Odłamki strąconego drona uderzyły w nasz budynek. A gdy rakieta uderzyła za naszym domem, powstała dziura na kilka metrów. Oni świadomie atakują budynki cywilne
– mówi naszemu dziennikarzowi siostra Renata.
Siostry orionistki prowadzą dom samotnej matki, żłobek, a także dożywiają kilkuset bezdomnych w Charkowie. Zbiórkę na agregaty, a także konwój z pomocą humanitarną, zorganizował ks. Tomasz Kancalarczyk z Fundacja Małych Stópek przy wsparciu szczecińskiej Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz ludzi dobrego serca.