Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oraz Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) poinformowały o zarzutach wobec byłej premier kraju i przewodniczącej partii Batkiwszczyna Julii Tymoszenko. Polityk miała próbować przekupić posłów, by uzyskać określone wyniki głosowania w parlamencie. Czy mógłby Pan wyjaśnić czytelnikom Niezalezna.pl, jakie znaczenie dla Ukrainy ma postać Julii Tymoszenko? I jakie jest podłoże śledztwa przeciwko niej?
Tymoszenko i jej siła polityczna to wyjątkowe zjawisko w ukraińskiej polityce. Batkiwszczyna zasiada w parlamencie od 2002 r., żadna inna partia ukraińska nie ma tak długiej historii parlamentarnej. Została pierwszą kobietą premierem w historii Ukrainy, kilkakrotnie miała realne szanse na objęcie urzędu prezydenta. Konflikt z władzami jest dla niej stanem naturalnym. Wielokrotnie próbowano ją uwięzić pod różnymi zarzutami, ale próby te były daremne.
To, co z nią dzieje się teraz, jest zbiegiem kilku czynników i zdarzeń. Inne śledztwo w sprawie korupcji dotyczące firmy Energoatom [wszczęte w listopadzie ub.r. przez NABU i SAP] poważnie zmieniło układ sił w Ukrainie. Wpływy prezydenta Wołodymira Zełenskiego i jego partii osłabły, choć nadal są silne. Wzrosła rola parlamentu, a co za tym idzie, reprezentowanych w nim sił. Większość parlamentarna prezydenckiej partii Sługa Narodu faktycznie uległa destabilizacji, a Batkiwszczyna prawdopodobnie próbowała wykorzystać tę sytuację i odegrać rolę „złotej akcji” [mniejszości, która umożliwia wielkiemu graczowi utrzymanie kontroli]. Miała pomóc Słudze Narodu w zdobywaniu głosów w zamian za „dywidendy”.
Są jednak siły, którzy nie są zadowolone z tego stanu rzeczy. One chcą mieć wpływ na podejmowanie najważniejszych decyzji. Są to tak zwani działacze antykorupcyjni, którzy nie są zorganizowani w żadną siłę polityczną, lecz mają złożoną, rozgałęzioną strukturę: organizacje pozarządowe, deputowani ludowi [czyli niezrzeszeni parlamentarzyści], media, indywidualni blogerzy i dziennikarze, oraz same NABU i SAPO, które powstały wcześniej dzięki aktywnemu lobbingowi środowisk antykorupcyjnych.
To stosunkowo nowe zjawisko w ukraińskiej polityce i te antykorupcyjne siły systematycznie wchodzą w konflikt ze starymi elitami. Nowe oskarżenia przeciwko Tymoszenko są jednym z takich przypadków. Z Zełenskim środowiska antykorupcyjne również mają trudne relacje – raz współpracują, raz konfliktują się z obecnym obozem władzy. To zależy od tego, czy rządzący wykonują ich żądania (wskazówki, inicjatywy ustawodawcze, inne decyzje). Ich specyfika polega na tym, że bezpośrednio współpracują z partnerami międzynarodowymi i mają ich poparcie.
Czy śledztwo NABU i SAP z listopada ub.r. w sprawie korupcji w Energoatomie oraz obecne śledztwo przeciwko Tymoszenko to części tego samego procesu walki z korupcją? Czy w tym drugim jest np. czynnik polityczny, próba odwrócenia uwagi od pierwszego ze śledztw?
Połączenie śledztwa ws. korupcji w Energoatomie i oskarżeń przeciwko Tymoszenko w jeden proces jest możliwe tylko przy zastosowaniu logiki politycznej. Nie ma tu bezpośredniego związku. Choć działania NABU i SAP faktycznie wykraczają poza samą walkę z korupcją. Głośne ujawnienia korupcji są w rzeczywistości konsekwencją walki politycznej, co również nie jest złe.
Przeszukiwania Tymoszenki i postawienie jej zarzutów to naprawdę ciekawa sytuacja, bo taktycznie jest korzystna dla wszystkich: agencje antykorupcyjne udowadniają społeczeństwu swoją skuteczność; dla władz to rzeczywiście jest możliwość odwrócić uwagę od poprzednich skandali; zaś dla Tymoszenko to jej nowe „pięć minut”, udało się jej zwrócić na siebie uwagę. I polityk wykorzystuje tę sytuację w pełni.
Według danych socjologicznych naszej firmy, gdyby wybory w Ukrainie odbyły się teraz, Batkiwszczyna byłaby blisko wejścia do parlamentu. Dlatego to śledztwo może okazać się dla nich zbawienne.
Z perspektywy postronnego obserwatora z Warszawy to wygląda jak walka dawnych oligarchicznych klanów Ukrainy, które mimo wojny nie zmieniły metod. Tak samo walczą o podziały w biznesie jak i polityce. Czy podziela Pan tę opinię?
Jedną z nieoczywistych konsekwencji wojny na Ukrainie jest znaczny spadek wpływów grup oligarchicznych, które obecnie znacznie mniej uczestniczą w życiu politycznym. W rzeczywistości uznały one wiodącą rolę państwa w obronie kraju i odpieraniu zbrojnej agresji Rosji. Uzależniły się bowiem od skuteczności oporu państwa i społeczeństwa.
Procesy nieco bardziej się skomplikowały. Rozumiem, że mieszkańcom innych krajów europejskich trudno jest zrozumieć, co się u nas dzieje. Ponieważ żaden z nich nie mierzył się z takimi wyzwaniami od dawna. Nasz kraj jest w „trybie przetrwania” i wszystko, co nie wpisuje się w logikę sprawiedliwości społecznej, wywołuje ogromny rezonans, który niektórzy próbują wykorzystać – zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz.
Jednocześnie przywracany jest proces polityczny, który w pierwszych latach wojny był de facto zawieszony. Ale ten stan rzeczy nie może trwać w nieskończoność. Zmienia się układ sił, Zełenski jest zmuszony szukać nowych sojuszników, aby utrzymać kontrolę. Do tego dochodzi silna presja zewnętrzna. Cena błędnych decyzji państwowych rośnie. I jest pewien pozytyw w tym, że pojawiają się takie głośne sprawy – przestrzeń dla błędów i nieefektywności maleje.
Wydarzenia w Ukrainie nie mogą być opisane jako walka między klanami oligarchicznymi, to bardzo uproszczona interpretacja. Jaskrawym przykładem tego, że czas oligarchów minął jest Ihor Kołomojski [finansował kampanię prezydencką Zełenskiego w 2019 r.], który jest aresztowany od września 2023 r. i pełni jedynie rolę komentatora wydarzeń wokół Tymoszenko. [Kołomoski jest podejrzany o pranie brudnych pieniędzy w latach 2013-2020, oraz o zlecenie zabójstwa dyrektora jednej z firm prawniczych sprzed 20 lat]. Inni również schodzą na dalszy plan. Ponadto mamy wręcz kilka fal nowych polityków, choć nie zawsze odnoszących sukcesy, którzy nie są zorientowani na oligarchów. Kolejną falą są byli wojskowi, którzy z pewnością będą silnie reprezentowani w polityce. W związku z tym przestrzeń dla starych metod maleje.
[polecam: https://niezalezna.pl/swiat/moldawia-gruzji-ukraina-region-czeka-na-adekwatne-dzialania-usa-wobec-rosji/530429]
Według samej Tymoszenko wybory w Ukrainie są coraz bliżej i ktoś postanowił zacząć eliminować konkurentów. Czy była premier Ukrainy i trzykrotna kandydatka w wyborach prezydenckich naprawdę nadal ma poparcie wśród obywateli, czy ma jakieś poważne wpływy w środowisku politycznym, biznesowym?
Julia Tymoszenko to stary, niezatapialny lotniskowiec ukraińskiej polityki, ale nadchodzi umowna „era dronów” – nowych technologii. Dlatego lotniskowiec traci na znaczeniu. Jej najlepsze czasy minęły. Jeśli Tymoszenko i jej partia pozostaną w parlamencie po nowych wyborach, będzie to dla niej wielki sukces.
Plotki o tym, że „wkrótce będą wybory” krążą nieustannie. Wciąż jednak trudno sobie wyobrazić, jak je przeprowadzić w czasie wojny. Rakieta lub dron może w każdej chwili wlecieć do dowolnej miejscowości na Ukrainie.
Jednocześnie nikt nie wie, jak długo to potrwa. Dlatego możliwe, że w pewnym momencie zapadnie decyzja o przeprowadzeniu wyborów pomimo wojny, z wykorzystaniem technologii online. Owszem, nie wszyscy są co do tego przekonani, ale im dłużej będziemy pozostawać w sytuacji niepewności, tym więcej będzie zwolenników opinii, że nie da się żyć bez odnawiania władzy. Ukraina jest dziś europejskim liderem niestandardowych rozwiązań.
Wybory w czasie wojny nie są najlepszym rozwiązaniem, ponieważ wtedy walka polityczna się zaostrzy, rywalizacja stanie się ostrzejsza. Zdaje się, że działacze antykorupcyjni również nie zamierzają zaprzestawać. To będzie trudny i nieprzyjemny okres, ale po jego zakończeniu napięcia polityczne i społeczne opadną, co da nam pewną stabilizację.
Wiem, że różne siły polityczne w pewnych momentach zintensyfikowały przygotowania do wyborów, ale potem ich aktywność osłabła. Niektóre nawet utworzyły swoje sztaby wyborcze, ale potem je zamknęły. Dotyczy to również samej Batkiwszczyny, która aktywnie poszukuje potencjalnych kandydatów w regionach. Istnieje jeden zupełnie nowy projekt polityczny, który jest już szeroko wdrażany, a za nim prawdopodobnie stoi jeden z przyszłych kandydatów na prezydenta.
To trwa falami i prawdopodobnie jest powiązane z negocjacjami w sprawie zakończenia wojny. Ale w rzeczywistości sytuacja pozostaje niezmienna – nikt nie wie, kiedy i jak się to skończy. Wszystkie wcześniejsze prognozy okazały się błędne. Nie ma trybu turbo przygotowań do wyborów, ale nikt nie odpuszcza. Wszyscy są w stanie gotowości do startu.