Czasem ulegamy złudzeniu, że jeśli czegoś nie widzimy, to nie istnieje. Dobrym przykładem są jawne narzędzia rosyjskiej propagandy, jak Russia Today (RT). Po zakazie nadawania w Polsce i w całej Unii Europejskiej w 2022 roku wielu uznało sprawę za zamkniętą. Tymczasem Rosja po prostu zmieniła kierunek natarcia. RT nie zniknęła – przesunęła się. Ograniczona w Europie, zintensyfikowała działania w Ameryce Łacińskiej, Azji i przede wszystkim w Afryce. Zniknęła z naszego pola widzenia, ale nie z mapy.
Wypieranie Zachodu
Afryka zajmuje dziś w rosyjskiej strategii miejsce kluczowe. To nie jest poboczny teatr działań, lecz obszar, w którym Moskwa testuje i rozwija model ekspansji oparty na połączeniu wsparcia dla reżimów, operacji informacyjnych i gry na resentymencie postkolonialnym. Na początku 2026 roku pojawiły się informacje o intensyfikacji obecności RT w Senegalu: od czerwca 2025 roku działa tam biuro regionalne, a kanał zabiega o szerszą dystrybucję francuskojęzycznych treści, w tym poprzez naziemną telewizję cyfrową. Prowadzi intensywne szkolenia kadry i inwestuje w kampanie billboardowe.
Jeśli uzyska pełną zdolność operacyjną, zyska platformę umożliwiającą systematyczne oddziaływanie na cały pas Sahelu – Mali, Burkina Faso, Niger i inne państwa południowego skraju Sahary, które w ostatnich latach stały się laboratorium politycznych wstrząsów.
To tradycyjna strefa francuskich wpływów – i właśnie dlatego jest tak atrakcyjna dla Moskwy. Region ten zmaga się z kumulacją kryzysów: długotrwałymi suszami, falami ekstremalnych temperatur przekraczających okresowo 45°C, narastającym zagrożeniem głodu oraz chroniczną niestabilnością polityczną, której symbolem są kolejne zamachy stanu i rządy wojskowych junt. Te reżimy potrzebują wsparcia. Nie tylko broni i doradców wojskowych, lecz także narracji, która nada ich władzy sens i legitymizację. Antyzachodni, a zwłaszcza antyfrancuski przekaz staje się tu instrumentem politycznym. Rosja dostarcza go bez skrupułów.
Wybór Senegalu nie jest przypadkowy. Państwo to formalnie nie należy do Sahelu, lecz stanowi stabilniejszy, bardziej wiarygodny węzeł frankofońskiej Afryki Zachodniej. Właśnie dlatego jest użyteczne. Z bezpiecznego przyczółka można promieniować narracyjnie na kraje bardziej niestabilne, budując wizerunek Rosji jako alternatywy wobec Zachodu – alternatywy rzekomo „suwerennościowej”, „niekolonialnej”, „szanującej tradycję”.
Ta retoryka ma długą historię. Związek Sowiecki konsekwentnie wspierał ruchy dekolonizacyjne w Afryce, inwestując nie tylko w pomoc wojskową, lecz także w symbolikę i język walki o wyzwolenie. Moskwa przedstawiała się jako sojusznik narodów wyzyskiwanych przez imperia europejskie. Dzisiejsza Rosja świadomie odwołuje się do tego dziedzictwa, choć jej realne działania często polegają na wzmacnianiu autorytarnych struktur władzy i zabezpieczaniu dostępu do surowców.
Problem polega na tym, że Zachód w międzyczasie osłabił własną zdolność do obrony swojej obecności w Afryce. Krytyczna refleksja nad kolonialną przeszłością – sama w sobie potrzebna – przekształciła się w wielu środowiskach w jednostronne samopotępienie. Elity intelektualne w Europie i Ameryce Północnej coraz częściej mówią językiem winy, podczas gdy Rosja mówi językiem siły i suwerenności. W efekcie dawne mocarstwa kolonialne tracą pewność narracyjną, a ich obecność gospodarcza i militarna bywa przedstawiana wyłącznie jako kontynuacja eksploatacji.
Moskwa tę lukę wykorzystuje. Nie dlatego, że oferuje Afryce bardziej atrakcyjny model rozwoju, lecz dlatego, że potrafi instrumentalizować postkolonialne resentymenty w sposób brutalnie pragmatyczny. Tam, gdzie Zachód prowadzi debatę o swojej przeszłości, Rosja buduje wpływy w teraźniejszości. I robi to konsekwentnie.
Nowe narzędzia
Russia Today to niejedyne narzędzie ani najbardziej wyrafinowane. Jedna z najlepiej opisywanych przez zachodnie instytucje analityczne prób oddziaływania na ten kontynent to Africa Initiative. Formalnie to rosyjska agencja prasowa ukierunkowana na Afrykę. Codziennie produkuje treści w kilku językach ma swoją niepozorną domenę, która przy pobieżnym oglądzie nie sprawia wrażenia zaawansowanej technicznie ani estetycznie. Pisze o problemach państw afrykańskich z perspektywy rosyjskiej i perspektywy wspieranych przez Moskwę reżimów wojskowych. Porusza także kwestie globalne, wspierając rosyjską dezinformację na przykład w sprawie agresji na Ukrainę.
Pozornie jest to zatem jedno z wielu narzędzi i to wcale nie najbardziej imponujące. Ale to tylko skorupa, pod którą kryją się działania znacznie szersze i bardziej wyrafinowane. Rosja bowiem oferuje także szkolenia i akademie dziennikarskie, daje stypendia, a przede wszystkim wspiera udające NGO organizacje w Afryce, które podają treści African Initiative dalej. Więcej, wykorzystuje nowoczesne narzędzia, jak AI, do generowania treści wideo, pozycjonowania ich i powielania przez cyfrowe trolle. Odbiorcy tak generowanych narracji nawet nie są świadomi ich związków z African Initiative ani tym bardziej ich rosyjskiego pochodzenia.
W ten sposób Rosja chce wyprzeć z wpływu na Afrykę tradycyjne europejskie media, jak choćby France24, i budować na kontrze do nich i na kontrze do zachodniej perspektywy środki oddziaływania.
Wagner wciąż żywy
To wszystko jest zaledwie zewnętrzną powłoką dla realnych, mających już wymiar militarny, działań, które wiążą słabe często i krwawe reżimy wojskowe w Afryce z Rosją. Częścią tych działań jest handel bronią. Tu Rosja nie jest monopolistą, ale zajmuje istotną część na rynku, bo od niej pochodzi około 20 proc. broni kupowanej w Afryce, choć faktyczna skala jest teraz trudna do ustalenia.
Dla reżimów totalitarnych istotniejsze jest jednak bezpośrednie wsparcie militarne, jakiego do 2023 roku udzielała im Grupa Wagnera. Jak wiemy, losy tej grupy skomplikowały się po nieudanej próbie puczu wojskowego, a potem po śmierci Prigożyna. Nie przestała jednak istnieć. Oficjalnie rozproszyła swoje działania na kilka podmiotów, segmentując swoje cele. Ten oficjalnie prywatny biznes został także w pewnym sensie znacjonalizowany, a przynajmniej w najbardziej wrażliwych sektorach podporządkowany bezpośrednio oficjalnym organom federacji rosyjskiej.
Dla nas najistotniejsza jest tu odnoga zbrojna w Afryce, która teraz działa pod nazwą Africa Corps i stanowi istotny trzon służb bezpieczeństwa w Mali, skąd wycofali się Francuzi, oraz w Burkina Faso.
Obiecują Rosjanie wojskowym watażkom bezpieczeństwo, ale przypomina ono trochę ten rodzaj ochrony, jaką zapewniają grupy mafijne. Swoją obecnością faktycznie czynią one afrykańskich wojskowych rosyjskimi zakładnikami, a przedstawiciele junty wiedzą, że ochrona łatwo może przerodzić się w ich obalenie w przypadku nieposłuszeństwa.
Na co to Rosji
Utrzymanie takich zasobów jest oczywiście pewnym obciążeniem dla rosyjskiego budżetu. Może nie najistotniejszym, ale w kontekście gospodarki wojennej i coraz większej presji ekonomicznej ważnym. Ma z tego Rosja jednak wymierne korzyści.
Przede wszystkim jest to istotny element strategii, którą ładnie można nazwać wspieraniem przez Rosję świata wielobiegunowego, mniej ładnie – marginalizacją Zachodu, a brutalnie – częścią wielkiej wojny, jaką Rosja z Zachodem prowadzi. Każdy kawałek zdobyty przez Rosję w Afryce jest zmniejszeniem zachodniego oddziaływania. Rosja także brutalnie wykorzystuje afrykańskie zależności do budowania swoich narracji w instytucjach międzynarodowych, dzięki czemu w głosowaniach nad rezolucjami potępiającymi Rosję bądź sankcjami na nią nakładanymi może liczyć na poparcie bądź kluczowe dla niej wstrzymanie się od głosu.
Afryka to także dla Rosji cenny rynek w kontekście ograniczeń sankcyjnych, daje jej dostęp do nowych zasobów ekonomicznych i surowców do eksploatacji, choćby w kontekście biznesu atomowego. Siła Rosji jest tu oczywiście wielokrotnie słabsza niż coraz bardziej ekspansywnych w Afryce Chin, ale można powiedzieć, że względem Państwa Środka komplementarna. Realizując swoją taktykę, Rosja ułatwia Chinom wypieranie z Afryki Zachodu, a zarazem jest ona partnerem na tyle słabym, że w wymiarze strategicznym nie może zagrozić chińskim interesom. Chiny intensywnie i niezwykle konsekwentnie budują sieci zależności ekonomicznych, na które nie mogą sobie pozwolić Rosjanie.
W tym sensie walka o Afrykę jest po części naszą wojną, bo ma istotny wpływ na globalny układ sił. Putinowi daje to możliwość pokazywania, że nie jest izolowany na arenie międzynarodowej i że Rosja ma jakikolwiek globalne znaczenie. Stanowi też, poprzez swoje wpływy w Afryce, coraz silniejszy czynnik destabilizujący Zachód politycznie i cywilizacyjnie. Te wpływy to bowiem nie tylko Sahel, lecz także Libia, a w pewnym stopniu również Algieria i Egipt. A to oznacza, że z Afryki Rosjanie mogą częściowo stymulować presję migracyjną na Zachód. To już jest zaś plan, który może trwale zmienić politycznie świat zachodni.
#GazetaPolska | Wybór Nawrockiego. Wielkość czy bylejakość?#Nawrocki @Nawrocki25 pic.twitter.com/U7q3lurYB4
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) March 9, 2026