W poniedziałek miała się odbyć w Gruzji pierwsza duża parada równości. W Gruzji już wcześniej kilkukrotnie podejmowano próby przeprowadzenia parad równości, lecz za każdym razem spotykały się one z ostrą reakcją. Akceptacja dla lewackiej ideologii LGBT jest w tym kraju bardzo niska.
Od rana w poniedziałek setki przeciwników organizowania "marszu równości" protestowało przed parlamentem w Tbilisi. Jak wynika z nagrań publikowanych przez lokalną telewizję, niektórzy z nich atakowali policję i dziennikarzy. Doszło do ataku na biuro aktywistów LGBT i napaści na dziennikarzy – co najmniej kilkunastu z nich trafiło do szpitali z obrażeniami. Wśród rannych jest też polski turysta, który według niektórych został zaatakowany za kolczyk w uchu. Prawdopodobnie jednak rejestrował on zamieszki (miał przy sobie sprzęt do nagrywania) i stąd padł ofiarą napaści, której oczywiście absolutnie nie można usprawiedliwiać.
Przeciwko paradzie wypowiadał się premier Gruzji Irakli Garibaszwili, mówiąc, że jest ona "nieakceptowalna przez większość społeczności gruzińskiej". Wcześniej władze Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego wezwały swoich wiernych do zgromadzenia się w poniedziałkowe popołudnie w celu wspólnej modlitwy przeciwko homo-paradzie. Niektórzy popi brali zresztą udział w rozpędzaniu marszu.
Opór społeczeństwa gruzińskiego wobec propagandy LGBT faktycznie jest duży. Tęczowe flagi szybko zdarto, a na ich miejsce zawieszono flagi gruzińskie. Biuro lewicowej organizacji pozarządowej, które organizowało marsz, zostało zniszczone. A po wszystkim mieszkańcy tańczyli wesoło na ulicach.
Tak Gruzini zakonczyli początek tęczowej parady w Tbilisi ?. Warszawo bierz przykład ? pic.twitter.com/VJ3SuCFfjI
— Marek Szafraniec (@MarekSzafr) July 5, 2021
A tak cieszyli się przeciwnicy parady #LGBT w Tbilisi. pic.twitter.com/5FSxNBNA91
— Magda Mirecka (@MagMirec) July 5, 2021