Coraz więcej ofiar śmiertelnych po eksplozji w fabryce fajerwerków w chińskiej prowincji Hunan. Najnowsze informacje przekazane przez agencję Xinhua mówią już o 37 zabitych. W szpitalach nadal przebywa 51 rannych, a los jednej osoby wciąż pozostaje nieznany.
Potężna eksplozja i ewakuacja mieszkańców
Do wybuchu doszło w poniedziałkowe popołudnie w zakładach Huasheng w mieście Liuyang. Siła detonacji była ogromna — według relacji świadków w pobliskich budynkach popękały szyby, a część okien została dosłownie wyrwana z framug. Służby szybko wyznaczyły strefę bezpieczeństwa o promieniu trzech kilometrów i zarządziły ewakuację okolicznych mieszkańców.
Władze reagują po katastrofie
Po tragedii chińskie władze zdecydowały o czasowym wstrzymaniu działalności wszystkich zakładów pirotechnicznych w prowincji Hunan. Ma to umożliwić przeprowadzenie szeroko zakrojonych kontroli bezpieczeństwa. Policja poinformowała również o zatrzymaniu ośmiu osób, które mogą mieć związek z doprowadzeniem do katastrofy.
Pośpiech przy realizacji zamówień?
Prowincja Hunan jest kluczowym ośrodkiem produkcji fajerwerków w Chinach i odpowiada za około 70 proc. eksportu tej branży. Jak podaje hongkoński dziennik „South China Morning Post”, część zakładów miała w ostatnich tygodniach znacząco przyspieszyć produkcję, by zdążyć z wysyłką towaru do Stanów Zjednoczonych przed obchodami Dnia Niepodległości 4 lipca.
Dodatkową presję miał wywoływać coroczny zakaz produkcji obowiązujący od czerwca do sierpnia. Władze wprowadzają go ze względu na wysokie temperatury, które zwiększają ryzyko pożarów i eksplozji w zakładach pirotechnicznych.