Na charakterystyczne pomarańczowe rejestratory (z napisami MŁP-14-5 i „Flight Recorder”) natrafiono najpierw wczesnym popołudniem, po godz. 14:30. Według rosyjskich protokołów urządzenia te nie były uszkodzone, a po dokładnych oględzinach zostały spakowane do polietylenowych worków i zabrane.
Wieczorem takie same skrzynki - z identycznymi napisami i tego samego koloru - zostały odnalezione w Smoleńsku ponownie. Tyle że nosiły już ślady „rozległych i licznych” uszkodzeń. Po oględzinach włożono je do kartonowych pudeł, które zalepiono taśmą.
Protokół popołudniowy
Pierwszy protokół dotyczy oględzin wrakowiska, rozpoczętych o godz. 14:30. Zawiera on dość dokładny opis dwunastu znalezionych obiektów, w tym charakterystycznej pary pomarańczowych skrzynek tworzących rejestrator pokładowy MŁP-14-5 (MSRP-64M-6, zapisujący parametry lotu na taśmie magnetycznej). Znaleziono je „w toku oględzin sektora nr 12”.
Najważniejsza część protokołu oględzin brzmi: „Na prawo od obiektu nr 6 w kierunku na wschód znaleziono pokładowy rejestrator MŁP-14-5 w obudowie koloru pomarańczowego o kształcie cylindrycznym. W chwili oględzin uszkodzeń obudowy nie stwierdzono”. Skrzynkę tę oznaczono jako obiekt nr 7.
Chwilę później rosyjscy funkcjonariusze natrafili na drugi element (obiekt nr 8) tego samego rejestratora. Jak czytamy w protokole:
Następnie z dokumentów dowiadujemy się, że „obiekty nr 7 i nr 8 zostały zabezpieczone we właściwy sposób celem przekazania ich w następnej kolejności przedstawicielom MAK”. Jak je zabezpieczono?
Podsumowując: rosyjscy funkcjonariusze odnaleźli po godz. 14:30 najważniejszy dowód w badaniu katastrofy - rejestrator parametrów lotu z Tu-154 - stwierdzili, że nie jest on uszkodzony, zapakowali go w polietylenowe worki, oznakowali i zabrali z miejsca katastrofy „celem przekazania MAK”.
Protokół wieczorny
Ale tego samego dnia o godzinie 20:30 oględziny sektora nr 12 odbyły się ponownie. I z tych czynności także sporządzono stosowny protokół. Czytamy w nim, że - uwaga - „trzy metry na wschód od fragmentu skrzydła i cztery metry od strony północnej ujawniono rejestrator pokładowy koloru pomarańczowego”.
Dalej znajduje się kluczowy fragment dokumentu:
Co dalej stało się z urządzeniem?
W drugim elemencie składającym się na rejestrator MŁP-14-5 także stwierdzono poważne uszkodzenia: „Oględziny przenoszą się do rejestratora pokładowego nr 2. Rejestrator pokładowy nr 2 ma kształt okrągłego pomarańczowego przedmiotu. W górnej części rejestratora znajduje się napis: «MŁP 14-5. Awaryjny rejestrator Flight Recorder». W górnej części rejestratora znajdują się dwa uchwyty, na jednym z nich widać uszkodzenie w postaci wgięcia. Na obudowie widać liczne i rozległe uszkodzenia osłony azbestowej. Powyższy rejestrator pokładowy zabezpieczono w trakcie oględzin miejsca zdarzenia. Wyżej wymieniony rejestrator zapakowano do pudełka kartonowego i zaklejono skoczem [taśmą klejącą]. Na pudełku naklejono białą kartkę papieru z notatka informującą : «Rejestrator pokładowy nr 2». Na powyższej kartce papieru umieszczono podpisy osób uczestniczących w czynnościach oraz śledczego, przystemplowano pieczęcią MMSUT SK przy Prokuraturze FR. W trakcie zabezpieczenia rejestratorów pokładowych osłony nie otwierano”.
A zatem wieczorem w tym samym sektorze wrakowiska Rosjanie po raz drugi znaleźli rejestrator MŁP-14-5, który - jak wynika z protokołów - wcześniej w stanie nieuszkodzonym został zapakowany do worków i przekazany MAK!
Fotografie na wiarę
Oba opisujące to rosyjskie protokoły - zarówno popołudniowy, jak i wieczorny - kryją jeszcze jedną tajemnicę. Chodzi o dołączoną do nich dokumentację fotograficzną, którą eksperci podkomisji poddali gruntownej analizie (dziwne, że nie zrobiła tego prokuratura, od lat dysponująca owym materiałem). Płynące z niej wnioski zdumiewają.
Przypomnijmy: chodzi o materiał zdjęciowy dotyczący odnalezienia najważniejszego materiału dowodowego w śledztwie.
I tak: fotografie dołączone do protokołu popołudniowego, czyli opisującego oględziny czarnych skrzynek rozpoczęte po godz. 14:30, to kopie dwudziestu zdjęć wklejonych w edytor tekstu i wydrukowanych. Jaką można mieć pewność, że przedstawiają one czynności z tego okresu? Niestety nie możemy mieć żadnej. Gdy bowiem sprawdzi się dokumentację źródłową towarzyszącą tym kopiom fotografii, czyli pliki jpg - a dokładniej ich tzw. metadane (informacje o danym zdjęciu zapisane w pliku) - okazuje się, że daty wykonania tychże zdjęć... nie pokrywają się z datą oględzin. Same karty z kopiami fotografii także pozostawiają wiele do życzenia. W jednym miejscu brakuje bowiem trzech zdjęć, które Rosjanie po prostu z jakichś sobie tylko znanych względów usunęli, gdyż w kartach pozostały wyłącznie opisy obrazów.
Jednym słowem: protokołom opisującym dokonane po godz. 14:30 oględziny czarnych skrzynek nie towarzyszy żadna wiarygodna dokumentacja fotograficzna. Co więcej - ta, która jest, sprawia wrażenie wybrakowanej, wprowadzającej w błąd, a wręcz fałszywej.
A co ze zdjęciami dołączonymi do protokołów oględzin, które przeprowadzono 10 kwietnia 2010 r. między godz. 20:30 a 22:40? Tu wiadomo jeszcze mniej, ponieważ w aktach są tylko kopie zdjęć wklejonych w edytor tekstu. Nie ma ani dokumentacji źródłowej - a więc plików w formacie jpg, dzięki którym można by określić czas wykonania fotografii, markę aparatu itd. - ani nawet opisu zdjęć pozwalającego przypisać je do konkretnych obiektów i czynności. Nie pomaga przy tym jakość samych fotografii, które wykonane zostały w takim powiększeniu, iż nie da się powiedzieć, w jakim miejscu i w otoczeniu jakich elementów znaleziono poszczególne elementy tupolewa, w tym rejestratory lotu.
Mówiąc wprost: twierdzenia, że te zdjęcia zostały zrobione 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, można przyjąć tylko na wiarę.