Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Czy zrabowali słynne jajo Fabergé? Morderców zwabił złoty majątek „Lalka”

O złocie, antykach, dolarach Waldemara H. – wójta gminy cygańskiej – krążyły legendy. Złocie, antykach, dolarach… To miał być rabunek, ale sprawcy nie wahali się zabić każdego, kto stanął na ich drodze. W okrutny sposób zamordowali „Lalka”, jego 18-letniego syna i młodą kobietę. Niewiele brakowało, aby pozostali bezkarni. Ostatecznie usłyszeli dwa wyroki. Najpierw wydany przez sąd cygański – na „wygardzenie”. Dopiero później skazujący na więzienie.

– Czyste zło. Niewyobrażalne bestialstwo z powodu chciwości – ocenia Przemysław Radzik, którego czytelnicy „Gazety Polskiej” znają jako sędziego.

Niewielu jednak wie, że w przeszłości pracował jako prokurator i prowadził bardzo poważne śledztwa, m.in. przeciwko gangsterom z bandy „Carringtona”. Wyłącznie dzięki jego determinacji skazano sprawców potwornej zbrodni sprzed lat w Lubuskim. – Każdy prawnik uczestniczy w setkach spraw budzących ogromne emocje, ale dokładnie pamięta okoliczności zaledwie kilku. Tej z Nowej Soli nigdy nie zapomnę.

Trzy ofiary!

To był koszmar! W domu przy ulicy Narutowicza w Nowej Soli znaleziono trzy ciała – mężczyzn i kobiety, przywiązane do krzeseł, a wokół nich kałuże zaschniętej krwi. Ofiary nie żyły od kilku dni. Już wstępne oględziny bezspornie wskazały, że przed śmiercią byli torturowani. Sekcje zwłok to potwierdziły.

38-letni Waldemar H. nazywany „Lalkiem”, wójt miejscowej gminy cygańskiej z ogromnymi wpływami w romskiej wspólnocie, został brutalnie pobity i zadźgany wieloma ciosami nożem. Zginął również jego 18-letni syn noszący to samo imię – dlatego nazywany Waldemarem młodszym. Trzecia ofiara to 20-letnia Anna W., Polka, która pomagała rodzinie H. w prowadzeniu gospodarstwa. Dwoje młodych ludzi miało poderżnięte gardła. Ciała odnaleziono 24 czerwca 1991 roku, ale ustalono, że do potwornej zbrodni doszło cztery dni wcześniej. Późnym wieczorem, między godziną 20 a północą. 

Wpuścił morderców

Podczas śledztwa Prokuratury Wojewódzkiej w Zielonej Górze dość szybko wyciągnięto kluczowe wnioski. Po pierwsze – zbrodni musiało dokonać kilka osób. Jeden napastnik nie poradziłby sobie z potężnie zbudowanym mężczyzną, który w przeszłości trenował boks.

Po drugie – Waldemar H. musiał znać morderców, których dobrowolnie wpuścił do domu. Nie tylko dlatego, że brakowało jakichkolwiek śladów włamania. Jego posesja przypominała małą twierdzę – kraty w oknach, na podwórku biegały dwa wielkie psy obronne, a przede wszystkim „Lalek” był bardzo nieufny wobec obcych. Nie wpuściłby nieznajomych, tym bardziej późnym wieczorem czy wręcz w nocy. I trzecia kwestia, która nie budziła żadnych wątpliwości. To był mord na tle rabunkowym – cały dom „Lalka” został splądrowany, powyrzucano wszystko z szuflad i szaf, niektóre meble i elementy wyposażenia zostały wręcz porozbijane w poszukiwaniu skrytek z cennymi przedmiotami. Z tego też powodu sprawcy torturowali ofiary.

Zbiór „Lalka”

O bogactwie Waldemara H. legendy krążyły wśród Romów. Nie tylko w Nowej Soli, ale dosłownie w całym kraju. Nie było żadną tajemnicą, że posiadał sporo gotówki, m.in. w dolarach i ówczesnych markach niemieckich, ale przede wszystkim miał ogromną kolekcję wyrobów jubilerskich ze złota w różnej postaci (pierścionki, łańcuszki, medaliony, sygnety itp.), dzieł sztuki, antyków i ikon, cennych numizmatów, chociażby tzw. świnki, czyli złote rosyjskie pięciorublówki.

Plotka głosiła, że „Lalek” miał nawet jedno ze słynnych jaj Fabergé – wyjątkowo cennych dzieł sztuki złotniczej, wykonywanych na specjalne zamówienie cara; ze złota, kamieni szlachetnych, kości słoniowej, masy perłowej. Tego jednak nigdy nie udało się zweryfikować. 

– Kłopot polegał na tym, że Waldemar H. nie katalogował swoich zbiorów, nigdy nie istniał żaden ich spis. Dlatego do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę skradziono tamtej nocy

– wspominał sędzia Radzik, który powątpiewa, aby H. posiadał oryginalne jajo Fabergé.

– Bo ono wykraczało poza jego możliwości finansowe. Mowa bowiem o milionach dolarów za egzemplarz. Bardziej prawdopodobne, że kupił od kogoś replikę, która jednak również mogła być bardzo cenna.

Wpadka na granicy

Przełom w poszukiwaniach sprawców zbrodni nastąpił w sierpniu. Wtedy na przejściu granicznym w Świecku wpadł obywatel Niemiec, przy którym znaleziono charakterystyczny sygnet – niewątpliwie należący do Waldemara H., bo miał wygrawerowaną dedykację. 

To zapoczątkowało serię zatrzymań. Najpierw kilku mieszkańców Inowrocławia, paserów, którzy wskazali, od kogo kupili zrabowane w Nowej Soli precjoza lub dzieła sztuki.

Dzięki temu wytypowano sprawców mordu: Szymona G., Jacka D. ps. Donbas i Hieronima D. Ten pierwszy okazał się Romem. Podobnie jak wspólnicy: Zbigniew W., Aleksander G. i Sandryno L. Niektórzy byli… bliskimi krewnymi „Lalka” i jego syna. Żaden nie przyznał się do winy. 

Bez litości 

Podczas śledztwa ustalono, że napastnicy dostali się do domu „Lalka” podstępem. Sandryno L. umówił spotkanie pod pozorem sprzedaży złota, a Waldemar H. zaprosił go do siebie. Gdy otworzył drzwi, do środka weszli również „Donbas”, Szymon G., Hieronim D. Gospodarz ich znał, więc początkowo niczego złego nie podejrzewał, ale atak nastąpił błyskawicznie. Waldemar H. wprawdzie próbował walczyć, nie miał jednak szans w starciu z grupą bezwzględnych oprychów, którzy nożami zadawali ciosy. Rannego przywiązali do krzesła. Podobnie jak Annę W., która również była w domu.

Oprawcy nie mieli litości nawet dla niej. Obie ofiary były brutalnie torturowane, aby zdradziły, gdzie są schowane pieniądze i cenne przedmioty. Wskutek odniesionych obrażeń „Lalek” zmarł, a młodej kobiecie poderżnięto gardło.

Gdy rozgrywał się dramat przy ul. Narutowicza, Waldemar młodszy przebywał u znajomych, ale na własne nieszczęście późnym wieczorem wrócił do domu. Mordercy jeszcze byli w środku. Ledwo przekroczył próg, został obezwładniony przez napastników i natychmiast zabity – w ten sam sposób co Anna W.

Po wyjeździe z Nowej Soli dotarli do zajazdu w pobliżu Torunia. Później ruszyli do Niemiec i Holandii, gdzie próbowali tamtejszym Romom sprzedać zrabowane przedmioty. Bezskutecznie, bo wieść o zabójstwie „Lalka” szybko się rozniosła dosłownie po całej Europie. Dlatego wrócili do Polski i tutaj szukali paserów.

Porażka prokuratury

Jesienią 1992 roku prokuratura skierowała do Sądu Wojewódzkiego w Zielonej Górze akt oskarżenia. O dziwo dokument był więcej niż skromny. Choć dotyczył koszmarnej zbrodni, ograniczał się do zaledwie kilku kartek, na których bardzo lakonicznie opisano stan faktyczny.

Takie podejście, być może wskutek przekonania o winie oskarżonych, przyniosło fatalny efekt. Podczas procesu wyszło na jaw, że zrezygnowano z przesłuchania kluczowych świadków, zlekceważono niektóre ślady zabezpieczone na miejscu zbrodni, nie obalono skutecznie alibi podejrzanych, choć bardzo wątpliwego… W konsekwencji w lipcu 1994 roku sąd uniewinnił Jacka D., Szymona G., Hieronima D. od zarzutu potrójnego zabójstwa!

Sąd Apelacyjny w Poznaniu wprawdzie uchylił ten wyrok, ale równocześnie zwrócił sprawę prokuraturze „celem usunięcia istotnych braków postępowania przygotowawczego”. Trudno o boleśniejszą porażkę.

W grudniu 1997 roku śledztwo zostało zawieszone i przez kolejne dwa lata nie działo się absolutnie nic, co wywołało oburzenie opinii publicznej. Tym bardziej że pojawiły się informacje, jakoby zamieszani w mord w Nowej Soli popełniali nowe brutalne przestępstwa.

Wygardzeni

Zarówno Waldemar H. i jego syn, jak i niektórzy podejrzani o udział w mordzie, do którego doszło w Nowej Soli, należeli do społeczności cygańskiej – polska Roma. Jeszcze w trakcie procesu do prokuratury dotarła informacja, że Szymonem G. i jego wspólnikami będącymi Romami zajął się cygański sąd – „wyrok” był jednoznaczny. Zostali wygardzeni, czyli po wsze czasy wyłączeni ze społeczności. Taka osoba staje się „niewidoczna”, nikt nie może z nią rozmawiać, podawać jej ręki ani zasiadać z nią do wspólnego stołu. Dla Romów to nierzadko kara znacznie surowsza niż pobyt w więzieniu.

Nowe dowody

Przełom nastąpił jesienią 1999 roku. Z Częstochowy nadeszła informacja, że podejrzany w innej sprawie mężczyzna ujawnił, iż Jacek D. zrelacjonował mu przebieg zbrodni w Nowej Soli, a nawet pokazywał niektóre ze skradzionych precjozów. Wtedy śledztwo przejął Przemysław Radzik, wówczas młody prokurator z zielonogórskich „pezetów”. – W pierwszej kolejności zrobiłem inwentaryzację dowodów, bo panował gigantyczny bałagan. Wtedy wyszło na jaw, że niektóre… zniknęły! Równocześnie jednak odkryłem ślady krwi na odzieży ofiar, które jeszcze nadawały się do badań – wspomina Radzik, który podkreśla ogromną pomoc bliskich Waldemara H. – Udało mi się przełamać ich nieufność do wymiaru sprawiedliwości, a nawet nakłonić do pomocy w ściganiu sprawców – dodaje.

Za ich zgodą, a także matki Anny W., przeprowadzono ekshumacje, a dzięki temu uzyskano nowy materiał do badań biologicznych. Zdobył też cenne zeznania świadka incognito, że „Donbas” chwalił się zabójstwem Waldemara H. To samo miał mówić Szymon G. – o tym mówił inny świadek.

Doprowadził do ekstradycji Sandryno L., który ukrywał się w Wielkiej Brytanii. Przede wszystkim jednak obalił alibi sprawców, a wystarczyło przesłuchać personel zajazdu, do którego dotarli w noc zabójstwa. O dziwo, podczas pierwszego śledztwa tego nie zrobiono. Takich działań było znacznie więcej.

Najważniejszy okazał się finał. Po czterech latach tytanicznej pracy – w marcu 2003 r. – sporządzony został nowy akt oskarżenia. Tym razem sądy w Zielonej Górze i Poznaniu nie miały żadnych wątpliwości. Wszyscy zamieszani w bestialski mord w Nowej Soli zostali skazani na wieloletnie więzienie!

Źródło: Gazeta Polska

NAJNOWSZE Polska