Gen. Grzegorz Gielerak, wybitny znawca medycyny wojskowej i cywilnej, od lat zajmuje się punktowaniem ich słabych punktów, wskazuje na pojawiające się ryzyka i konieczność niezbędnych reform. Tym razem dyrektor WIM pochyla się nad kwestią trzydziestodniowej operacji obronnej na wschodniej flance NATO. Twarde dane, zweryfikowane przez trwający za naszą wschodnią granicą od 2022 r. pełnoskalowy konflikt, brutalnie zderzają się z administracyjnym i urzędniczym optymizmem, a także z praktykowanym przez lata założeniem, że w naszej części regionu nie dojdzie już do wojny.
Jak podkreśla generał, „analizy NATO dotyczące trzydziestodniowej operacji obronnej na flance wschodniej prognozują 150 rannych na dobę z jednego kierunku operacyjnego, 200-300 w dniach najcięższych walk, a przy równoczesnej obronie na wszystkich kierunkach – 800-1200 w skali kraju”.
Do tego dochodzi niezwykle istotny czynnik terytorialny. W każdym scenariuszu bałtyckim, trasa ewakuacji rannego z frontu wschodniego prowadzi przez Polskę.
To, czy żołnierz przeżyje i będzie mógł być ewakuowany dalej, zależy wyłącznie od natychmiastowej stabilizacji na miejscu – w ramach krajowego systemu medycznego.
– podkreśla ekspert.
Gen. Gielerak przypomina, że jedną z odpowiedzi na te wyzwania jest projekt modułowych szpitali z żelbetu, powstający na Politechnice Wrocławskiej. Koncepcja zakłada budowę czterech modułów o łącznej powierzchni 350 mkw., wkopanych ponad 6 metrów pod ziemię. Jak przytacza ekspert, "(są one – red.) odporne na ostrzał artyleryjski kal. 152 mm, z dwiema salami operacyjnymi, polowym bankiem krwi, 72-godzinną autonomią zasobową oraz obroną przeciwdronową, walką radioelektroniczną i kamuflażem multispektralnym”. W tak zabezpieczonym środowisku, podczas 48-godzinnego cyklu, od dwóch do czterech zespołów chirurgicznych jest w stanie wykonać 10 zabiegów i prowadzić 15 pacjentów intensywnej terapii.
Jak zauważa gen. Gielerak, radykalne zawężenie kompetencji do tzw. Damage Control Surgery (chirurgii kontroli obrażeń) i stabilizacji rannych nie jest ułomnością, lecz największą zaletą systemu. Zasadę tę doskonale ujął Clayton Manning z US Army, dowódca największego (mieszczącego się w zaledwie czterech kontenerach) szpitala polowego: „dwanaście łóżek utrzymanych blisko frontu znaczy więcej niż sto czterdzieści osiem tam, dokąd ranny nigdy nie dotrze”.
Spis szpitali to nie plan obronny
Zabezpieczenie na linii frontu to jednak zaledwie pierwszy krok. Nawet najlepiej wyposażony schron medyczny traci sens, jeśli nie ma dokąd ewakuować ustabilizowanego pacjenta. Wymaga to stworzenia zorganizowanej krajowej sieci – systemu o jasnych węzłach i połączeniach. Dyrektor WIM kategorycznie odróżnia ewidencję od prawdziwej gotowości operacyjnej. Różnica między ewidencją a planem to nie tylko bowiem kwestia nazewnictwa.
Tłumaczenie jest proste:
• Spis jedynie podlicza łóżka i adresy i mówi o tym, czym dysponujemy.
• Plan zamienia te adresy w realną przepustowość, z góry przydzielając konkretnemu węzłowi trasę ewakuacji, strumień rannych i zapas zasobów na pierwszą dobę konfliktu.
Kluczowa jest też znajomość własnych limitów. Wymagania wobec węzłów (czyli szpitali) są bowiem drastyczne: z danego kierunku aż 70 proc. rannych będzie wymagało operacji, ponad 20 proc. leczenia na OIOM-ie, a zapotrzebowanie na krew wyniesie od 200 do nawet 500 jednostek dziennie w dniach najcięższych strat.
Cztery decyzje, na które czeka system
Początkowy warunek jest niezbędny. Medyczna tarcza Polski nie powstanie bez ścisłej współpracy dwóch resortów. Ministerstwo Zdrowia musi wnieść do systemu swoje szpitale, kadry i finansowanie, a Ministerstwo Obrony Narodowej – wojskowe procedury oraz prognozy strat. Aby skutecznie zestroić te środowiska w jeden wojenny organizm ratunkowy, konieczne jest natychmiastowe przypieczętowanie czterech strategicznych decyzji na szczeblu centralnym.
- Wspólny katalog zadań: Szpitale muszą posiadać standardy NATO wpisane oficjalnie przez wojewodów do planów zabezpieczenia.
- Taryfa gotowości: Finansowanie powinno obejmować samą zdolność do podjęcia natychmiastowych działań, a nie tylko wykonane świadczenia.
- Medycyna taktyczna dla cywilów: Lekarze wojskowi muszą regularnie szkolić cywilne zespoły medyczne.
- Ćwiczenia MASCAL: Przyjęcia rannych ze zdarzeń masowych muszą być regularnie ćwiczone i rygorystycznie rozliczane z uzyskanego wyniku, a nie z samej obecności na szkoleniu.
***
Mechanizmy finansowe na wdrożenie tych zmian już ruszają. Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej rezerwuje na ten cel gwarantowane środki na poziomie co najmniej 0,3 proc. PKB rocznie. Z tej puli, na podstawie podziału dokonanego przez MSWiA, zabezpieczono fundusze (ok. 1,16 mld zł na 2026 rok) dla województw wschodniej rubieży obrony (mazowieckie, lubelskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie). Kolejny miliard płynie z Subfunduszu Infrastruktury Strategicznej Ministerstwa Zdrowia na wzmocnienie odporności placówek na kryzysy.
Pieniądze i podpisy na dokumentach mają jednak swój termin ważności. Jak konkluduje gen. Gielerak, niezbędne procedury muszą zostać wdrożone natychmiast, w czasie pokoju. Gdy nadejdzie czas próby i państwo zostanie zmuszone użyć swojej sieci obronnej, będzie można ją już wyłącznie policzyć i zweryfikować – bo na jej budowę będzie zdecydowanie za późno.