Jak ujawnił w zeszłym tygodniu portal Niezalezna.pl, represje dotykają prokuratora Jana Drelewskiego, który był autorem aktu oskarżenia przeciwko Sławomirowi Nowakowi. Rzecznik Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym rozpoczął czynności wyjaśniające. Natomiast minister Waldemar Żurek osobiście zdecydował o odwołaniu Drelewskiego z delegacji do Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji. Potocznie nazywanego „pezetami”.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google News. Kliknij w link i zaznacz gwiazdkę
Kto podpisał dekret?
Prokurator Jan Drelewski przez kilka ostatnich dni przebywał na zwolnieniu lekarskim i w pracy pojawił się w środę rano. Od razu otrzymał dekret o odwołaniu.
„Oczywiście, pokwitowałem jego odbiór, ale pismo jest iście kuriozalne”
– mówi w rozmowie z Niezalezna.pl prok. Drelewski. I tłumaczy: w nagłówku widnieje minister sprawiedliwości, poniżej prokurator generalny, pod treścią pieczątka imienna „Waldemar Żurek” i odręczny podpis.
„W sumie nie wiem kto mnie odwołał z delegacji. Waldemar Żurek prywatnie? Prokurator generalny czy minister sprawiedliwości? Z tej decyzji to nie wynika. Mogę tylko zgadywać”
- stwierdził. -
„Tak czy inaczej, uważam, że żadna z tych osób nie ma upoważnienia ustawowego, aby mnie odwołać z delegacji, ale z tym będę sobie radził już na drodze prawnej”.
Prok. Drelewski nie wyklucza bowiem, że odwoła się do sądu pracy.
Kuriozalna podstawa prawna
To nie koniec niespodzianek. W swoim dekrecie Żurek powołał się na dwa artykuły ustawy o prokuraturze. Problem w tym, że wzajemnie się wykluczające. Jeden (art. 21 par. 3) mówi, że prokuratora do pionu PZ może delegować, a co za tym idzie odwołać, tylko zastępca Prokuratora Generalnego odpowiedzialny za pion PZ. Drugi (art. 9 par. 2) mówi wprawdzie, że prokurator nadrzędny może przejąć do prowadzenia każdą sprawę prokuratora podległego, ale…
Minister Żurek chyba nie zwrócił uwagi, że w przepisie artykułu 9, po przecinku, jest napisane „chyba że przepisy ustawy stanowią inaczej”. A stanowią, bo istnieje art. 21
– wyjaśnia prok. Drelewski.
Dokument jako pierwszy opublikowało Radio Wnet.
UJAWNIAMY! Tak wygląda "dekret" Waldemara Żurka @w_zurek w sprawie odwołania Jana Drelewskiego z delegacji.
— RadioWnet (@RadioWNET) March 4, 2026
Dokument nie spełnia elementarnych standardów urzędowych i zbudowany jest na błędnej podstawie prawnej.
Link do całego materiału znajdą Państwo w komentarzu. pic.twitter.com/hqknlrVZHp
Dla jasności: prok. Beata Marczak, obecna zastępca Prokuratora Generalnego ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji, nie wyraziła zgody na odwołanie Drelewskiego z delegacji. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, zajęła stanowisko, że nie widzi do tego podstaw, ponieważ pozytywnie ocenia jego pracę, a samo złożenie zawiadomienia o delikcie dyscyplinarnym bez jego wyniku, bez rozpoznania postępowania, czy nawet decyzji, że zostanie ono wszczęte, nie jest podstawą, żeby odwoływać takiego pracownika z pionu PZ .
Sytuacja tym bardziej groteskowa, że prok. Drelewski do dziś nie otrzymał żadnej oficjalnej informacji o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego, czy podjęciu czynności wyjaśniających. Wie o tym jedynie z informacji podanych w ubiegłym tygodniu przez Niezalezna.pl.
Decyzja bez uzasadnienia
Ponieważ dekret Żurka nie zawiera uzasadnienia, to trzeba spekulować, jakie mogły być przyczyny decyzji.
„Korelacja czasowa mojego odwołania i zawiadomienia o rzekomym delikcie dyscyplinarnym, każe mi domniemywać, że odwołanie było spowodowane właśnie tym zawiadomieniem”
– ocenia Drelewski.
Przywołuje też przebieg ubiegłotygodniowej konferencji Żurka. Najpierw minister stwierdził, że nie kojarzy nazwiska Drelewskiego, bo podpisuje wiele decyzji kadrowych, a chwilę później zaczął… atakować Drelewskiego. Mówił o rzekomo negatywnej ocenie, którą on podziela.
„Zakładam, że minister sprawiedliwości nie mówi nieprawdy na konferencjach prasowych. A jeśli ma negatywną ocenę mojej wieloletniej pracy, to opiera się na czymś więcej niż na doniesieniach z Google”
– ironizuje.
Stwierdzenie ministra było tym dziwniejsze, że - jak już wspomnieliśmy - zastępca PG nie zgodziła się na odwołanie Drelewskiego z delegacji właśnie ze względu na dobre wyniki jego pracy.
„Minister stwierdził również, że nie tylko sprawa Nowaka jest powodem mojego odwołania, czyli ta sprawa także jest. Zasady logiki każą tak zinterpretować jego słowa”
– dodaje.
Warto przypomnieć, że poprzedni minister sprawiedliwości Adam Bodnar jeszcze w maju 2024 r. chwalił prok. Drelewskiego. Wręcz dziękował za profesjonalne poprowadzenie sprawy... przeciwko Nowakowi. Nawet życzył dalszych sukcesów zawodowych.
Wysłał za kraty wielu gangsterów
Żurek wydał dekret o odwołaniu z delegacji, ale obowiązuje trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Prok. Drelewski nie ma zamiaru z własnej woli go skracać. Jak nam przekazał, poczucie obowiązku i odpowiedzialności za prowadzone postępowania nie pozwala mu z dnia na dzień porzucić zaawansowanych i skomplikowanych postępowań przygotowawczych, w których wobec kilkunastu osób stosowane jest tymczasowe aresztowanie.
Podkreśla również, że pracuje w prokuraturze od 2012 r. i już na asesurze marzył o „pezetach”.
„One miały być ukoronowaniem mojej kariery zawodowej” – zaznacza.
Najpierw trzy lata spędził w „rejonie” na stołecznym Mokotowie, później sześć lat w wydziale śledczym w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.
Prowadził, i nadal prowadzi, śledztwa dotyczące najpoważniejszych przestępstw, przeciwko wyjątkowo groźnym bandziorom.
Grupy przestępcze, także o charakterze zbrojnym, czy międzynarodowym, porwania dla okupu ze szczególnym udręczeniem, handel ludźmi, hurtowy handel narkotykami liczony w setkach kilogramów. Po to tylko, żeby się znaleźć w „pezetach”. Teraz z nich wylatuję
– mówi, nie ukrywając irytacji. – „I żebym zrobił coś złego, zawalił sprawę, wygłupił się przy aresztach, zaniedbał coś. Wtedy trudno: nie sprawdziłeś się, za miękki jesteś do tej roboty, wracasz do siebie. Ale nic takiego nie miało miejsca. Przełożeni chwalili za wyniki, policjanci byli zadowoleni ze współpracy, sądy w moich sprawach orzekały wyroki wieloletniego więzienia. Teraz okazuje się, że wszystko na nic. I nie wiem dlaczego”.
„Ale jest pozytyw. Mam wsparcie kolegów z całej Polski. Co rusz odbieram od nich telefon; przyznają, że to niezrozumiała sytuacja. Budujące, bo nie spodziewałem się takiego odzewu”
– przyznaje prok. Drelewski.
Spotkanie z Nowakiem w sądzie?
Proces Nowaka w „wątku ukraińskim” cały czas się toczy przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Jeśli Drelewski wróci do Prokuratury Okręgowej w Warszawa, to będzie zapewniał jego obsługę i chodził na rozprawy? Spotka się na sądowej sali z Nowakiem? Skoro jest autorem aktu oskarżenia, takie rozwiązanie wydaje się logiczne.
"Gdyby podchodzić do tego czysto merytorycznie, to zapewne tak powinno być. Natomiast sądzę, że mało prawdopodobne jest, aby tak się stało”
– ocenił prok. Drelewski. - „Chcę jednak podkreślić, jestem na to w każdej chwili gotowy, biorę odpowiedzialność za każde napisane słowo i za każdą decyzję, którą podejmowałem”.
Tak samo byłem gotowy bronić kwestii, że postępowanie w „wątku polskim” nie powinno być umorzone. Byłem gotowy ustosunkować się do wniosku o umorzenie, napisać zażalenie na postanowienie sądu o umorzeniu. Niestety, nie dano mi tej szansy. Ktoś uważał, że zrobi to lepiej
- dodał.
Na razie jednak nie wiadomo, czy prok. Drelewski w ogóle trafi do wydziału śledczego.
Przydział obowiązków służbowych Prok. Janowi Drelewskiemu będzie uzależniony od terminu jego powrotu z delegacji oraz od zapotrzebowania służbowego w konkretnych wydziałach Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Obecnie w procesie przeciwko Sławomirowi Nowakowi w "wątku ukraińskim" oskarżyciela reprezentuje prok. Małgorzata Ceregra-Dmoch. Ewentualna decyzja o zmianie referenta sądowego tej sprawy i wyznaczeniu na referenta autora aktu oskarżenia zostanie podjęta po formalnym rozpoczęciu służby przez prok. Drelewskiego w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie po powrocie z delegacji w PK
- przekazał Niezalezna.pl prok. Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.