Jak informowaliśmy dziś na portalu Niezależna.pl, szef rządu ogłosił powołanie specjalnego zespołu, który ma badać… aferę pedofilską w USA.
Zdecydowaliśmy o powołaniu zespołu analitycznego i być może rozpoczęciu śledztwa w związku ze skandalem w USA związanym z pedofilią
– Donald Tusk podkreślił też, że to „sprawa zupełnie bez precedensu”, która zajmuje uwagę polskiej opinii publicznej i oraz ministrów „ze względu na tzw. wątki czy ślady polskie w całej tej sprawie”.
Szef rządu oświadczył, że jeśli miał miejsce jakikolwiek przypadek wykorzystania polskich dzieci przez siatkę pedofilów i przez „organizatora tego szatańskiego kręgu, pana Epsteina”, to rząd zrobi wszystko, „żeby i ci, którzy są za to odpowiedzialni i ewentualnie pokrzywdzeni, żeby nie tylko widzieli aktywność państwa polskiego, ale żeby też zadośćuczynić jeśli będzie taka potrzeba i przede wszystkim, żeby skutecznie ścigać tych, którzy dopuszczają się tak koszmarnych zbrodni”.
Skąd to nagłe zainteresowanie sprawiedliwością za oceanem? Tusk nawet nie kryje, że chodzi mu o powiązanie amerykańskich konserwatystów z Rosją. Szef rządu sufluje narrację, że afera Epsteina to „operacja rosyjskiego KGB – tzw. »honey trap«, słodka pułapka, zastawiona na elity świata zachodniego, głównie USA”.
Donald Tusk przed wtorkowym posiedzeniem rządu podkreślił, ta sprawa musi być wyjaśniana również ze względu na bezpieczeństwo Polski i nie wykluczył, że „będziemy namawiać także innych partnerów, aby śledztwo w tej sprawie miało charakter międzynarodowy”.
"Kolejne odwrócenie uwagi"
O nowy pomysł szefa rządu, portal Niezależna.pl zapytał Radosława Fogla, posła PiS, wiceprzewodniczącego Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych (SZA).
To chyba jakaś wyrafinowana trollerka albo wcześniejszy prima aprilis ze strony Donalda Tuska
– mówi Fogiel.
Gdyby premier polskiego rządu poważnie traktował swoje obowiązki, miałby pełne ręce roboty. Kluczowa postać w największej polskiej aferze pedofilskiej ucieka z kraju. Dron spada na jednostkę wojskową. Polską granicę na Wschodzie chronicznie naruszają balony. Kobiety są zmuszane rodzić na SOR-ach. Tymczasem premier dochodzi do wniosku, że tym, czym teraz powinien się zajmować, jest powołanie zespołu ds. afery relacjonowanej przez amerykańskie media, na podstawie dokumentów Departamentu Sprawiedliwości, FBI i innych amerykańskich agencji, czyli de facto efektów ich prac
– wymienia nasz rozmówca.
Wśród wielu absurdalnych pomysłów Donalda Tuska na odwrócenie uwagi od tego, co się dzieje w Polsce, ten dotyczący powołania zespołu ds. afery pedofilskiej w USA zdecydowanie prowadzi. To mniej więcej taka sama kategoria koncepcji, którą miał rzecznik PZPR-owskiego rządu, Jerzy Urban w 1986 r., chcący wysłać koce i śpiwory bezdomnym w Stanach Zjednoczonych
– uzupełnia.
Jestem dziwnie przekonany, że ten pomysł Tuska będzie się odnosił wyłącznie do tych wątków, którymi przeciwnicy Donalda Trumpa w USA starają się go atakować. Nie sądzę, by polski premier znalazł w sobie zainteresowanie takimi osobami pojawiającymi się tam jak Bill Clinton czy Woody Allen
– dodaje.
"Można podejrzewać, że Tusk będzie próbował ustawić Polskę w jednym rzędzie z tymi, którzy szukają w tych materiałach politycznej broni w debacie publicznej w USA" – uważa Fogiel.
Premier Donald Tusk nie jest politykiem amerykańskim. Rolą Polski i polskiego premiera nie jest zajmowanie stanowiska w wewnętrznym amerykańskim konflikcie politycznym. Rolą premiera powinno być dbanie o interes naszego kraju i jego obywateli. No ale, gdy minister Zbigniew Bogucki powiedział w Sejmie, że chciałby mieć polskiego premiera, który zajmuje się polskimi sprawami, Tusk odpowiedział mu: no, ale nie masz chłopie! I niestety, jest to kolejny dowód na to, że faktycznie nie mamy
– kończy.