Jakiś czas temu jeszcze wystarczało pobieżne rzucenie okiem, żeby odróżnić to, co fałszywe od tego, co prawdziwe. Jednak z biegiem czasu efekty tych produkcji stają się coraz bardziej profesjonalne – wyglądają już często, jak filmy odwzorowujące rzeczywistość. Z jednej strony powoduje to stratę czasu milionów ludzi mielących w przestrzeniach internetowych i oglądających te fejkowe bzdury, a z drugiej strony rodzi naprawdę poważne pytania o nasze bezpieczeństwo.
Cała masa nierozgarniętych użytkowników mediów społecznościowych podaje dalej te fałszywe filmiki, nie reagując na zwracanie uwagi, nawet wtedy, gdy są one ewidentnie kłamliwe i obliczone na clickbait – to dodatkowy, chociaż nie zasadniczy problem.
Ten faktyczny problem pojawia się wtedy, kiedy produkcje owej sztucznej pato-inteligencji (czasem naprawdę wstyd nazywać ją „inteligencją”) wchodzą w sferę poważną, lub nawet bardzo poważną. Przykłady już mieliśmy – gdy w sieci zaczęły się pojawiać wygenerowanie sztucznie zdjęcia prawie nagich kobiet (rozbieranych przez aplikację na podstawie realnych zdjęć), lub dzieci. Czy też fotografie i filmy, których tematem są obozy zagłady – ich ofiary ukazywane np. w chwilach uwolnienia przez Amerykanów czy Sowietów. Ktoś poszedł krok dalej i zaczął animować autentyczne zdjęcia z Auschwitz. To wkroczenie w sferę, do której wkraczać nie wolno i w której mieszać nie wolno, za pomocą różnych fikuśnych narzędzi zamieniając potworną prawdę na plastykowy wytwór współczesnej popkultury.
Ale co będzie dalej? Jak bardzo takie i inne możliwości owej sztucznej pato-inteligencji wpłyną na nasze realne bezpieczeństwo, na odporność na manipulacje zewnętrzne, na ingerencję w politykę, na mieszanie w kotle społecznych emocji. Jeśli pokazać można wszystko, zrobić technicznie można wszystko: to okaże się, że za chwilę albo nie będziemy wierzyć niczemu, co zobaczymy, albo uwierzymy we wszystko, albo, co gorsza, dziać się będzie jedno i drugie. Efekty będą straszne. Trzeba wobec tego postawić jakąś tamę, wymyślić narzędzia, które nas – na przyszłość – przed takimi zagrożeniami obronią. A przecież, co ważne, musimy jednocześnie zachować wolność słowa, wypowiedzi, kreacji artystycznej etc. Tak czy siak – to naprawdę nie jest wydumany problem i nie jest to jedynie kwestia tego, czy na Facebooku ktoś wrzuci filmik, w którym słoń wywraca samochód trąbą. Chodzi o dużo poważniejsze zagrożenia – którymi już teraz powinno się zająć państwo polskie. Czy się w odpowiedniej mierze zajmuje?