Jednak nie mogę po prostu pojąć „sposobów”, w jaki niektóre środowiska protestują. No weźmy właśnie takich ekologów. O tyle o ile jeszcze, powiedzmy, uznamy, że jest sens logiczny w przykuciu się łańcuchem do drzewa w obronie zamieszkującej go larwy lub samego drzewa – trudniej je wtedy wyciąć, gdyż rżnięcie piłą łańcuchową pnia mogłoby uszkodzić osobę wrośniętą za pomocą łańcucha w to drzewo - to przyklejanie się do budynków zrozumieć jest mi trudniej.
Przecież jeśli taka protestująca dama przykleja się do sejmu, to – gdy dobrze rozczytujemy „mowę gestów” środowiska ekologów – oznacza, iż ona właśnie sejmu broni, dajmy na to przed kimś, kto by chciał go wyciąć.
Nie wytrzymię 😂😂😂😂😂pic.twitter.com/4wEDYxp5sr
— ɐllǝnuɐɯɯı (@gen_brygady) February 25, 2021
W dodatku, myślę, jeśli przyklejenie się ma być skuteczne – dama używa do tego celu mocnego kleju, który nic wspólnego z ekologią nie ma i zawiera miliard toksycznych związków zabijających planetę, trujących powietrze, powiększających dziurę ozonową i podbijających temperaturę na Ziemi o kilka stopni w skali Thunberg.
Podobnie dziwią mnie protesty feministek, które często się na nich rozbierają. Sens protestów ma być taki: „Szanujcie nas, kobiety!”, „Nie wolno nas uprzedmiotawiać!”. A tymczasem, baby pokazują gołe cycki, żeby co? No właśnie… Żeby zyskać więcej szacunku? Zwrócić cyckiem uwagę dziennikarzy?
Gdzie rozum? Gdzie najzwyklejszy szacunek do samego siebie, do własnej godności?
Myślę jednak, iż to, co obserwujemy obecnie, to jedynie etap, kolejna faza. Przed nami następna. W niej dojdzie do tego, że aktywistki będą się najpierw rozbierać, a potem przyklejać. Odwrotnie raczej nie: trudniej bowiem najpierw się przykleić, a potem rozebrać. Po rozebraniu się, przyklejeniu, będzie jeszcze szansa namalowania sobie na czole błyskawicy i wykrzykiwania „wyp….ć” w rytm przeboju Abby. Wszystko przed nami!