Pani sędzio, gratulować prezydenckiej nominacji? Bo na pewno nie czekają Pani spokojne miesiące.
Oczywiście, że tak. Powołanie przez Prezydenta na stanowisko Prezesa Sądu Najwyższego to dla mnie wielki zaszczyt. Odebrałam mnóstwo gratulacji, w których podkreślano, że powierzenie mi tak ważnego stanowiska to wyraz uznania dla moich osiągnięć zawodowych oraz kompetencji. Natomiast zdaję sobie sprawę, że to nie będzie spokojny czas i czeka mnie wiele trudnych decyzji.
Prezesem IOZ jest Pani od tygodnia, ale orzeka w Izbie od lat i zna jej specyfikę. Co jest kluczowe do zmiany, naprawienia?
Pierwsze pilne decyzje już za mną. Planuję bieżący przydział wpływających spraw. Do tej pory przydzielane były sędziom raz na miesiąc, bądź nawet rzadziej. Nie widzę powodu, aby wpływające sprawy tak długo oczekiwały na losowanie sędziego referenta.
Natomiast kluczowa zmiana, której oczekiwano od miesięcy dotyczyła reorganizacji pracy asystentów. Dotychczasowy model współpracy asystentów z sędziami generował liczne konflikty i poczucie niesprawiedliwości wśród asystentów, co oczywiście przekładało się na pracę.
To dwie najpilniejsze kwestie.

Po przejściu w stan spoczynku s. Wiesława Kozielewicza, IOZ przez ponad pół roku nie miała prezesa. To wpłynęło na jej funkcjonowanie?
Niestety tak. Sprawne funkcjonowanie Izby nie jest możliwe w warunkach, kiedy stanowisko prezesa pozostaje nieobsadzone.
Nie zaczęła Pani na dobre urzędować jako prezes Izby, a ruszył hejt, także ze strony polityków. To się raczej nie zmieni…
Nie odnotowałam zmasowanych ataków, raczej jakieś pojedyncze głosy świadczące o braku argumentów przeciwko mojemu powołaniu na Prezesa Sądu Najwyższego.
Ale trudno nie zauważyć takich komentarzy, jak wpis wiceministra sprawiedliwości Dariusza Mazura: „Pani Szczepaniec nigdy wcześniej nie była sędzią”.
Chyba nie przemyślał tego wpisu. Zwłaszcza umieszczenia w pakiecie nieszczęść tego, że wcześniej nie byłam sędzią. Przypomnę, że w polskim porządku prawnym nie istnieje wymóg posiadania przez sędziego Sądu Najwyższego wcześniejszego doświadczenia orzeczniczego w sądach powszechnych. Sędziami nigdy wcześniej nie byli przecież m.in. Małgorzata Gersdorf, Dawid Miąsik, Paweł Grzegorczyk, Roman Trzaskowski, Włodzimierz Wróbel, czy Karol Weitz.
Nie można nie wspomnieć o sytuacji sprzed roku, gdy zapytała Pani ówczesnego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, czy czuje się „neosenatorem”. Nagranie tej sceny do dziś jest hitem internetu. Zapewne też dlatego jest Pani atakowana.
Być może. Jakkolwiek zadanie tego pytania było niezwykle ważne, bowiem ukazało potężną hipokryzję części prawników i polityków, przy okazji ośmieszając „neoterminologię” oraz potencjalne konsekwencje jej używania.
Po raz kolejny podkreślam: nie ma żadnych wadliwie wybranych sędziów po 2017 roku. Rzekoma wadliwość sędziów oparta została na fałszywej przesłance, jakoby członkowie dwóch poprzednich kadencji KRS zostali wybrali niezgodnie z Konstytucją. W Konstytucji nie ma jednak przepisu wskazującego, jak mają być wybierani sędziowie do Krajowej Rady Sądownictwa. Określa to ustawa. I w tym roku na naszych oczach upadł mit o wadliwej procedurze wyboru sędziów do KRS, bowiem sędziowie obecnej kadencji zostali wybrani na podstawie tych samych przepisów, które zastosowano wcześniej.
To od początku było wielkie oszustwo. Niektórzy nadal zaklinają rzeczywistość, ale czy rozsądnie myślący obywatele jeszcze w to uwierzą? Wątpię.
Ludzi nie interesuje kiedy ktoś został sędzią. Obywatele oczekują sprawiedliwych wyroków i sprawnie funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości.
Sędzia Sądu Najwyższego, Maria Szczepaniec, do bezczelnego Adama Bodnara:
— Max Hübner (@HubnerrMax) July 1, 2025
To Izba Kontroli stwierdzała ważnośc wyborów 2023.
Nie przypominam sobie, by pan wtedy oponował.
Czy czuje się pan wadliwie wybranym Senatorem - neosenatorem?
Zasłużone oklaski. pic.twitter.com/UrNzNj92dg
Obecny minister, a wcześniej sędzia Waldemar Żurek – niezadowolony z orzeczenia – doniósł do prokuratury, że nie jest Pani sędzią. Po wielogodzinnym przesłuchaniu - w rozmowie z Niezalezna.pl - użyła Pani bardzo mocnego porównania: „Wiem, co mogła czuć Barbara Skrzypek”.
Zdaniem ówczesnego sędziego Żurka przywłaszczyłam sobie funkcję sędziego tylko na jeden dzień w czerwcu, kiedy orzekałam w jego sprawie. Czyli przez wszystkie inne dni to ja sobie mogłam być sędzią i wydawać wyroki i postanowienia, natomiast akurat w tym jednym dniu, jego zdaniem nie byłam sędzią. Taka logika pana Żurka.
A wezwanie na przesłuchanie dziwnym zbiegiem okoliczności wysłane zostało w tym samym dniu, kiedy ośmieliłam się podczas transmitowanego na żywo posiedzenia zadać ministrowi Bodnarowi niewygodne pytanie.
To przesłuchanie było koszmarem. Kompletny brak profesjonalizmu, połączony z łamaniem taktycznych i procesowych zasad przesłuchania. Karygodne deptanie godności świadka.
I rzeczywiście zaraz po wyjściu z budynku prokuratury pomyślałam o Ś.P. Barbarze Skrzypek, jak musiała się czuć po przesłuchaniu, bo ja czułam się fatalnie.
Zdecydowała się Pani również, podczas jednego z posiedzeń, odesłać na miejsce dla publiczności prokuratora. Obiło się to szerokim echem nie tylko w środowisku prawniczym.
Prokurator nie był właściwie umocowany do występowania w tamtej sprawie, zatem konsekwencją musiało być odesłanie go na miejsce dla publiczności. Nie jest tak, że powołując się na jednolitość prokuratury, każdy prokurator może występować w dowolnej sprawie bez należytego umocowania. Gdyby przyjąć taką argumentację, jeden z kilku prokuratorów obecnych wówczas na sali mógł cofnąć wniosek o uchylenie immunitetu. I musiałabym taki wniosek uwzględnić. Co więcej, każdy wniosek o uchylenie immunitetu mógłby zostać w ten sposób potraktowany, tzn. jeden prokurator składa wniosek, a inny, dowolny prokurator, cofa taki wniosek. I nikomu, nigdy nie można byłoby uchylić immunitetu.
Kilka miesięcy temu minister Żurek powołał specjalny zespół prokuratorów, których rola de facto sprowadza się do kwestionowania mandatów sędziów SN. O czym to świadczy?
Trudno komentować takie decyzje. Mnie najbardziej zdumiewa, że znaleźli się chętni prokuratorzy, aby uczestniczyć w tym bezprawiu. Zamiast zajmować się ściganiem przestępstw wykonują polityczne polecenia. Zdecydowanie nie jest to normalna sytuacja. Cóż, historia rozliczy.
Status IOZ jest kwestionowany przez polityków obecnie rządzących w zależności od treści orzeczenia. Pasuje – sąd i sędziowie są ok. Nie pasuje – wtedy pojawiają się określenia „neo-sędzia” lub „nie-sąd”.
To kolejna odsłona wadliwości wymyślonej na potrzeby chwili. Kompletny brak logiki w działaniu. Te same osoby raz piszą o wyroku wydanym przez IOZ, a jak wyrok nie po ich myśli to oczywiście twierdzą, że IOZ nie jest sądem, a orzekający tam sędziowie nie są sędziami. Albo prokurator, który najpierw składa do naszej Izby wniosek o uchylenie immunitetu, a następnie przychodzi na salę rozpraw i twierdzi, że ta Izba nie jest sądem. Aż ciśnie się pytanie, po co zatem składał ten wniosek, skoro uważa, że IOZ to nie sąd.
Konsekwentnie powtarzam, że wadliwość sędziów, tudzież Izby Odpowiedzialności Zawodowej, została wykreowana. Twierdzenie, że jest jakaś grupa sędziów, nieuprawniona do orzekania to element walki politycznej.
Nie brak opinii, że sądownictwo dyscyplinarne jest sparaliżowane. Obecnie na orzeczenia nawet w dość oczywistych sprawach trzeba czekać miesiącami, a nawet latami. Jaka jest Pani ocena?
Niestety muszę się z tym zgodzić. W większości przypadków ten paraliż wynika jednak z tego, że strony składają wnioski o wyłączenie sędziów i wnioski o zbadanie bezstronności sędziego, tzw. testy, co skutecznie blokuje orzekanie. Najpierw trzeba zawiadomić strony o składzie wylosowanym do orzekania. Następnie czekać czy strony w przewidzianym terminie złożą wniosek o przeprowadzenie testu bezstronności. Z odpowiednim wyprzedzeniem należy zawiadomić o terminie posiedzenia lub rozprawy. Bardzo często jest tak, że wniosek o wyłączenie składany jest dzień przed rozprawą lub w dniu rozprawy. Wtedy sprawę trzeba zdjąć z wokandy i skierować do losowania sędziego, który rozpozna taki wniosek. To wszystko trwa. Zdarza się również, że obwiniony jest chory lub obrońca nie może uczestniczyć w posiedzeniu. Musimy zapewnić prawo do obrony. Dlatego mijają miesiące. Jako prezes zamierzam prosić sędziów orzekających w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej o szybkie rozpoznawanie wniosków o wyłączenie. Ale nie mogę nikogo zmusić. Aktualnie zamiast 11, orzeka 7 sędziów, ponieważ trzech sędziów przeszło w stan spoczynku, a jeden od początku nie rozpoznał ani jednej sprawy.
Dlaczego sędzia skazany prawomocnym wyrokiem karnym za przestępstwo umyślne nie jest automatycznie wyrzucany z zawodu?
Zgodnie z art. 180 Konstytucji RP sędziowie są nieusuwalni, a złożenie sędziego z urzędu może nastąpić jedynie na mocy orzeczenia sądu i tylko w przypadkach określonych w ustawie.
Ale przez to dochodzi do absurdalnych sytuacji, gdy np. sędzia z Wrocławia, skazany za sklepową kradzież, przez długie lata był zawieszony w czynnościach służbowych, czyli nie pracował i równocześnie dostawał wynagrodzenie, nawet jubileuszowe nagrody. To patologia systemu.
To absolutnie karygodna sytuacja. Niestety aktualne regulacje mogą prowadzić do różnego rodzaju patologii. Postępowanie dyscyplinarne wymaga nowelizacji.
W IOZ nie brak spraw sędziów nadużywających alkoholu, odurzających się narkotykami, mających ogromne problemy osobiste. A przecież wydając wyroki nierzadko decydują o życiu innych ludzi. Czy sędziowie powinni przechodzić badania psychologiczne?
Zdecydowanie jestem za cyklicznym przeprowadzaniem takich badań.