W 2024 roku sądy zasądziły łącznie ponad 8,6 mln zł z tytułu zadośćuczynień i odszkodowań za niesłuszne tymczasowe aresztowania i zatrzymania. Te pieniądze wypłacane są przez Skarb Państwa - czyli z kieszeni podatników.
Jest przepis, ale nikt go nie stosuje
Jest jednak sposób, aby część tych środków wróciła do budżetu. Podstawą jest przepis kodeksu postępowania karnego, który daje możliwość wystąpienia z roszczeniem regresowym wobec m.in. prokuratorów, którzy bezpośrednio przyczynili się do niesłusznego tymczasowego aresztowania albo zatrzymania.
Problem w tym, że ten przepis w praktyce nie jest stosowany. Przez ostatnie 10 lat żaden śledczy w największym polskim mieście - Warszawie - nie odpowiedział z własnej kieszeni za niesłuszne zastosowanie tego środka. W tym okresie w 15 zapytanych jednostkach zapadło 196 decyzji podjętych przez prokuratorów, których skutkiem były odszkodowania i zadośćuczynienia wypłacone zatrzymanym. W żadnej spośród tych spraw nie domagano się zwrotu regresowego od prokuratora.
To oznacza, że wszystkie te pieniądze - miliony złotych - zapłacili podatnicy, a nie osoby odpowiedzialne za błędne decyzje.
Podważa to zaufanie do wymiaru sprawiedliwości
Sytuacja, w której prokuratorzy nie ponoszą żadnych konsekwencji finansowych za błędne decyzje skutkujące niesłusznymi zatrzymaniami i aresztowaniami, budzi poważne wątpliwości co do odpowiedzialności służb i podważa zaufanie społeczne do wymiaru sprawiedliwości. Gdy podatnicy muszą płacić miliony złotych za błędy śledczych, a ci nie ponoszą żadnych konsekwencji, trudno mówić o realnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje.