Wydawało się, że sprawa umowy z Mercosurem będzie zamknięta jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. To, że los porozumienia jest przesądzony, przez wiele miesięcy potwierdzał polski rząd, który najpierw nie zrobił nic, aby umowę zablokować, gdy miał prezydencję w UE, a potem przekonywał, że nie ma najmniejszych szans zebrać mniejszość blokującą. Aż tu nagle, tuż przed świętami, do sceptycznych Francuzów dołączyli Włosi i okazało się, że podpisanie umowy zostało odłożone. W tym momencie premier Donald Tusk przekonywał, że umowa… nie jest dotkliwa.
Wysokie koszty
O tym, dlaczego lekkie podchodzenie do tematu tej umowy jest niebezpieczne, mówią sami rolnicy. Polska jest bowiem krajem, który przede wszystkim będzie musiał rywalizować o swojego klienta w Europie. Duża część naszej produkcji trafia bowiem na eksport. Wiele wskazuje, że w 2025 roku znowu sprzedaliśmy za granicą żywność o wartości 50 mld euro. Najwięcej – ponad 70 proc. – trafia właśnie do zachodniej Europy. Dlatego żywność z Ameryki Południowej doprowadzi do zaostrzenia konkurencji. Ile to może kosztować polskich farmerów? Wyliczenia przedstawił Jacek Zarzecki, hodowca bydła z Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny. I tak negatywne skutki umowy odczują w pierwszej kolejności przedstawiciele branży drobiarskiej, których straty mogą sięgnąć nawet 550 mln euro, czyli ponad 2 mld zł. Ograniczenie w Polsce produkcji w tej skali będzie się wiązało z utratą 15–30 tys. miejsc pracy. Ogromne uderzenie czeka też hodowców bydła. Szacuje się, że mogą oni stracić około 330 mln euro, czyli ponad 1,2 mld zł. Zatrudnienie w tej gałęzi rolnictwa tym samym może spaść od 15 tys. osób.
Umowa Mercosur ma też doprowadzić do importu taniego cukru i miodu z Ameryki Południowej. Obie branże są w Polsce silne i mają wśród konsumentów mocne marki. Jednak biorąc pod uwagę, że rolnictwo to system naczyń połączonych, upadek jednej branży będzie niósł kłopoty w innych. Straty drobiarzy i hodowców bydła przełożą się na rolników uprawiających ziemię na pasze dla zwierząt. Straci cały ekosystem związany z dostarczaniem rolnikom potrzebnych im dóbr. Jednym słowem – może to napędzić kryzys w wielu branżach.
Rolnicy się nie poddają
Wiedzą o tym rolnicy w całej Europie. Protesty wzburzonych farmerów wybuchają na całym starym kontynencie. Najbardziej spektakularny przebieg miały oczywiście te w Brukseli i we Francji. W obu krajach dochodziło do ostrych starć rolników ze służbami porządkowymi. Na protestach w Brukseli obecni byli również polscy rolnicy.
Na razie manifestacje w Polsce nie są równie żywiołowe. Pierwsze z nich odbyły się 30 grudnia. W niemal 200 miejscach pojawili się protestujący rolnicy, głośno podkreślając, że sprzeciwiają się podpisywaniu umowy Mercosur. Wzywali również rząd do podjęcia aktywnej polityki przeciwko tej umowie. Tutaj jednak nie widać znaczącego odzewu, dlatego rolnicy będą kontynuować protest. Tym razem na ulicach stolicy. Oczywiście rząd przyjął stanowisko, w którym zadeklarował się jako przeciwnik umowy, ale jednocześnie nie podjął żądnych realnych działań. Sprawa nie zaistniała podczas polskiej prezydencji w UE. A Donald Tusk od miesięcy powtarza, że nie ma szans na zbudowanie większości blokującej. Praktycznie żadnej aktywności nie podjęło również Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Działań nie widać też ze strony Adama Szłapki. Tymczasem rzeczywistość sama pcha rozwiązania w ręce Polski. Widząc, że na sprawie zależy Niemcom, politycy w innych krajach zaczęli grać własne gry. Sytuację postanowiły wykorzystać Włochy. To właśnie ten kraj niespodziewanie dołączył do Francji w grudniu i zaapelował o przeniesienie podejmowania decyzji w sprawie Mercosur na styczeń. Czy to oznacza, że Włosi trwale zmienią front? Jest to raczej mało prawdopodobne. „Umowa handlowa z krajami Ameryki Południowej zostanie podpisana w styczniu, a Włochy zobowiązały się ją poprzeć w związku z nowymi ustępstwami Komisji” – powiedział w ubiegłym tygodniu Manfred Weber. Włosi postawili jednak warunki i domagali się wzrostu nakładów na Wspólną Politykę Rolną. To dla nas o tyle ciekawe, że nad budżetem pracował komisarz z Polski i współpracownik Donalda Tuska. Jest jednak mało prawdopodobne, by coś z tego wyniknęło. Politycy PiS-u od miesięcy powtarzają, że nie ma się co w tej sprawie łudzić, a jeżeli Niemcy chcą tej umowy, to sprawa dla polskiego rządu jest przegrana.
PSL zrzuca winę
Dlatego też PSL zwiększyło aktywność i stara się sprawiać wrażenie, że wykonuje jakąś pracę. Problem jest jednak taki, że politycy tego ugrupowania działają na trzech równoległych frontach i walczą o trzy wykluczające się cele. „PSL i ten rząd od początku był przeciwko tej umowie. To nie jest tylko kwestia retoryki, ale konsekwentnej obrony polskiego rolnictwa. Nie chcemy przegrać tej sprawy 1:27. Chcemy ją zablokować, odwlec w czasie, a przynajmniej zabezpieczyć interesy rolników w klauzulach” – powiedział w Polsat News Adam Jarubas, europoseł PSL. Zadowolony z siebie jest również Stefan Krajewski, minister rolnictwa i rozwoju wsi. „Do samego końca będziemy przeciwni podpisaniu umowy z krajami Mercosur. 7 stycznia w Brukseli będziemy dalej negocjować warunki tej umowy, na wypadek, jeśli nie uda się stworzyć mniejszości blokującej. Dążymy do zbudowania mniejszości blokującej, ale zależne jest to od deklaracji Włochów, a ich stanowisko jest niejednoznaczne i wciąż ulega zmianom” – mówił Krajewski. Co konkretnie robi rząd, aby przekonać Włochów? Nie wiadomo. Za to próbuje robić to, co zawsze się sprawdzało w sytuacjach kryzysowych. Już zaczyna się głośne artykułowanie, że to wszystko wina PiS-u. Tymczasem procedowanie umowy było faktycznie zamrożone w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwość. Od 2019 do 2023 roku nie działo się w tej kwestii nic. Dopiero po zmianie rządów i odejściu z komisji Janusza Wojciechowskiego sprawa zaczęła żyć. Sama umowa zaś zostanie podpisana dwa lata po dojściu do władzy PSL-u i jego koalicjantów. Było więc dość czasu, by postawić tamę decyzjom KE i Niemiec. Zresztą o tym, jak ludowcy podchodzą do sprawy tej umowy, może świadczyć fakt, że 30 grudnia, gdy trwały protesty rolników, Stefan Krajewski na konferencji prasowej zajmował się m.in. związkami partnerskimi, a z własnych osiągnięć prezentował ustawę o aktywnym rolniku.
🎶 #Częstochowa | Zapraszamy na otwarty koncert kolęd patriotycznych w wykonaniu🎶 Pawła Piekarczyka
— Kluby "Gazety Polskiej" (@KlubyGP) January 8, 2026
📍18.01.2026 godz. 17:00 - Aula Tygodnika "Niedziela" ul. 3 Maja 12, Częstochowa
Zaprasza @KlubyGP Częstochowa pic.twitter.com/UZyCTezTOu