Odtajnienie i upublicznienie aneksu do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, mimo 20 lat od prac komisji, nadal budzi ogromne emocje. Zapowiedzi tego ruchu były deklaracją prezydenta Karola Nawrockiego. Już na początku prezydenckiej kadencji w BBN trwały prace nad dostosowaniem dokumentu i anonimizacji zgodnej z wyrokami sądowymi i orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego.
Pod koniec kwietnia br. Kancelaria Prezydenta ogłosiła, że prace zmierzające do odtajnienia dokumentu weszły w ostateczną fazę - opinie marszałków Sejmu i Senatu. Jednak Włodzimierz Czarzasty i Małgorzata Kidawa-Błońska odesłali dokument bez zapoznania się z jego treścią.
Gen. Andrzej Kowalski, jeden z autorów tego opracowania, który jest wiceszefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego na antenie Telewizji Republika zwrócił uwagę, że w przestrzeni medialnej pojawiły się dwojakie opinie.
Z jednej strony mamy takie opinie rozpowszechniane od kilku miesięcy, że aneks to właściwie nic ciekawego, nic nie warty dokument, czysta historia, którą właściwie można całkowicie zlekceważyć. Z drugiej strony mamy moim zdaniem całkowicie paniczną reakcję środowiska politycznego związanego z dawnym WSI - posłowie Lewicy głosowali przeciwko likwidacji WSI w 2006 roku. To środowisko polityczne i medialne bardzo wyraźnie zwarło szyki i podjęło ofensywę w postaci zablokowania wszelkiej możliwości procedowania tego dokumentu, doprowadzenia tego procesu do końca
- ocenił gen. Kowalski.
Pozwala to postawić taką tezę, że aneks napisany 20 lat temu musi być ciągle aktualny. Tam muszą być rzeczy, które w jakiś sposób na nowo naświetlą nam polską rzeczywistość
- kontynuował.
Dodał, że widocznie znajdują się tam informacje istotne dla tego środowiska, które nadal mają nie ujrzeć światła dziennego.