Prokurator, którego legalność nominacji na stanowisko naczelnika WSW podważyła w marcu sędzia Szczepaniec, to prok. Dariusz Makowski. Jego człowiek, wytypowany do reprezentowania WSW przed Sądem Najwyższym, został odesłany przez sędzię Marię Szczepaniec na widownię, jako nieuprawniony do oskarżania w sprawie. W środę jednak prok. Makowski domaga się odsunięcia sędzi Szczepaniec od orzekania w sprawie.
Niezalezna.pl: Wyobrażam sobie sytuację, w której Pan - legalny Prokurator Krajowy - wkracza na salę sądową i wskazuje, że nie wyznaczył obecnego na sali śledczego do występowania w toczącym się postępowaniu.
Barski: Nie idźmy zbyt daleko. To sąd jest uprawniony do oceny tego, czy prokurator, który kieruje do sądu określony wniosek jest tzw. uprawnionym oskarżycielem w danej sprawie. To właśnie zrobił Sąd Najwyższy. Sędzia SN Maria Szczepaniec uzasadniła, jakie powody skłoniły ją do takiego orzeczenia: naczelnik Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej nie został powołany przez Prokuratora Krajowego, którym jestem ja. To natomiast zrodziło kolejne konsekwencje, gdyż jako nieuprawniony delegował innego urzędnika do obsadzenia tej sprawy przed Sądem Najwyższym. Finalnie prokurator, który stanął przed sądem, nie miał prawa tam się znaleźć.
Niezalezna.pl: Chyba wszyscy pamiętają obrazki spod Prokuratury Krajowej po orzeczeniu Sądu Najwyższego z września 2024, kiedy jako legalny Prokurator Krajowy, uznany przez najważniejszy sąd w RP, nie został Pan wpuszczony do pracy przez ludzi lojalnych prokuratorowi Dariuszowi Kornelukowi. Skoro jednak jesteśmy przy faktycznych możliwościach, to na salę sądową nikt jednak by Panu wejścia raczej nie blokował?
Barski: Władza wykonawcza od ponad 2 lat uniemożliwia mi realizowanie obowiązków służbowych. Łatwo jest gdybać - czy np. w mojej sytuacji nie mógłby pomóc Prezydent RP. W mojej ocenie próba stworzenia jakiegoś alternatywnego urzędu Prokuratora Krajowego jeszcze bardziej pogłębiłaby chaos istniejący w prokuraturze i miałaby destruktywny wpływ na odbiór tej instytucji.
Niezalezna.pl: Tymczasem czworo prawników, uznających się za nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego wskutek ślubowania przed marszałkiem Sejmu i notariuszem, zamiast (zgodnie z Konstytucją) przed Prezydentem RP, zapowiedziało, że "będą codziennie stawiać się do pracy w Trybunale Konstytucyjnym". Nie wierzy Pan w taktykę kropli drążącej skałę?
Barski: Co do taktyki, o której pani redaktor mówi, podtrzymuję swoją wcześniejszą wypowiedź. Nie uważam, aby kolejne próby zmierzające do faktycznego umożliwienia mi realizowania moich kompetencji - choćby przywołany przykład codziennego stawiania się przed budynkiem Prokuratury Krajowej - miały sens, i nie zamierzam tego robić. Uważam, że takie działania być może byłyby atrakcyjne dla mediów, ale podważałyby powagę urzędu, który reprezentuję. Jest to moja subiektywna ocena, do której mam prawo - jak i świadomość, że nie wszyscy ją podzielą.
Odnosząc się jeszcze do podanego przykładu czwórki powołanych przez Sejm sędziów - różnica między nami jest taka, że nie złożyli oni ślubowania wobec Prezydenta RP i to jest przyczyna, dla której nie mogą objąć urzędu. Mojego statusu Prokuratora Krajowego nikt zaś nie usiłował nawet podważyć na drodze prawnej. Mój dekret powołujący na funkcję nie został w żaden sposób wzruszony i cały czas korzysta z domniemania ważności aktu administracyjnego. Rzekome odwołanie mnie wyglądało tak, że ówczesny minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny Adam Bodnar po prostu przyszedł, zakomunikował mi swój oczywiście błędny pogląd, który wyraził na piśmie, a następnie podjęto określone działania faktyczne, uniemożliwiające mi faktyczne sprawowanie funkcji.
Niezalezna.pl: Jakie widzi Pan szanse na uzdrowienie tej sytuacji rozłamu w prokuraturze?
Barski: Sytuacja, o której mówimy, nie ma precedensu w historii .Naprawa będzie oczywiście konieczna, choć niezwykle skomplikowana, zwłaszcza w kontekście skutków określonych decyzji. Nie chciałbym w tym momencie mówić jednak o szczegółach.