Prezydent Mysłowic, Dariusz Wójtowicz, w środę w mediach społecznościowych poinformował, że "ktoś próbował go zabić", poluzowując śruby w jego aucie.
W rozmowie z niezalezna.pl powiedział o kulisach sprawy.
"Odbieram to jako próbę zabójstwa"
-W samochodzie służbowym zostały poodkręcane trzy koła. Zauważyłem zjeżdżając z autostrady, że auto "biegało" bo jezdni. Myślałem początkowo, że wysiadły stabilizatory. Na szczęście na stacji diagnostycznej szybko znaleziono przyczynę. Takie zdarzenie miało miejsce już po raz trzeci. Najgorsze, że tym samochodem nie jeżdżę sam, nawet w tej chwili jedziemy z pracownicą. Dzisiaj rano "specjalnie" szarpałem kołami, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Sprawdziłem również, czy nie wycieka płyn hamulcowy. W ubiegły piątek przekazałem informację na policję i do prokuratury, że zostały poluzowane trzy koła w samochodzie. Odbieram to jako próbę zabójstwa, uszkodzenia ciała, bo jest to - nie pierwszy raz. Przykładowo, mężczyzna przyszedł do mnie na dyżur, nie znałem go wcześniej. Wyszedł z więzienia i powiedział, że mnie zabije, że będzie czekał na mnie pod urzędem, tak długo aż wyjdę. Chodziło, o to żebym umorzył mu dług za mieszkanie. Byłem też szantażowany w czasie kampanii wyborczej, 3 lata temu grożono mojej rodzinie. A teraz ktoś poodkręcał trzy koła
- mówi Niezalezna.pl Dariusz Wójtowicz.
"Analizujemy dokumenty"
Na razie sprawa poluzowania kół w samochodzie służbowym prezydenta Mysłowic trafiła do Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
- Analizujemy dokumenty. Najprawdopodobniej jeszcze dziś lub jutro zostanie wyznaczona prokuratura, która będzie zajmować się docelowo tą sprawą. Ponieważ chodzi o prezydenta Mysłowic, nie może tego robić prokuratura w Mysłowicach. To standardowa procedura. Analiza wykaże też, w jakim kierunku będzie prowadzone śledztwo
- mówi nam rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach, prokurator Aleksander Duda.