Sławomir Cenckiewicz, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, powiedział, że Polska powinna monitorować rozmowy na linii Berlin–Paryż, ale priorytetowo traktować istniejący program współużytkowania broni jądrowej NATO, umożliwiający sojusznikom niemającym broni jądrowej przyjmowanie i dostarczanie amerykańskich głowic w celu przeciwdziałania potencjalnym zagrożeniom ze strony Rosji” – relacjonuje Agencja Reutera. Prof. Cenckiewicz przekazał, że francuska doktryna odda pełną kontrolę nad bronią jądrową w ręce prezydenta Francji – jest to coś, co sam Emmanuel Macron ma powiedzieć wprost w poniedziałek. Dodał, że użycie broni jądrowej w ramach klauzuli o obronie zbiorowej NATO, zawartej w artykule 5, który traktuje atak na jeden kraj jako atak na wszystkie, powinno być decyzją sojuszniczą. Deklaracje Macrona nie były uzgadniane z NATO.
Plan niemiecko-francuski
Dziś prezydent Francji ma przedstawić plan stworzenia europejskiego parasola nuklearnego. To wynik rozmów (o których mówił szef BBN) między Paryżem a Berlinem, które opierają się na założeniu, że amerykański parasol atomowy w ramach NATO nie jest już wiarygodny.
– To jest propagandowa teza Berlina wbrew faktom i wbrew ostatnim deklaracjom Amerykanów. Podczas ostatniej konferencji bezpieczeństwa w Monachium wiceszef Pentagonu Elbridge Colby zapewnił wprost, że USA utrzymają parasol jądrowy nad europejskimi aliantami
– komentuje doradca prezydenta Jacek Saryusz-Wolski. Dodaje, że w rzeczywistości niemiecko-francuskie propozycje mają na celu wypchnięcie USA z Europy i otwarcie także na tym polu dominacji Niemiec z wykorzystaniem potencjału Francji. – Te propozycje to tworzenie pozorów siły i polityczne gry – mówi Saryusz-Wolski.
– Rozszerzenie francuskiego parasola nuklearnego na inne kraje to ułuda i mrzonka. Decyzja o użyciu francuskiej „Force de Frappe” i przycisk atomowy zawsze pozostaną w rękach prezydenta Francji. Mówi to wyraźnie francuska doktryna nuklearna. Notabene opiera się ona na zasadzie tzw. martwej ręki, czyli odwetu już po ataku nieprzyjaciela na Francję – mówi doradca prezydenta.
Dobre dla Francji, ale nie dla Polski
Gen. Dariusz Wroński podkreśla w rozmowie z „Codzienną”, że pomijając względy polityczne, koncepcja stworzenia europejskiego parasola mającego zastąpić amerykański jest problematyczna ze względów wojskowych. Pierwszą kluczową sprawą jest potencjał, jakim dysponują Francja i Wielka Brytania.
– Trzeba pamiętać, że mówimy o wspólnym francusko-brytyjskim potencjale, ale zapowiedzi z lata 2025 r. mówiły o koordynacji (a nie unifikacji) odstraszania francusko-brytyjskiego i był to sygnał polityczny: zwiększenie wiarygodności europejskiej „nogi”, ale przy zachowaniu suwerenności decyzji każdego z krajów – mówi gen. Wroński.
Nawet połączone siły nuklearne Francji i Wielkiej Brytanii nie równoważą potencjału Rosji. Według szacunków ekspertów w posiadaniu Rosji znajduje się obecnie 5 tys. głowic nuklearnych. Francja ma ich 290, a Wielka Brytania 225. Stany Zjednoczone posiadają ponad 5 tys. takich głowic.
Kolejną sprawą, na którą zwraca uwagę generał, jest struktura sił nuklearnych Francji.
– Paryż utrzymuje dwuskładnikowe odstraszanie: morskie (SSBN z M51) i lotnicze – samoloty Dessault Rafale przenoszące pocisk ASMP-A. Nie posiada z założenia atomowej broni taktycznej (o niewielkiej mocy), a także nie jest jasne (tego doktryna nuklearna Francji nie precyzuje), jaki jest próg użycia owej broni. Mowa jest tylko o żywotnych interesach Francji – mówi gen. Wroński. To wszystko powoduje poważne komplikacje. – Konieczne byłoby rozmieszczenie samolotów z pociskami jądrowymi w państwach, które pod takim parasolem miałyby się znaleźć. To nie jest prosta operacja. Wymaga uzgodnień, budowy odpowiedniej infrastruktury, systemów dowodzenia, logistyki, ćwiczeń itd. Przy czym Francja zachowuje cały czas kontrolę nad udostępnionym w ten sposób komponentem jądrowym bez jednoznacznego progu jej użycia. To z kolei wymaga zgody państw, które się na to decydują, a także poniesienia przez nie kosztów utrzymania takiej współpracy. Realnie w czasie wygląda to tak, że 12–18 miesięcy zajęłyby uzgodnienia polityczne, prawne, budżetowe, 18–36 miesięcy dostosowanie infrastruktury, ćwiczenia, certyfikacje, a dopiero po blisko pięciu latach byłaby pełna operacyjna gotowość dyżurów rotacyjnych – wylicza.
Czytaj więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!
🚨🚨🚨Irański rezim bliski upadku. Kolejny przykład potęgi i sprawczości USA❗️❗️❗️
— GP Codziennie (@GPCodziennie) March 2, 2026
Bądź na bieżąco z tym co się dzieje na świecie i sprawdź najnowsze wydanie #GPcodziennie❗️
Gazetę możecie znaleźć również online na 👉 https://t.co/NGuZyAXV2W pic.twitter.com/cjwoDNlMbi