Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Służby w domu prezydenta. Sakiewicz pyta o szczegóły akcji: Kto mógł wiedzieć, że taki sygnał jest niezbędny?

Karol Nawrocki ma współwłasność dwóch mieszkań, ale tylko mieszkanie matki nie było chronione przez SOP. Kto o tym wiedział? Druga rzecz jest jeszcze ciekawsza: pojawienie się powtórzonego alarmu o bezpośrednim zagrożeniu życia już w trakcie akcji służb. Ten wzorzec pojawiał się także przy wejściach do niektórych domów dziennikarzy. Kto mógł wiedzieć, że taki sygnał jest niezbędny i w jakim momencie? - pyta Tomasz Sakiewicz, prezes TV Republika. Ocenił, że można wskazać wąski krąg osób w służbach, które mogły wspierać cyberterrorystę stojącego za fałszywymi alarmami, w tym alarmem dotyczącym domu rodzinnego prezydenta Nawrockiego.

W sobotę wieczorem doszło do skandalicznej i bezprecedensowej sytuacji. Po anonimowych zgłoszeniach dotyczących możliwego pożaru oraz zagrożenia życia osób przebywających w lokalu, służby - straż pożarna oraz policja - weszły siłowo, wyważając drzwi, do domu rodzinnego prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Jak ustaliliśmy, interwencja w lokalu trwała kilkanaście minut. Mieszkanie było puste. Jak poinformował w rozmowie z niezalezna.pl bryg. Jacek Jakóbczyk z gdańskiej straży pożarnej, służby próbowały oddzwonić na numer, z którego wysłano zgłoszenie, jednak nikt nie odebrał. Mimo to — z uwagi na możliwe zagrożenie życia — podjęto decyzję o natychmiastowej interwencji.

Skandal ten poprzedziły ponad dwa tygodnie fałszywych alarmów, które wymierzone były w TV Republika, jej kierownictwo oraz pracowników, a także osoby z otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego.

Błaszczak: Powinny polecieć głowy

Komendant główny policji, gen. insp. Marek Boroń, podczas niedzielnej konferencji prasowej po odprawie ministrów i szefów służb z szefem rządu Donaldem Tuskiem, poinformował o zespole badającym sprawę fałszywych zgłoszeń. W ciągu kilkunastu godzin miał on przedstawić informację o efektach pracy.

Szereg pytań odnośnie do podmiotu, jaki ma funkcjonować w strukturach policji, skierował Tomasz Sakiewicz, prezes TV Republika.

Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, pytany w TV Republika o możliwych sprawców, stwierdził, że obecnie "państwo polskie nie jest w stanie tego wyjaśnić".

Oni są bezradni, nie wiedzą. Niech członkowie zespołu zgłoszą się do policjantów, którzy namierzyli panią w Toruniu, która ośmieliła się skrytykować Jerzego Owsiaka. Jakoś tę panią, emerytkę, potrafili namierzyć, weszli do niej o 6 rano. Skoro tamci potrafią, to może niech do nich się zwrócą? Powinny polecieć głowy i to nie tylko dwóch ministrów - Siemoniaka i Kierwińskiego, ale także premiera Donalda Tuska

- wskazał.

"Kto wiedział, że taki sygnał jest niezbędny"

Dziś w mediach społecznościowych, Tomasz Sakiewicz, wskazał, że "na podstawie dostępnych informacji można ustalić wąski krąg osób w służbach wspierających cyberterrorystę".

Karol Nawrocki ma współwłasność dwóch mieszkań, ale tylko mieszkanie matki nie było chronione przez SOP. Kto o tym wiedział? Druga rzecz jest jeszcze ciekawsza: pojawienie się powtórzonego alarmu o bezpośrednim zagrożeniu życia już w trakcie akcji służb. Ten wzorzec pojawiał się także przy wejściach do niektórych domów dziennikarzy. Kto mógł wiedzieć, że taki sygnał jest niezbędny i w jakim momencie? Musiał mieć na bieżąco dostęp do wymiany informacji pomiędzy interweniującymi a centralą. To zawęża krąg podejrzanych

- ocenił prezes TV Republika.

Informacja o powtórzonym alarmie podczas akcji związanej z domem rodzinnym prezydenta RP, Karola Nawrockiego, pojawiła się w niedzielę, w wypowiedzi Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, nadbryg. Wojciecha Kruczka.

- O godzinie 19.33 w sobotę wpłynęło zgłoszenie [dot. pożaru], 19.34 zostały zadysponowane siły i środki - 2 samochody gaśnicze i podnośnik. 19.42 byliśmy na miejscu i podjęliśmy działania weryfikujące. Było już obecne ratownictwo medyczne na miejscu, policja dojechała tuż za nami. (...) Zweryfikowaliśmy następujące elementy: przez domofon nie było kontaktu z osobami wewnątrz, nie było oznak pożaru, nie było zadymienia. Weszliśmy na balkon, by zweryfikować zadymienie wewnątrz obiektu, jedno z okien było przejrzyste, można było zobaczyć, że nie było zadymione, drugie z okien było zaklejone folią, stąd była ograniczona widoczność. Po 15 minutach kolejny Zespół Ratownictwa Medycznego przyjechał na miejsce zdarzenia ze względu na kolejne zgłoszenie o zatrzymaniu funkcji życiowych pod tym samym adresem. Tutaj kierujący działaniem ratowniczym nie miał wątpliwości, że trzeba wejść do lokalu, zweryfikować, czy nie ma tam osoby, która potrzebuje pomocy medycznej, abstrahując od kwestii związanych z zagrożeniem pożarowym. Nie zastaliśmy osób poszkodowanych, mieszkanie było puste, nie odnotowano oznak pożaru, następnie protokołem został obiekt przekazany osobie zamieszkującej - mówił Kruczek.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska