Publikowane przez nas informacje, znalezione w archiwach IPN, przeczą stwierdzeniu prof. Małgorzaty Gersdorf, że sędziowie tacy jak prezes Józef Iwulski, którzy w 1990 r. stanowili kadrę Sądu Najwyższego, zostali dogłębnie zweryfikowani i zdekomunizowani przez ówczesnego I prezesa Sądu Najwyższego Adama Strzembosza.
Niejasne kryteria sędziego Strzembosza
Od czasów PRL do dziś nie przeprowadzono formalnej lustracji składu Sądu Najwyższego. A warto przy tym pamiętać, że w 1982 r. 92 proc. sędziów SN było członkami partii – reprezentowali w przeważającej części PZPR i zjednoczone z nią ZSL i SD. Jednocześnie w 1990 r. po korektach w składzie SN pozostało w nim 40 proc. sędziów z PRL, pozostałych zaś dobrano według niejasnych kryteriów.
Obronę Sądu Najwyższego przed zmianami podsumował we wtorek rzecznik SN Michał Laskowski, odpowiadając dziennikarce Dominice Wielowieyskiej na pytanie, czy lepiej byłoby, gdyby w wolnej Polsce w SN nie zasiadali sędziowie, którzy skazywali opozycjonistów w stanie wojennym. – Jeśli tak by miało być, to trzeba to było zrobić w 1990 r. Jeśli tego nie zrobiono wtedy, nie przeprowadzono lustracji, to teraz wydaje się to mocno spóźnione i wygląda na pretekst do uzyskania innego celu: wymiany kadrowej SN. Wykorzystuje się tych dwóch sędziów orzekających w tej chwili czy kilku z przeszłości SN i usuwa całą rzeszę ludzi, którzy nie mieli z tym nic wspólnego – stwierdził sędzia Laskowski.
Marksizm, leninizm i bezpieka
Sąd Najwyższy sam obronił się przed wymianą kadr i skutecznie blokował pełny proces dekomunizacji i lustracji wydawanymi przez siebie wyrokami po 1989 r., przez co nie doszło do zerwania więzów z systemem totalitarnym PRL. Swój udział w blokowaniu dekomunizacji ma wieloletni prezes Izby Wojskowej SN płk Janusz Godyń.
W Sądzie Najwyższym Godyń był prezesem Izby Wojskowej SN od 1990 do 2016 r. Od początku lat 70. rozwijał swoją karierę w PZPR. Służył też wówczas w szeregach Wojsk Ochrony Pogranicza, organu bezpieki PRL. Jako sędzia szybko trafił na kierownicze stanowiska do sądów wojskowych. W opiniach służbowych oficera LWP wskazywano, że „w pełni uznaje i realizuje socjalistyczne ideały w każdej dziedzinie”.
Wykazywał też „pełne zrozumienie internacjonalizmu proletariackiego”. Jego służba sądownicza przebiegała w zgodzie „z duchem idei marksistowsko-leninowskich”. Godynia chwalono za postawę i zaangażowanie w okresie stanu wojennego. To uznanie wyrażane było nadal w latach po upadku komunizmu. W 1985 r., gdy Godyń był już w Izbie Wojskowej SN, chwalono go, że rozpoznał 191 spraw, w których oskarżono łącznie 202 osoby.
Za podobne cechy chwalony był w 2016 r. przez I prezes SN Małgorzatę Gersdorf. Wyróżniała go ona za lata kierowania Izbą Wojskową. Podkreślała, że jego długoletnia praca to powód do największej chluby.
Wyrok w imieniu partii
Wielu sędziów orzekających w Sądzie Najwyższym po 1989 r. było w latach komunizmu mocno osadzonymi działaczami struktur partyjnych. Jednym z nich był Jerzy Bratoszewski. Został sędzią jeszcze w latach 50. W 1967 r. został kierownikiem Ośrodka Zamiejscowego Sądu Wojewódzkiego w Toruniu. Rok później był już wiceprezesem Sądu Wojewódzkiego w Bydgoszczy, a od 1970 r. wiceprezesem Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu.
W 1972 r. został uroczyście powołany przez Radę Państwa na sędziego Sądu Najwyższego. Orzekał w Izbie Karnej i był przewodniczącym wydziału. W latach 1982 i 1985 jako członek PZPR był dwukrotnie wybierany przez Sejm do składu Trybunału Stanu. Od 1989 r. ulokowano go w Komisji Reformy Prawa Karnego. Był wierny PZPR od 1955 r., m.in. za to uzyskał liczne odznaczenia państwowe, w tym Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.
Oddanym członkiem partii od 1963 r. był też Juliusz Suchecki, od 1987 r. sędzia Sądu Najwyższego. Już w latach 60. był wiceprezesem, a potem prezesem Sądu Powiatowego w Nowym Dworze Mazowieckim. Od 1971 i 1977 r. powoływany był dwukrotnie do pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Pracował m.in. w gabinecie ministra sprawiedliwości. Od 1979 r. był przewodniczącym wydziału w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie. Suchecki pozostał w SN do 2000 r.
Prominenci i koledzy
Od 1968 r. z legitymacją PZPR orzekał inny sędzia SN – Gerard Bieniek. W 1970 r. był prezesem Sądu Powiatowego w Koźlu. Cztery lata później delegowano go do Ministerstwa Sprawiedliwości na funkcję wizytatora, naczelnika wydziału i wicedyrektora departamentu. W Sądzie Najwyższym orzekał już od 1985 r. Jako członek partii był w składzie rady programowej Centrum Studiów Samorządowych przy Radzie Państwa, członkiem zespołu X Komisji Reformy Gospodarczej. Władze PRL wyróżniły go licznymi odznaczeniami państwowymi i resortowymi, w tym Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Inny sędzia, Zdzisław Świeboda, niezmiennie tkwił w Sądzie Najwyższym po 1990 r., mimo że trafił tam 13 lat wcześniej. Podobnie jak jego koledzy w togach był wierny PZPR od wstąpienia w 1963 r. przez wszystkie lata PRL. Wysuwano go na eksponowane funkcje. Był m.in. wiceprezesem Sądu Powiatowego w Łańcucie czy wiceprezesem Sądu Wojewódzkiego w Rzeszowie.
Warto pamiętać, że takich sędziów w 1990 r. powoływał do Sądu Najwyższego gen. Wojciech Jaruzelski, a opiniował m.in. ustępujący I prezes SN z czasów PRL Adam Łopatka – jeden z największych prominentów systemu komunistycznego. Swoje opinie o weryfikowanych sędziach zgłaszała też ówczesna Krajowa Rada Sądownictwa, w której składzie był wówczas wspomniany Łopatka i inne postaci PRL, jak generał Ludowego Wojska Polskiego Kazimierz Lipiński