Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Jak zmienił się głód wśród dzieci. Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej": Wracamy do szczawiu i mirabelek?

Najnowszy raport Banków Żywności jasno wskazuje, że głód i niedożywienie to doświadczenie i cierpienie wielu dzieci w Polsce. Choć osiemsetplusowa polityka wprowadzona za czasów Prawa i Sprawiedliwości zmniejszyła skalę problemu, to nie zniknął on zupełnie. Tym bardziej że do władzy wróciła w Polsce ekipa, której przedstawiciele tłumaczyli niegdyś podobne problemy „brakiem kultury jedzenia śniadań” albo wysyłali głodne dzieci „na szczaw i mirabelki”, rosnące przy nasypach kolejowych. Eksperci przyznają jednak: dzięki wprowadzonemu dekadę temu programowi Rodzina 500 Plus jesteśmy w tych sprawach w zupełnie innym miejscu - pisze Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej".

W czerwcu ukazał się duży raport Banków Żywności zatytułowany „Ukryty głód dzieci”. Jego autorzy podkreślają, że wprowadzone w czasach PiS transfery socjalne w Polsce wyraźnie zmniejszyły zasięg skrajnego ubóstwa wśród najmłodszych, znacznie poprawiając ich ogólną sytuację: „Statystyki dowodzą poprawy. Te same statystyki stają się zarazem wymówką i usprawiedliwieniem dla spoczęcia na laurach: »zrobiono przecież już wystarczająco dużo, jest o wiele lepiej, niż było!«. Dane pokazują jednak wyraźnie: problem nie zniknął. A gdy przyjrzeć się mu dokładniej, widać, że dziś wygląda inaczej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Ubóstwo nie zawsze oznacza już brak żywności – coraz częściej oznacza możliwość jedzenia wyłącznie najgorszych produktów, które dzieciom szkodzą”. Dane mówią bardzo dużo o pozytywnych zmianach, jakie zaszły w ciągu minionych lat: w 2024 roku 5,4 proc. dzieci w Polsce żyło poniżej progu skrajnego ubóstwa – to około 364 tys. chłopców i dziewczynek (GUS). Dziesięć lat wcześniej, czyli w 2014 roku, pod koniec rządów koalicji PO-PSL, odsetek ten wynosił 10,3 proc.! Wyszydzane przez liberalne media hasło „dobra zmiana” dla głodnych i niedożywionych polskich dzieci nie brzmiało fałszywie – wprost przeciwnie. Problem jednak nie zniknął: dzisiaj sześcioro dzieci na sto cierpi z powodu biedy. 

Tusk odcina kupony od sukcesów PiS

To kolejny wymowny przykład na to, że obecna władza – podobnie jak w przypadku głośno ostatnio dyskutowanego radykalnego wzrostu płacy minimalnej w ciągu ostatniej dekady – odcina kupony od sukcesów swoich poprzedników. I na cudzych osiągnięciach, stopniowo zresztą rujnowanych, zamierza dotrwać do kolejnych wyborów. Trudno przy tym podejrzewać ekspertów z Banków Żywności, że na swoim raporcie próbują robić politykę: nie tylko jasno pokazują, że osiemsetplusowa polityka pomogła ograniczyć najsmutniejsze patologie III RP, lecz także uświadamiają, że coraz częściej „fastfoodowa sytość” to tylko pozór, który częściej uderza w dzieci z domów mniej zamożnych, albo zamożniejszych, ale mniej świadomych potrzeby zdrowego żywienia wśród dzieci i młodzieży. Tajemnicą poliszynela jest przecież, że wielu zapracowanych rodziców – bez złej woli – uważa, że lepiej dać dziecku kilkanaście/kilkadziesiąt złotych na sklepowego hot doga, niż toczyć batalie o „niemodne” kanapki, których dziecko zjeść i tak nie chce, bo „w szkole wszyscy jedzą” coś innego. Jak piszą twórcy raportu:

„Ubóstwo nie zawsze oznacza już brak żywności – coraz częściej oznacza możliwość jedzenia wyłącznie najgorszych produktów, które dzieciom szkodzą. Najtańsza żywność bardzo niskiej jakości utrudnia rozwój i powoduje choroby. W efekcie dominujący kiedyś głód, czyli niedożywienie ilościowe, ustępuje miejsca niedożywieniu jakościowemu – gdy dziecko wypełnia żołądek, ale nie odżywia właściwie organizmu. Ten stan znacznie trudniej wychwycić, zarówno rodzicom, jak i instytucjom wsparcia”.

Jak wygląda „nowy głód i niedożywienie” polskich dzieci w statystykach? Z raportu Banków Żywności wynika, że ponad 23 proc. dzieci nie ma w szkole drugiego śniadania. Aż 35 proc. dzieci nawadnia się napojami słodzonymi – mówimy o czasach, gdy dzieci nagminnie i pod byle pretekstem rezygnują z lekcji wychowania fizycznego i coraz częściej zmagają się z nadwagą i otyłością, a sport i aktywna turystyka stały się przywilejem uczniów z zasobniejszych domów. To nie publicystyczna przesada: z najnowszych danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że Polska należy do pierwszej dziesiątki państw UE z najwyższym odsetkiem nadwagi i otyłości wśród ośmiolatków. Ponad 15 proc. ankietowanych dzieci bywa głodnych często lub zawsze w domu, w drodze do szkoły lub w szkole. Aż 36,2 proc. dzieci wskazuje, że najczęściej ma w szkole „coś słodkiego” (na przykład batoniki), a 7,4 proc. „coś słonego” (na przykład chipsy) zamiast pełnowartościowego drugiego śniadania. Ponad 18 proc. polskich dzieci wciąż nie ma codziennego dostępu do obiadu! Twórcy raportu cytują 11-letnią Alicję, która zwierza się ankieterom, że nienawidzi wuefu, bo nie ma siły na ćwiczenia, a dzieci i wuefistka się z niej wyśmiewają, że „nie jadła śniadania”: szkolna pielęgniarka powiedziała, że źle się odżywia, i wysłała na badania krwi.

Ukryty głód polskich dzieci

Ubóstwo to dziś gorsza żywność: pełna chemii, przesłodzona, z mnóstwem pustych kalorii. Często bardzo kolorowa na opakowaniach, ale znacznie mniej smaczna niż w kuchni tych, których stać na produkty wyższej jakości. Coraz bardziej liczy się również kwestia czasu na przygotowanie posiłku: zamożniejsi z różnych przyczyn mają go więcej – jeśli nie gotują sami, mają kogoś do pomocy. Eksperci Banków Żywności zwracają uwagę, że dla dzieci z ubogich domów tania, wysoko przetworzona żywność często jest jedynym dostępnym wyborem, a wartościowe białko, warzywa, owoce i nabiał pojawiają się na ich talerzach znacznie rzadziej. To ma swoje konsekwencje:

„Odsetek hospitalizowanych dzieci w gospodarstwach o najniższych dochodach jest w Polsce ponaddwukrotnie wyższy niż w domach zamożniejszych. Nastolatki z gorzej sytuowanych rodzin istotnie częściej skarżą się też na bóle głowy, brzucha i chroniczne zmęczenie oraz niżej oceniają własne zdrowie”.

Na tym nie koniec, autorzy raportu zwracają uwagę, że to głód i niedożywienie dzieci ma także wymiar regionalny: „(…) w częściach Polski o niższym PKB per capita, gdzie ubóstwo jest częstsze, u dzieci istotnie częściej notuje się niedowagę, czyli klasyczny skutek niedoboru pożywienia”. Co więcej, głód i niedożywienie to największy problem dla dzieci z rodzin wielodzietnych i dzieci ze wsi. Podział na Polskę A i Polskę B ma więc ponure konsekwencje również dla najmłodszych Polek i Polaków. Tajemnicą poliszynela jest, że ta „gorsza Polska” jest politycznie niszczona i medialnie wyśmiewana przez staro-nowe elity III RP. Tuskowa „dwudziesta gospodarka świata” programowo nie jest zainteresowana losem mniej zamożnych Polek i Polaków, czy może ściślej: jak wielokrotnie wskazywałem na licznych przykładach na łamach „Gazety Polskiej”, najbardziej jest zainteresowana szkodzeniem Polsce B, którą uważa za swojego politycznego wroga.  

Elitom „śmierdziało” 500 plus

Polityczny kontekst sytuacji znajduje niestety swoje odbicie również w raporcie. Do myślenia daje wypowiedź jednego z ekspertów, który stwierdza: „Jeśli spojrzymy na ostatnie kilkanaście lat, widać wyraźny trend: ubóstwo dzieci w Polsce stopniowo malało. Dużym przełomem było wprowadzenie programu 500+. Niezależnie od jego ocen politycznych, trudno nie zauważyć jednego: znacząco zmniejszył on ubóstwo wśród dzieci”. Widać zatem, że wśród reprezentacji liberalno-lewicowych elit wciąż zaznacza się pewna niechęć, motywowana często ideologicznie i towarzysko, wobec pięćsetplusowej polityki. Bo co nam mówi autor cytowanych wyżej słów? Mówiąc mniej ezopowym językiem: „Drodzy leftlibkowi odbiorcy, wiemy, że śmierdzi wam pięćsetplus, ale z pozytywami trudno dyskutować”. Jak wielka musi być skala uprzedzeń i niechęci do PiS wśród tzw. elit, gdy każdą pozytywną wypowiedź na temat programów społecznych tej partii trzeba wciąż opatrywać okolicznościowymi zastrzeżeniami?

Kilka miesięcy temu na łamach „Nowego Państwa” przeprowadziłem wywiad z prof. Ryszardem Szarfenbergiem dotyczący polskiej biedy. Wybitny ekspert od zagadnień społecznych mówił wówczas wprost: 500 Plus to była największa, pozytywna rewolucja społeczna w III RP. Twórcy raportu o głodzie i niedożywieniu polskich dzieci właśnie to potwierdzają. Pozwolę sobie na dłuższy cytat: „Bieda dzieci nie jest w Polsce zjawiskiem nowym. We wczesnym okresie po transformacji i na początku XXI wieku była znacznie większa. Stopa zagrożenia ubóstwem dzieci w wieku 0–14 lat sięgała wówczas około 29 proc. (GUS, 2005). Rozwój gospodarczy i transfery socjalne (zwłaszcza program »Rodzina 500+« i waloryzacja świadczenia do 800 zł) odegrały znaczącą rolę w ograniczaniu problemu”. Warto sobie przypomnieć, wbrew propagandzie obecnej władzy, że 800 plus również wprowadzono za rządów PiS, choć Donald Tusk próbował przekonać prospołeczny elektorat, że to jego zasługa. Powtórzę: właściwie każda analiza dotycząca tematów społecznych wskazuje, że lumpenliberalna władza odcina kupony od zasług swoich poprzedników. A gdy sama rządzi, tematy społeczne albo leżą odłogiem i nawarstwiają się w nowe wyzwania (głód dzieci), albo stopniowo wracamy w koleiny sprzed 2015 roku (rosnące bezrobocie, śmiesznie niskie podwyżki płacy minimalnej i stawki godzinowej). 

Dla głodnych dzieci PO miało szczaw

Trzynastogrudniowa strategia żerowania na cudzych prospołecznych osiągnięciach to nie jest wypadek przy pracy. Rzecz jest głęboko zakorzeniona w DNA staro-nowego układu politycznego skupionego wokół Koalicji Obywatelskiej, do niedawna znanej jako Platforma Obywatelska. Warto sobie przypomnieć, w jaki sposób problem głodu wśród dzieci próbowali zbyć i zdyskredytować jako temat publicznej rozmowy luminarze partii Tuska. W 2013 roku Julia Pitera, wówczas prominentna posłanka PO, przekonywała, że dzieci chodzą głodne, bo w Polsce „nie istnieje kultura jedzenia śniadań”.

Rzadko kto pamięta jednak, że przy okazji zaatakowała twórców raportu dla fundacji Maciuś, którzy wskazywali, że w Polsce z powodu głodu cierpiało wówczas 800 tys. dzieci. Pitera mówiła, że raport jest skandaliczny, i sugerowała manipulacje. Wywołało to wówczas falę oburzenia i szyderstw pod jej adresem. Niemniejsze cięgi od opinii publicznej zebrał Stefan Niesiołowski, były ZChN-owiec, który doskonale odnalazł się w formacji Donalda Tuska, który również przekonywał, że raport jest nieprawdziwy, a poza tym – jak sugerował – najlepsze rozwiązanie problemu to szczaw i mirabelki na nasypach kolejowych. W tamtym czasie wśród Polek i Polaków narastało dojmujące przekonanie, że Platforma doskonale wie, że dla jej ludzi są ośmiorniczki, a dla reszty – przydrożna zielenina. To dlatego ponad dekadę później Tusk objeżdżał prowincjonalną Polskę, z pomocą liberalnych mediów próbując wmówić ludziom, że jego partia nauczyła się na własnych błędach i teraz jest już najbardziej wrażliwą społecznie formacją w Polsce.

Jedyne, czego się nauczyli, to sprawniej oszukiwać wyborców – co doskonale widać w sprawach społeczno-gospodarczych w połowie 2026 roku. 

Ktoś powie, że za dużo polityki w tekście o głodzie i biedzie wśród polskich dzieci. Szkopuł w tym, że to temat naprawdę polityczny – od postawy, strategii czy wręcz swoistej empatii poszczególnych partii i ich liderów zależy los milionów Polek i Polaków. Cytowane powyżej statystyki nie kłamią: rządy PiS przyniosły największe w III RP ograniczenie głodu i niedożywienia wśród polskich dzieci. To była realna zmiana jakościowa, która sprawiła, że dzisiaj eksperci od spraw społecznych dyskutują o innych zagadnieniach, analizując konsekwencje biedy i głodu wśród małych Polek i Polaków.

Odnieść można wrażenie, że największa dzisiaj opozycyjna partia nie potrafi opowiadać o swoich prospołecznych sukcesach, bo na prawicy została zmuszona do konkurowania z narodowymi liberałami. To niebezpieczna pułapka, niemniej groźna niż fałszywa prospołeczność Donalda Tuska z 2023 roku. A przy okazji: mainstreamowe środki przekazu dzisiaj wolą nie przepytywać ludzi premiera z kwestii głodu wśród polskich dzieci. Być może mają w pamięci lekcję samokompromitacji Pitery i Niesiołowskiego. A może nie chcą zaczynać wizerunkowo niebezpiecznych dla obecnej władzy tematów – wiedzą już, że nadchodząca wyborcza gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska