Robert Biedroń jest solą w oku "totalnej opozycji". Były prezydent Słupska kontynuuje tworzenie własnego obozu politycznego i ani myśli jednoczyć się z Grzegorzem Schetyną czy pozostałościami po Nowoczesnej. Wpędza to w nerwy zwolenników szerokiego frontu anty-PiS.
Co więcej, Biedroń coraz częściej pozwala sobie na ironiczne przytyki wobec sztandarowych postaci "demokratycznej" opozycji. Ostatnio wziął sobie na cel Romana Giertycha, którego nazwał "przebranym obrońcą demokracji".
Bardzo zezłościło to Giertycha. Adwokat Tuska i Gawłowskiego odciął się byłemu prezydentowi Słupska na Twitterze, pisząc:
Pan Biedroń nazywa mnie przebranym obrońcą demokracji. Panie Radny! Od kilku miesięcy (odkąd porzucił Pan swoją dawną miłość - Słupsk) robi Pan wszystko, aby rozwalić opozycję i wzmocnić PiS. To Pan przebierasz się za obrońcę demokracji, gdy tymczasem jest Pan ostatnią nadzieją JK [Jarosława Kaczyńskiego].
Pan Biedroń nazywa mnie przebranym obrońcą demokracji. Panie Radny! Od kilku miesięcy (odkąd porzucił Pan swoją dawną miłość-Słupsk) robi Pan wszystko, aby rozwalić opozycję i wzmocnić PiS. To Pan przebierasz się za obrońcę demokracji, gdy tymczasem jest Pan ostatnią nadzieją JK. — Roman Giertych (@GiertychRoman) 5 stycznia 2019
A więc według Giertycha Biedroń jest nie tylko "przebierańcem", ale i koniem trojańskim podstawionym przez PiS, by "rozwalić opozycję". Robi się coraz ciekawiej - aż boimy się pomyśleć, kto jeszcze zostanie przez Giertycha okrzyknięty człowiekiem Kaczyńskiego, gdy kampania wyborcza nabierze rumieńców.