Przed wejściem do urzędu przy ul. Nowe Ogrody od poniedziałku gdańszczanie składają kwiaty, palą znicze i świece. Dzisiaj od rana też przychodzą. Z godziny na godzinę gromadzi się ich coraz więcej. Jest sporo starszych osób, głównie kobiety, ale przychodzą też całe rodziny.
Pani Hanna, która wspólnie z mężem Tomaszem zapaliła w tym miejscu znicz i zmówiła krótką modlitwę, powiedziała, że oboje chcą łączyć się w bólu z rodziną zmarłego prezydenta.
Dla nas, katolików, takie gesty powinny być bardzo ważne. Te znicze to znak, że prezydent jest w naszych sercach, i znak tego, co zrobił dla tego miasta
- mówiła.
Przyjechałem z Gdyni, żeby zapalić świeczkę i złożyć hołd prezydentowi, ponieważ bardzo go lubiłem. Nie było w nim zawiści, która często występuje w życiu publicznym. Myślę, że po prostu był fajnym człowiekiem. Dlatego przychodzi tutaj tylu ludzi i pewnie będzie ich coraz więcej
- powiedział PAP mężczyzna w średnim wieku.
Pani Aleksandra przyjechała pod urząd z córką i 4-letnią wnuczką.
Czuję olbrzymi smutek i gniew, że tyle lat od odzyskania niepodległości i pracy na rzecz demokracji w naszym kraju doszło do takiej zbrodni wywołanej nienawiścią. Śmierć prezydenta Gdańska to dla nas wielka strata i niepokój, co dalej będzie, jeśli takie rzeczy się zdarzają
- powiedziała.
Wiele osób w rozmowie z PAP powtarzało: "to był nasz prezydent". Często zapowiadały, że wybiorą się również na jego pogrzeb. Zwykle nie kryły wzruszenia. Niektórzy mieli na kurtkach i płaszczach przypięte czarne wstążki, jak po stracie kogoś bliskiego.
To był młody człowiek, o rok starszy od mojego syna. To niepojęte, co się stało. Dla mnie to jest wielka strata. Każdy powinien tutaj przyjść i zatrzymać się chociaż na moment
- tłumaczył 75-letni pan Józef, który w Gdańsku mieszka od 1957 r.