Na dąbrowskich forach zawrzało. Plakat z napisem "Stop likwidacji oddziału położniczego" był przekazywany w mediach społecznościowych. Protestują działacze społeczni i radni opozycji. W Dąbrowie rządzi m.in. była Lewica i KO.
– Nie mówimy o likwidacji porodówki, lecz o przeniesieniu jej działalności do pobliskiego Sosnowca, co nastąpi 1 stycznia 2027 roku. Dąbrowa Górnicza jest rozległym miastem, jednym z dziesięciu największych w Polsce pod względem powierzchni, ale szpitale w Dąbrowie i Sosnowcu dzieli zaledwie 6 kilometrów
– mówi w rozmowie z Niezalezna.pl Marek Węgrzynowicz, wiceprezydent Dąbrowy Górniczej z Koalicji Obywatelskiej, odpowiedzialny m.in. za obszar ochrony zdrowia.
– Niestety żyjemy w czasach postępującego niżu demograficznego. Rodzi się coraz mniej dzieci, nad czym bardzo ubolewam, ale jest to tendencja obserwowana zarówno w Polsce, jak i w całej Europie Zachodniej. W ubiegłym roku w Dąbrowie Górniczej odbyło się około 330 porodów. W Sosnowcu, gdzie będą mogły rodzić Dąbrowianki, liczba porodów była zbliżona. Decyzję o przeniesieniu działalności oddziału poprzedziły szerokie konsultacje i szczegółowe analizy, w które zaangażowano lekarzy, położne, pielęgniarki oraz przedstawicieli związków zawodowych. Rada Społeczna szpitala, której również jestem członkiem, jednogłośnie pozytywnie zaopiniowała tę propozycję. Najważniejsze jest dla nas bezpieczeństwo kobiet rodzących dzieci. Personel medyczny musi dysponować nie tylko odpowiednią wiedzą, ale również praktycznym doświadczeniem. Trudno mówić o utrzymywaniu właściwych kompetencji zawodowych w sytuacji, gdy zdarza się, że niektóre osoby zatrudnione na oddziale przez cały rok nie uczestniczyły w przyjęciu ani jednego porodu. Doświadczenie zdobywa się przecież poprzez regularną praktykę – kontynuuje Węgrzynowicz.
Wiceprezydentowi wtóruje żona, Aldona Węgrzynowicz, radna Sejmiku Województwa Śląskiego, też z Koalicji Obywatelskiej, członek Komisji Polityki Społecznej i Ochrony Zdrowia sejmiku.
– Dokładnie analizowałam tę sytuację. Zarówno radni sejmiku, jak i władze miasta muszą podejmować decyzje, które nie zawsze są popularne i łatwe do zaakceptowania przez mieszkańców, ale przede wszystkim powinny być racjonalne i odpowiedzialne. W ubiegłym roku w Dąbrowie Górniczej odbyło się ok. 330 porodów. To zbyt mało, aby zapewnić personelowi medycznemu odpowiednią praktykę i doświadczenie, tak istotne dla bezpieczeństwa pacjentek i noworodków. Kobiety z Dąbrowy Górniczej będą mogły rodzić w Sosnowcu, gdzie funkcjonuje oddział o wyższym stopniu referencyjności w zakresie opieki ginekologiczno-położniczej. Jednocześnie opieka okołoporodowa w Dąbrowie Górniczej zostanie zachowana – podkreśla Aldona Węgrzynowicz.
"Nie chodzi tylko o finanse"...
W 2025 roku działalność położnictwa i neonatologii wygenerowała w Dąbrowie ok. 6 mln zł straty. Na 2026 rok pierwotnie prognozowano stratę na poziomie ok. 7 mln zł. Po zmianie wyceny świadczeń i ponownej analizie finansowej ustalono, że nawet przy zwiększeniu liczby porodów do 400-450 rocznie strata wynosiłaby ok. 5 mln zł.
– Zmiany w funkcjonowaniu szpitala nie są decyzją wynikającą wyłącznie z przesłanek finansowych – przekonuje nas Tomasz Burek, rzecznik prasowy Zagłębiowskiego Centrum Onkologii Szpital Specjalistyczny im. Szymona Starkiewicza w Dąbrowie Górniczej.
– To rezultat kompleksowej oceny potrzeb zdrowotnych mieszkańców, możliwości organizacyjnych szpitala oraz kierunków rozwoju specjalistycznej opieki medycznej. Obecnie w Zagłębiowskim Centrum Onkologii ponad 1500 pacjentów oczekuje na leczenie zabiegowe z zakresu chirurgii ogólnej, ortopedii i traumatologii, ginekologii oraz chirurgii onkologicznej. Wśród nich 117 osób wymaga leczenia w trybie pilnym. Na zabiegi ginekologiczne oczekuje ok. 150 kobiet, w tym 50 mieszkanek Dąbrowy Górniczej. Przekształcenie oddziału pozwoli na lepsze wykorzystanie istniejącej infrastruktury, wyposażenia i potencjału kadry, zwiększenie liczby wykonywanych zabiegów oraz poprawę dostępności do specjalistycznego leczenia – tłumaczy.
"Porodówka wyglądała, jak nora szczurów"
Swojego oburzenia z powodu zamknięcia dąbrowskiej porodówki nie kryje Zbigniew Piątek, były przewodniczący klubu PiS w dąbrowskiej Radzie Miejskiej.
– Od lat walczyłem o ten oddział szpitala. Pan Zbigniew Grzywnowicz, były p.o. dyrektora placówki robił wszystko, by nie inwestować w opiekę okołoporodową i ginekologiczną. Sale nawet nie były odświeżane. Same matki rodzące nie chciały wybierać szpitala w Dąbrowie. Wolały rodzić w innych miastach. Gdy zrobiliśmy wizję lokalną okazało się, że porodówka wyglądała, jak nora szczurów. Głębokie czasy PRL-u. Naciskaliśmy, żeby sale odremontować i to przyniosło pozytywne skutki. Dzisiaj cały oddział położniczy szpitala jest bardzo estetyczny. I jest decyzja o jego likwidacji. Jestem zbulwersowany, tym bardziej, że miasto ma jeden z największych dochodów na mieszkańca w woj. śląskim, a w Polsce zajmuje pod tym względem 12 miejsce, według najnowszego rankingu. Likwiduje się oddział, mimo że zaczęliśmy mieć przyrost urodzeń. Średnio było, to ponad 300 porodów rocznie, a w 2026 r. założenie są takie, że urodzeń będzie ok. 440. Pozbywać się takich miejsc na rzecz Sosnowca, jest to dla mnie wielce niezrozumiałe. To, że Dąbrowy nie stać na porodówkę, to wymysł włodarza i szukanie usprawiedliwienia, fakty tego nie potwierdzają
– podkreśla w rozmowie z Niezalezna.pl.
"Ta likwidacja to tragedia"
Jadwiga Baczyńska, opozycyjna radna Sejmiku Województwa Śląskiego, członek komisji Polityki Społecznej i Ochrony Zdrowia nie ma wątpliwości, że likwidacja dąbrowskiej porodówki to zła decyzja.
– Wynika to z przesłanek ekonomicznych, natomiast ich zastosowanie w ogóle nie powinno mieć miejsca. W szpitalu są oddziały dochodowe i takie, które przynoszą straty. W dobrze zarządzanej placówce rachunki powinny być zrównoważone. Służba zdrowia w kraju to kolejny duży problem do rozwiązania. W Katowicach właśnie został zlikwidowany cały szpital, tak zwany kolejowy, w jego miejsce powstała placówka mono-specjalistyczna. Okulistyka. "Szpital jednego dnia". Oczywiście ona jest na wysokim poziomie, ale nie trzeba było likwidować przy tym innych, oddziałów, np. chirurgii. A tak się stało. Pracownicy medyczni, których w Polsce brakuje, mieli obiecane przejście, gdzie indziej, z tego, co wiem nie zostało to zrealizowane – podkreśla.