W środę w Pałacu Prezydenckim odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Zapowiedzianymi przez KPRP tematami były: programu SAFE, przewidujący niemal 44 mld euro pożyczek z UE na obronność, kwestia zaproszenia Polski do utworzonej z inicjatywy prezydenta USA Donalda Trumpa Rady Pokoju oraz „wyjaśnienie wszelkich okoliczności wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego”.
Choć premier Donald Tusk opuścił posiedzenie przed czasem jego zakończenia, rano następnego dnia - ochoczo opowiadał o inicjatywie prezydenta.
Polska w tym sojuszu nie jest i nie będzie jednak, tak długo jak ja będę premierem polskiego rządu na pewno, wasalem. Będzie lojalnym, wiernym, pewnym sojusznikiem, ale nie będzie wasalem w relacjach z jakimkolwiek państwem na świecie. Pan prezydent ma chyba inne zdanie w tej kwestii
– mówił o Radzie Pokoju.
Prezydent odpowiedział Tuskowi
O tę wypowiedź Tuska, prezydent został zapytany w rozmowie z Polsat News.
Oczywiście słowa Donalda Tuska może są też kwestią pewnej pojemności wasalstwa. Skoro przez wiele lat, także rządów pana premiera, byliśmy wasalem Berlina albo Brukseli, to już do tego koszyka nie zmieszczą się USA. Nie wiem o którym wasalstwie premier Tusk mówi, bo nie znam takich relacji
– powiedział Karol Nawrocki.
Zapytany o to, czy wybiera się na organizowane za kilka dni spotkanie Rady Pokoju w Waszyngtonie, odparł, iż decyzja jeszcze nie zapadła - ale pozostaje w kontakcie z administracją USA. Jak przypominamy: rząd nie sprecyzował jasno swojego stanowiska w tej sprawie.
"Dobrze byłoby mieć w Radzie Pokoju głos całego regionu. Tutaj jak Piłat zachowuje się pan premier i rząd, mówiąc publicznie z jednej strony, że rząd (...) nie zainicjuje wejścia Polski do Rady Pokoju, a z drugiej strony nie podejmuje uchwały" - mówił.
W reakcji na przypomnienie słów Tuska, który stwierdził, że rząd daje prezydentowi wolną rękę i "jeżeli chce, to niech leci", Nawrocki przyznał: "my jesteśmy w tym kontekście od początku do końca z panem premierem swoimi zakładnikami. W tym sensie, że rząd musi zainspirować wejście Polski do Rady Pokoju, a prezydent może ten proces skończyć".
Premier nie będzie mówił, gdzie ja mam latać. Panie redaktorze, to w ogóle co to są za słowa? Pan premier może swojemu synowi powiedzieć, gdzie może lecieć, czy swoim wnuczkom. Premier nie będzie mówił prezydentowi Polski, gdzie może lecieć. Ja mogę lecieć gdzie chcę
– dodał.
"Podejmij pan decyzję"
Zaapelował do Tuska o jasne stanowisko ws. przystąpienia - bądź nie - Polski do Rady Pokoju.
Głowa państwa powtórzyła, że to premier musi zdecydować, czy Polska chce wejść do Rady Pokoju.
"Jak był traktat w Nancy, choćby z Francją, to rząd przygotowywał go, robił, przygotowywał negocjacje, rząd to inspirował, prawo szło przez parlament. A ja po dwóch latach tych negocjacji, czy po półtora roku mogłem powiedzieć "a jednak nie", bo mi się pięć rzeczy nie podoba. Rzeczywiście niektóre mi się nie podobały, chociaż traktuję Francję jako naszego strategicznego partnera. Nie zrobiłem tego z powagi Rzeczypospolitej Polskiej na arenie międzynarodowej" - przypomniał.
"Teraz trwają negocjacje z Wielką Brytanią, też ostatecznie rząd je inspiruje, prezydent musi je skończyć. Więc ja apeluję regularnie do premiera: Panie premierze, podejmij pan, panie premierze, decyzję, czy chcecie, żeby Polska była w Radzie Pokoju, czy nie była, żebym ja mógł podjąć ostateczną decyzję"
– powiedział prezydent Nawrocki.