Ostatnie miesiące pokazały, że świat robi zwrot w sprawie polityki klimatycznej. USA Donalda Trumpa zignorowały szczyt klimatyczny w Brazylii.
Impreza zakończyła się rozmydlaniem kwestii klimatycznych. Nie podjęto wiążących celów, a najwięcej kontrowersji budziła sprawa „mapy drogowej” odchodzenia ludzkości od paliw kopalnych. Z powodu gróźb krajów wydobywających ropę nie podjęto też żadnych wiążących konkluzji. Szczyt zresztą, w którym najbardziej licznie reprezentowaną grupą byli lobbyści paliw kopalnych, został oceniony jako bezproduktywny. To jednak nie zraziło Unii Europejskiej.
UE brnie w zielone szaleństwo
Na początku grudnia Komisja Europejska przyjęła zwiększenie ambicji klimatycznych. „Dziś UE pokazuje nasze silne zaangażowanie w działania na rzecz klimatu i porozumienie paryskie. Miesiąc po COP30 zamieniliśmy nasze słowa w czyny z prawnie wiążącym celem redukcji emisji o 90 proc. do 2040 roku. Mamy wyraźny cel drogi w kierunku neutralności klimatycznej. I pragmatyczny oraz elastyczny plan, by uczynić czystą transformację bardziej konkurencyjną” – powiedziała przewodnicząca Ursula von der Layen. Oznacza to w pierwszej kolejności tylko jedno. Polacy powinni złapać się za swoje portfele.
Kosztowne wyzwania
O tym, jak droga będzie polityka klimatyczna, może świadczyć raport Fundacji SET, która przeanalizowała opłaty związane z wdrożeniem dyrektywy budynkowej. Założeniem jest, aby wszystkie nowe budynki były zeroemisyjne w perspektywie najbliższej dekady. Już od 1 stycznia 2028 roku bezemisyjne mają być nowe budynki będące własnością instytucji publicznych. Od 1 stycznia 2030 roku bezemisyjne zostać mają wszystkie nowe budynki. Do 2050 roku zmodernizowane zostaną wszystkie budynki, również te najstarsze. Jaka jest skala wyzwania? „W Polsce jest 15,2 mln budynków, z czego 3 proc. nie podlega nowym regulacjom. 46 proc. budynków to domy jednorodzinne, 47 proc. stanowią budynki użyteczności publicznej, a 7 proc. to budynki wielorodzinne. Niską efektywność energetyczną mają przede wszystkim budynki, które powstały przed 1990 rokiem i stanowią one 60 proc. wszystkich budynków, a ponadto zasilane są paliwami stałymi – węglem i biomasą” – czytamy w raporcie zatytułowanym „Skutki wdrożenia dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków do polskiego porządku prawnego”. Wszystkie te budynki będą musiały korzystać z bezemisyjnych źródeł energii. Oznacza to w pierwszej kolejności rezygnację z kopciuchów i pieców na paliwo stałe. W zamian można w pierwszej kolejności zacząć korzystać z ciepła systemowego oraz ekologicznych zamienników (m.in. pompy ciepła czy energii elektrycznej z OZE).
Eksperci Fundacji SET podali przybliżone koszty całego przedsięwzięcia. Z ich wyliczeń wyszło, że termomodernizacja budynków w naszym kraju będzie kosztowała 2 bln zł. Kolejne 466 mld zł to koszy inwestycji w modernizację sektora ciepłowniczego. Relatywnie najtaniej zapłacimy za wymianę indywidualnych źródeł ciepła, bo kwotę tę oszacowano do 40 mld zł. Wszystko jednak składa się na abstrakcyjną sumę 2,5 bln zł. Przyjmując, że w Polsce mamy 37,2 mln obywateli, to na każdego z nich będzie przypadał koszt 67 tys. zł.
Niemożliwe do wykonania
Inaczej rzecz ujmując, aby zdążyć z wprowadzeniem zeroemisyjnych procedur, musielibyśmy wydawać do 2050 roku około 100 mld zł rocznie tylko na te cele. O tym, czy jest to możliwe, można się przekonać, patrząc na realizację programu Czyste Powietrze. Teoretycznie założenia tego programu są takie, że do 2028 roku mamy wydać 100 mld zł. Według licznika dostępnego na stronie internetowej do tej pory zawarto niecały milion umów na kwotę ponad 34 mld zł. Program teoretycznie funkcjonuje od 2018 roku. Według danych do tej pory w ramach tego mechanizmu dokonała się termomodernizacja 453 tys. budynków. Przypomnijmy, że najlepiej byłoby zmodernizować ich 14,5 mln do 2050 roku. Znajdujemy się również w momencie, gdy koalicja rządząca dosłownie zdemolowała ten program. Ministerstwo Klimatu i Środowiska doszło bowiem do wniosku, że w latach wcześniejszych odnotowano liczne nadużycia, więc zwiększyło kontrolę i szczegółowość wniosków. W efekcie program Czyste Powietrze zmienił się w urzędniczą gehennę. Każda kolejna komisja sejmowa poświęcona temu programowi kończy się awanturą oszukanych przedsiębiorców. Politycy opozycji twierdzą, że to tylko wstęp do szukania oszczędności i likwidacji Czystego Powietrza.
Ale to nie koniec
Do tego należy dodać, że kwestia budynków nie jest jedyna. Olbrzymie inwestycje będą musiały dotyczyć również energetyki czy usług publicznych.
– Zapisy Zielonego Ładu są nie do wykonania. Nie ma na to pieniędzy – mówi nam Anna Zalewska, europosłanka PiS-u. Jej zdaniem już wprowadzenie pakietu Fit for 55 było trudne. Zwiększenie ambicji do redukcji 90 proc. jest po prostu nierealne. – Ostatecznie więc przepisy te zostaną wykorzystane do karania państw, które się nie dostosują – dodaje Zalewska. Mechanizmy te znamy już z systemu ETS. Polska w ciągu ostatnich 20 lat musiała zaradzić dużej liczbie problemów, więc nic dziwnego, że faktycznie kwestia energetyki zeszła na dalszy plan. Dzisiaj ponosimy olbrzymie koszty. Może się okazać, że gdy jako kraj wygrzebiemy się z systemu ETS i nadgonimy resztę Europy, budując elektrownie atomowe, uderzą w nas nowe kary.
„Wprowadzenie dyrektywy oznacza bardzo wysokie obciążenia finansowe dla polskiego społeczeństwa, ponieważ koszty modernizacji budynków i wymiany źródeł ciepła znacznie przekraczają realne możliwości gospodarstw domowych. Nakładane wymagania są niemożliwe do spełnienia w tak szybkim tempie, co grozi wzrostem kosztów życia, presją inflacyjną i pogłębieniem ubóstwa energetycznego. Ujednolicone wymogi ignorują specyfikę polskiego zasobu mieszkaniowego”
– mówił podczas prezentacji raportu Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu Fundacji SET.