Projektowane przepisy są odpowiedzią na liczne protesty rolników, którzy przeciwstawiali się nabywaniu ziemi przez spekulantów i obcy kapitał. Formalnie cudzoziemcy wciąż nie mogą jej kupować, ale realizowali swoje cele przez podstawione osoby, tzw. słupy. Agencja Nieruchomości Rolnych, zamiast prowadzić politykę służącą ochronie polskiej ziemi, stała się w ostatnich latach narzędziem do łatania dziur w budżecie. Nawet Instytut Ekonomiki i Gospodarki Żywnościowej odnotował w swoim raporcie na temat rynku ziemi, że celem Agencji jest osiąganie jak największych przychodów i wpłat do budżetu państwa.
Już kilka lat temu minister rolnictwa Marek Sawicki przyznał, że rząd będzie sprzedawał jak najwięcej gruntów z państwowych zasobów. Efekt był taki, że liczyły się finanse, a nie polityka rolna. Do państwowej kasy wpłynęło w ostatnich pięciu latach ok. 8 mld zł, a więc więcej niż połowa łącznej kwoty uzyskanej od początku procesu sprzedaży. Jak podała ANR, od 2005 r. do końca października tego roku do budżetu trafiło ponad 13,7 mld zł. W tym roku agencja przekazała już nieco ponad 800 mln zł.
Ziemia jest dobrem ograniczonym, nie można więc jej traktować jak zwykłego towaru – protestowali rolnicy. PiS założyło więc w swoim projekcie, że zasoby państwowe mają służyć rolnikom na powiększanie gospodarstw rodzinnych, a nie trafiać w ręce właścicieli, którzy nie będą zainteresowani uprawą ziemi, a tylko, albo głównie, lokatą kapitału. Ustawa ograniczająca obrót ziemią rolną jest też konieczna z tego powodu, że 1 maja 2016 r. mija okres ochronny na zakup polskiej ziemi. Wzrośnie zainteresowanie cudzoziemców jej nabyciem ze względu na cenę niższą niż w innych krajach UE. Polscy rolnicy nie będą mogli konkurować z obcym kapitałem ze względu na zbyt małe dochody, m.in. z powodu niższych niż w krajach UE dopłat bezpośrednich.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".