Marcin Gugulski, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa, Porządku Publicznego i Przeciwdziałania Patologiom Społecznym Rady Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy, złożył w sprawie działalności systemu alarmowego zapytanie do władz Warszawy. Zastanowiły go niespójne wyjaśnienia magistratu dotyczące działania syren w 71. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Przypomnijmy, że najpierw Agnieszka Kłąb, zastępca rzecznika prasowego Urzędu m.st. Warszawy przekonywała, że zadziałały 54 stacjonarne syreny miejskie i ręczne… rozlokowane w różnych miejscach. Później po szumie medialnym informację prostowano. Stwierdzono, że zadziałało 220 syren, a nie włączyły się aż 133 urządzenia.
Według wyjaśnień urzędników na zapytanie Marcina Gugulskiego (kandydata PiS‑u do Sejmu z listy warszawskiej) w stolicy działa bardzo stary i awaryjny system ostrzegawczy. Dlatego jest on nieużywany.
„Syreny […] nie zostały uruchomione, ponieważ ze względu na zły stan techniczny oraz przestarzałą konstrukcję (brak modułu radiowego) nie są włączone do wojewódzkiego systemu ostrzegania i alarmowania. […] Stary, analogowy system alarmowy […] ze względu na okres montażu [lata 60. i 70.] oraz wadliwy stan techniczny, podatny na zakłócenia, jest sukcesywnie likwidowany” – przyznają urzędnicy. Według nich nie ma ekonomicznego uzasadnienia, żeby inwestować w remont i konserwację przestarzałych urządzeń. Dalej przekonują, że w Warszawie sprawnie działają jedynie 54 syreny. „Podstawowym systemem alarmowym działającym w Warszawie jest system miejski, który obecnie jest znacznie ograniczony ze względu na małą ilość punktów alarmowych (tylko 54, w tym 4 na Mokotowie) i wymaga pilnej rozbudowy” – czytamy w odpowiedzi na interpelację. Warszawa planuje rozbudowę systemu alarmowego w ramach nowej perspektywy unijnej na lata 2014–2020.
– Z odpowiedzi urzędników wynika, że w wypadku alarmu powietrznego lub alarmu o skażeniach spora część warszawiaków nie może nawet, jak uczono w PRL‑u na lekcjach przysposobienia obronnego, nakryć się gazetą i czołgać jak najdalej od źródła zagrożenia. Ani prezydent m.st. Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO), ani wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski (PO) nie zdołają nas o tym zagrożeniu powiadomić. To mało sympatyczna perspektywa – mówi nam Gugulski.